Wielka Sowa i Mała Sowa


Szybki wypad po widoki z Gór Sowich



  1. Wspomnienia z trasy
  2. Nasza perspektywa
  3. Parking
  4. Mapa
  5. Cywilizacja

Wspomnienia z trasy

To była nasza pierwsza wyprawa w Góry Sowie i choć mieliśmy niewiele czasu, bardzo chcieliśmy zobaczyć Wielką Sowę! 

Postanowiliśmy zacząć od schroniska Orzeł – to pozwoliło uniknąć długiego i nasłonecznionego podejścia po betonowych płytach. Dla nas zacienione leśne przestrzenie to dużo przyjemniejszy wybór.

Już od pierwszych kroków szliśmy szeroką, kamienistą drogą pod górę, przez cichy, spokojny las. Było tu przyjemnie chłodno i słychać było śpiew ptaków, co od razu wprowadziło nas w dobry nastrój.

Po drodze minęliśmy opuszczone schronisko Sowa, z kartką informującą o remoncie. Z tego co czytaliśmy jest zamknięte od 2022. Szkoda, bo wygląda bardzo zabytkowo, przykro patrzeć jak dalej niszczeje.

Dalej las prowadził nas przez las gdzie według tabliczki informacyjnej odtwarzane są mokradła, faktycznie, była tam kałuża. 

Niebawem dotarliśmy do rozdroża z ławeczkami – idealne miejsce na krótką przerwę.

Dalej na drodze znaleźliśmy ułożoną z kamieni uśmiechniętą buźkę – taki mały, miły szczegół, który wywołał uśmiech. 

Przed samą Wielką Sową droga była piękna, schowana w lekkim półmroku pełna drzew o wyraźnych, powykręcanych korzeniach.

Na szczycie znaleźliśmy wieżę widokową (zamkniętą, dotarliśmy jeszcze przed otwarciem), kilka wiat ze stolikami, sporą ilość stołów piknikowych, sklepik z pamiątkami, toaletę, kapliczkę Matki Boskiej Rozwiązującej Problemy oraz posąg muflona. 

Po odpoczynku zdecydowaliśmy się zejść w stronę Małej Sowy. Trasa wydawała się prosta i bezbolesna dla zmęczonych kolan. 

Po drodze minęliśmy kawałek murowanej ściany ale nie mamy pojęcia co to za ruiny.

Dalej szlak wychodził na bardziej otwartą przestrzeń, ale widoków było niewiele – drzewa skutecznie przesłaniały panoramę. 

Krótki, nasłoneczniony odcinek z wyciętym lasem zaprowadził nas w końcu na szczyt Małej Sowy, który okazał się raczej symboliczny: była tam tabliczka, ale brakowało pieczątki.

Ostatnim punktem był powrót do Wielkiej Sowy i wejście na wieżę widokową. Sama wieża okazała się ciekawa konstrukcyjnie: najpierw szerokie, murowane schody zewnętrzne, potem metalowe schody wewnętrzne, aż w końcu wąskie i nieco klaustrofobiczne, prowadzące na sam szczyt. 

Widoki z wieży wspaniałe! Panorama 360 stopni, widać pola, łąki i oczywiście góry! Nie umieliśmy ich rozpoznać, bo my w tych okolicach bywamy nieczęsto, ale rozbudziło to naszą ochotę do poszerzenia naszych turystycznych horyzontów. 

Powrót odbyliśmy tą samą trasą, kończąc dzień w schronisku Orzeł. Kawę mieli dobrą, ale mocną. Już same widoki dodawały energii i radości.

Zakończyliśmy naszą krótką wycieczkę podziwianiem widoków z Przełęczy Sokolej.

Pozostało nam wrócić na parking z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu przyjedziemy.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • zacienione, chłodne leśne ścieżki, dające wytchnienie od upału i intensywnego światła;
  • dużo miejsc do odpoczynku, ławeczki po drodze, stoły piknikowe na szczycie
  • spokojna atmosfera i dźwięki lasu – śpiew ptaków, szum drzew (uwaga: w godzinach otwarcia wieży widokowej już są tłumy turystów) 
  • możliwość dostrzegania szczegółów – jak kamienna buźka na drodze czy wyjątkowe korzenie drzew;
  • dobrze oznaczony szlak – nie mieliśmy wątpliwości którędy iść.

Co męczy

  • krótkie, nasłonecznione fragmenty szlaku z wycinką lasu;
  • ograniczone widoki na Małej Sowie;
  • fragmenty drogi z głębokimi koleinami i stojącą w nich wodą;
  • bardzo ciasne schody w najwyższej części wieży widokowej;
  • popularność trasy – zwłaszcza w późniejszych godzinach zrobiło się tłoczno, co dodawało sensorycznego zmęczenia. Warto tu dodać, że jeśli ktoś preferuje spokojniejsze wędrówki, lepiej wybrać się wcześnie rano. Wtedy jednak trzeba się liczyć z tym, że wieża widokowa i schronisko są jeszcze zamknięte.

Spacer czy wyzwanie?

Nasza trasa była łatwa i przyjemna – spokojny spacer idealny na krótką wizytę w tych górach. Nie było trudnych technicznie odcinków, a różnice wysokości nie męczyły nadmiernie. To trasa odpowiednia właściwie dla każdego, kto chce poznać Góry Sowie bez większego wysiłku.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Zdecydowanie tak! Ta pierwsza wizyta była tylko przedsmakiem i z pewnością zaplanujemy tu dłuższą trasę, najlepiej w formie pętli. Góry Sowie mają wyjątkowy klimat – zalesione, ciche, idealne na nasze tempo i potrzeby.

Choć tym razem mieliśmy niewiele czasu, to miejsce szybko zdobyło naszą sympatię i chętnie wrócimy w te okolice.


Parking

  • Parking pod schroniskiem „Orzeł” – płatny, na kilkanaście samochodów. Płatność na miejscu lub w barze pod schroniskiem. Ostatni odcinek do schroniska trzeba podjechać stromą drogą z płyt betonowych, więc należy wziąć pod uwagę pogodę i stan opon w samochodzie.
  • Parking główny – płatny, duży parking dostępny przy drodze głównej. Z parkingu do schroniska trzeba przejść około 30 minut po stromej drodze z betonowych płyt.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Szlak Czerwony do Wielkiej Sowy – Szlak żółty do Małej Sowy – Od szlaku należ odbić 20-30 metrów w prawo żeby dojść do tabliczki z nazwą szczytu – Powrót tą samą drogą


Cywilizacja

  • Schronisko “Orzeł” – dostępny jest parking, bar, stoły i ławeczki
  • Szlak czerwony – ławeczki
  • Wielka Sowa – Wieża widokowa, kapliczka, wiaty turystyczne, stoły piknikowe, sklepik z pamiątkami i przekąskami, toalety

Dodaj komentarz