Krótka trasa, głębokie zejście… i trochę za mało czasu, żeby poczuć to miejsce
Wspomnienia z trasy
Zainspirowani zeszłotygodniową wizytą w Podziemna Trasa Turystyczna w Sandomierzu, a do tego na świeżo po bardzo udanej wizycie w Żywe Muzeum Porcelany w Ćmielowie, jedziemy do Opatowa z dobrym nastawieniem. Liczymy na podobny klimat: ceglane korytarze, historie kupców, spokojne zwiedzanie i czas na zatrzymanie się przy detalach. Liczymy na fascynujące opowieści przewodnika, tak jak zafascynowaliśmy się już dzisiaj porcelaną, dzięki wciągającej narracji.
Początek
Na miejscu jesteśmy tylko my, nie ma innych turystów. Kupujemy bilety i dowiadujemy się, że zwiedzanie możliwe jest wyłącznie z przewodnikiem.

Przed wejściem uwagę przyciąga rysunek dawnego Opatowa na ścianie. Taki szkic miasta z targiem i budynkami, trochę jak bazgroły w zeszycie. Prosty, ale bardzo klimatyczny, jeden z fajniejszych elementów całej ekspozycji.
Obok stoją gabloty z ćmielowską porcelaną, co po porannym zwiedzaniu Ćmielowa wywołuje u nas lekki uśmiech.

Czytamy podstawowe dane: 15 metrów głębokości, trzy kondygnacje, 500 metrów trasy i 217 schodów. Krócej niż w Sandomierzu, ale głębiej. Jest też informacja, że nie można nagrywać, ale zdjęcia są dozwolone.

Schodzimy za przewodniczką w dół.
Pierwsza sala
Schody są wąskie i dość strome, a w środku panuje półmrok. Przewodniczka świeci latarką pod nogi, żeby było widać kolejne stopnie.

Ściany z cegły i lessu, łuki, chłód i wilgoć. Datowanie na XIII–XIV wiek. Klimat jest naprawdę dobry, surowy i autentyczny. W takich miejscach najchętniej przystajemy i po prostu patrzymy na faktury ścian. Niestety prawie od razu ruszamy dalej.

Przechodzimy przez bramę oddzielającą dawne piwnice kupieckie. W jednym z „okienek” widać fragment oryginalnej ściany, bardzo podobny do tego, który pamiętamy z Sandomierza.

W kolejnych wgłębieniach ustawiono lampy, ale nadal jest bardzo ciemno. Chciałoby się zatrzymać na chwilę, ale tempo na to nie pozwala.
Sala z ekspozycją górniczą
Korytarz zaczyna przypominać szyb kopalniany. Pojawiają się tory, elementy wyposażenia, mundur górniczy.

Słuchamy historii o tym, jak teren się zapadał i jak górnicy z Bytomia pod nadzorem AGH pomagali zabezpieczyć miasto i podziemia. To ciekawy wątek, pokazujący, że trasa nie jest tylko zabytkiem, ale efektem współczesnych prac ratunkowych. Podobną historię słyszeliśmy w Sandomierzu, tam jednak trafniej wyjaśniono proces odbudowy piwnic i zabezpieczenia miasta.

Schodzimy niżej kręconymi schodami. Jest ciemno, przy ścianach wiszą łańcuchy, których można się przytrzymać. Znów mamy wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko.
Sala strzelnica partyzancka
Niewielka sala z łukowatym sklepieniem i ciekawą strukturą kamienia. Przewodniczka opowiada, że w czasie wojny partyzanci ćwiczyli tu obsługę broni. Lessowe ściany tłumiły dźwięk i zapobiegały rykoszetom.

To jedno z tych miejsc, gdzie najchętniej zostalibyśmy dłużej. Popatrzeć na kolory ścian, na fakturę kamienia, poczuć przestrzeń. Po chwili znów ruszamy schodami w górę.
Sala historyczna
W tej części zatrzymujemy się przy makiecie grodu i słuchamy opowieści o najstarszych osadach w okolicy, legendzie o Żmiju i dawnych wierzeniach związanych z Perunem. Sama makieta od razu przywodzi nam na myśl grodzisko w Żmijowiskach. Bardzo podobny układ wałów i zabudowy, ten sam „wczesnopiastowski” klimat. Tym bardziej chcielibyśmy zatrzymać się na dłużej, przeczytać tabliczki i spokojnie przyjrzeć się detalom.

Pojawia się też wątek templariuszy i domniemanych komandorii w Opatowie, choć jak podkreśla przewodniczka, nie wszystko jest historycznie potwierdzone, część pozostaje w sferze hipotez i legend.

Na ścianach wiszą ilustracje przedstawiające rekonstrukcje dawnej zabudowy, portyk lub bramę wjazdową oraz dwie rekonstrukcje posągów rycerzy. Jedna trzyma miecz, druga topór. Niestety znów ruszamy dalej, trochę z poczuciem niedosytu.
Piwnica kupiecka
Tu wreszcie robi się bardziej „życiowo”. Widzimy zainscenizowany wlot do magazynu, przez który wyciągano beczki z towarem. Podobno potrafiły ważyć nawet 200 kilogramów.

Dowiadujemy się, że luksusem były świece woskowe, a jednym z najdroższych towarów była sól. Na ścianach wiszą suszone zioła, stoi biurko kupieckie, na ścianach są ilustracje i obrazy, a faktura cegieł i kamieni wygląda naprawdę świetnie.

Niestety ruszamy dalej, nawet nie dopytaliśmy o historię winiarstwa w okolicy, która nas zaciekawiła. Na ścianie znajduje się linia czasowa sięgająca 12 wieku. Podobne informacje usłyszeliśmy w Sandomierzu.
Sala z przywilejem opatowskim
Tutaj pojawia się makieta średniowiecznego Opatowa, nie bardzo mamy czas się jej dokładnie przyjrzeć.

Dowiadujemy się też czegoś, o czym wcześniej nie myśleliśmy, w XVI i XVII wieku istniała tu duża dzielnica żydowska. Synagoga nie przetrwała do naszych czasów, ale na planszach pokazano jej archiwalne zdjęcia i krótką historię tej społeczności. To jeden z tych wątków, które na moment zatrzymują i przypominają, jak wielowarstwowe było to miasto.

Obok widzimy herb Odrowąż oraz tak zwany przywilej opatowski, ozdobny dokument z iluminacjami na brzegach. Na ścianie wiszą powiększone reprodukcje, między innymi scena ze świętym Marcinem. Przewodniczka opowiada o procesie zdobienia dokumentu, ale nie opowiada o prawach nadawanych miastu i znaczeniu dokumentu. To właściwie jeden z ważniejszych elementów historii Opatowa, niestety potraktowany bardzo pobieżnie.

Temat jest ciekawy i spokojnie można by tu spędzić kilka minut, czytając detale i oglądając ilustracje. Niestety znów tylko przemykamy przez salę, próbując złapać najważniejsze informacje w biegu.
Sala lament opatowski
Oglądamy ilustracje „Lamentu opatowskiego”, renesansowej płaskorzeźby z nagrobka Krzysztofa Szydłowieckiego. Mnóstwo postaci, detali, symboliki. Chciałoby się przyjrzeć bliżej. Niestety nie ma kiedy.

Sala Krzyżtopór
W kolejnej sali na podłodze przedstawiony jest plan zamku Krzyżtopór. Zatrzymujemy się odruchowo, bo to miejsce dobrze znamy, byliśmy tam wcześniej, chodziliśmy po ruinach i pamiętamy skalę całego założenia. Fajnie zobaczyć je teraz w takiej „naziemnej” formie, z góry, jak na płaskiej makiecie.

Słuchamy historii o twierdzy, która w założeniu miała być nie do zdobycia. Monumentalna, nowoczesna jak na swoje czasy, symbol potęgi właścicieli. A jednak wystarczyło jedenaście lat i potop szwedzki przyniósł grabież, a później pożar dopełnił zniszczenia. Z planów o rezydencji nie do podbicia została ruina, którą dziś znamy.

Pojawia się też najbardziej znana legenda, że zamek wybudowany był na planie kalendarza. Podobno miał mieć cztery wieże jak pory roku, dwanaście dużych sal jak miesiące, pięćdziesiąt dwa pokoje jak tygodnie i tyle okien, ile dni w roku. Brzmi pięknie i bardzo symbolicznie, ale trudno to zweryfikować.
Patrzymy jeszcze chwilę na plan, przypominając sobie nasze własne przejścia po Krzyżtoporze, ale po chwili znów idziemy wgłąb trasy.
Sala z arystokracją i sala winnica
Pojawiają się rody magnackie i historia właścicieli Krzyżtoporu. Dużo nazwisk, dużo treści do czytania, mało czasu. Szybko wychodzimy z sali.

W kolejnej natomiast jest reklama lokalnej winnicy. Trochę jak product placement, który wybija z klimatu. Tempo znów przyspiesza.
Sala Ludwik Zwierzdowski
W tej sali na ścianie znajduje się wzmianka o Ludwiku Zwierzdowskim „Toporze” i powstaniu styczniowym.

Widzimy repliki żałobnej biżuterii: czarne różańce, obrączkę w kształcie korony cierniowej.


To akurat bardzo ciekawe eksponaty, ale znów tylko przelotnie możemy na nie popatrzeć, bo już biegniemy do kolejnej sali.
Sala z zabytkami
Na ścianach znajdują się fotografie okolicznych zabytków, głównie kościołów. Wygląda to bardziej jak przegląd folderu turystycznego niż część podziemnej trasy. Szybko przechodzimy dalej.

Sala militarna
Nawet do niej właściwie nie wchodzimy. Zanim zdążymy się rozejrzeć, już jesteśmy prowadzeni dalej. Eksponaty są ledwie widoczne w półmroku.

Sala kinowa
Na końcu czeka na nas mała sala z fotelami z dawnego kina i filmem z archiwalnych fotografii Opatowa. Nawet do niej nie wchodzimy i zaraz wyprowadzeni jesteśmy na powierzchnię.

Trochę zaskoczeni, że to już koniec, trafiamy do punktu z którego zaczęliśmy zwiedzanie.
Podsumowanie
Podziemia Opatowa mają w sobie wszystko, co teoretycznie bardzo lubimy: ceglane i lessowe ściany, chłód, wilgoć, schody prowadzące coraz niżej, średniowieczne piwnice kupieckie, lokalne legendy i historię miasta ukrytą pod ziemią.
Klimat jest autentyczny, a tematów do opowiadania naprawdę sporo, dlatego tym bardziej szkoda, że wychodzimy stamtąd z poczuciem niedosytu. Nie dlatego, że samo miejsce jest nieciekawe, ale dlatego, że nie dostaliśmy przestrzeni, by naprawdę je poczuć. Zamiast spokojnego zwiedzania było szybkie przechodzenie z sali do sali, zamiast zatrzymywania się przy detalach, ciągłe nadrabianie kroku. Sama opowieść nie była ani spójna, ani ciekawa, ani wciągająca. Kilka faktów niepowiązanych ze sobą, trochę znanych już nam informacji z innych miejsc, kilka legend lub hipotez i właściwie niewiele z nich zostało z nami na dłużej.
Momentami mieliśmy wrażenie, że to bardziej prezentacja „co jeszcze warto zobaczyć w regionie” niż podziemna trasa z własną, wyraźną historią. Po Sandomierzu i Ćmielowie liczyliśmy na podobnie kameralne i uważne doświadczenie, dlatego tym razem całość przypominała nam trochę przeglądanie folderu turystycznego w biegu. Szkoda, bo potencjał tego miejsca jest naprawdę duży.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- klimat surowych, lessowych i ceglanych podziemi
- głębokość trasy i wielopoziomowe zejścia
- brak tłumów, zwiedzanie tylko we dwoje
- kilka bardzo ciekawych tematów: kupcy, górnicy, legendy, Krzyżtopór, historia miasta
- potencjał miejsca i autentyczne średniowieczne piwnice
Co męczy
- bardzo szybkie tempo zwiedzania
- brak czasu na zdjęcia, pytania i spokojne czytanie tablic
- dużo fotografii i promocji innych atrakcji regionu zamiast skupienia na samej trasie
- wrażenie „broszury turystycznej pod ziemią”
- cena biletów nieadekwatna do jakości doświadczenia
- niezbyt ciekawa
Spacer czy wyzwanie?
Fizycznie to raczej krótki spacer z elementami wysiłku, sporo schodów, trochę wilgoci i chłodu, ale bez większych trudności. Mentalnie to wyzwanie dla osób, które, tak jak my, lubią zwiedzać powoli, zatrzymywać się przy detalach i chłonąć atmosferę. Tu trzeba raczej nadążać niż odkrywać.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Raczej nie w tej formule. Same podziemia są ciekawe i mają klimat, ale potrzebowałyby spokojniejszego tempa na uważne zwiedzanie. Gdyby można było przejść trasę wolniej to doświadczenie byłoby zupełnie inne. Na razie zostajemy przy wspomnieniu, że to miejsce z potencjałem, tylko trochę niewykorzystanym.
- Parking pod murami – bezpłatny nieduży parking. Mogą parkować na nim również busy.
- W obrębie starówki znajduje się wiele miejsc do parkowania, ale obowiązuje opłata za postój.
Mapa

Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy się w stronę Bramy Warszawskiej przez którą przechodzimy – Idziemy prosto i na drugim skrzyżowaniu skręcamy w lewo – Wejście do podziemnej trasy znajduje się po przeciwnej stronie rynku- Zwiedzanie odbywa się wyłącznie w obecności przewodnika – Trasa kończy się w tym samym miejscu – Powrót do samochodu ta samą trasą – Parking
Cywilizacja
- Parking – dostępne są ławeczki i śmietniki.
- Miasto – sklepy, restauracje, kawiarnie.
- Budynek wejścia do trasy podziemnej – kasa biletowa, sklepik i toalety.























Dodaj komentarz