Muzeum Narodowe na zamku w Lublinie


Czasem najciekawsze miejsca są tuż obok, tylko trzeba w końcu przestać je odkładać „na kiedyś”.



  1. Wspomnienia z trasy
  2. Nasza perspektywa
  3. Parking
  4. Mapa
  5. Cywilizacja
  6. Linki
  7. Podobne miejsca

Wspomnienia z trasy

Szary, mokry dzień w Lublinie. Taki, w którym człowiek nie ma ochoty ani na długi spacer po parku, ani na stanie na wietrze. Śnieg topnieje, pod butami chlupie woda, z nieba leci coś pomiędzy deszczem a błotnistą mżawką. Patrzymy na siebie i mówimy: może w końcu nadrobimy zaległości turystyczne we własnym mieście? Tak trafiamy do Zamek w Lublinie, gdzie mieści się Muzeum Narodowe.

Jest niedziela, pół godziny po otwarciu. W środku zaskakująco mało ludzi. Cisza, dużo przestrzeni i bardzo mili, pomocni pracownicy, którzy od razu podpowiadają, gdzie najlepiej zacząć. Już na starcie czujemy, że to będzie dobre, spokojne zwiedzanie, bez przepychania się i pośpiechu. Interesują nas głównie wystawy stałe, więc idziemy salami po kolei. Wystaw czasowych nie oglądaliśmy, więc nie będziemy ich opisywać poniżej.


Śladami przeszłości. Najdawniejsze dzieje ziemi lubelskiej

Ta wystawa robi wrażenie od pierwszych kroków. Jeszcze zanim cokolwiek zobaczymy, słyszymy dźwięki: stukania, łupania, jakiś szum, jakby gwar dawnej osady.

To nie jest zwykła ekspozycja z gablotami, tylko przestrzeń, która działa na zmysły. Czujemy się trochę tak, jakbyśmy przechodzili obok pradawnych zagród.

Na wejściu widzimy figurę myśliwego ubranego w futra, obok skórzanego namiotu. Na ścianach wiszą włócznie, a cała inscenizacja datowana jest na mezolit, około 5300 p.n.e.

Dalej pojawiają się gabloty z ceramiką, narzędziami, krzemieniem pasiastym, od razu kojarzy nam się z Sandomierzem, zachwycamy się biżuterią i drobnymi paciorkami.

Na środku pomieszczenia, w podłodze, zrobiona jest inscenizacja pochówku człowieka. W kącie natrafiamy na pochówek psa, co zupełnie nas zaskakuje i jakoś dziwnie wzrusza.

Czytamy o tym, jak zmieniały się zwyczaje pogrzebowe w okolicach Lublina, od prochów składanych w glinianych naczyniach po pochówki szkieletowe.

Eksponatów jest mnóstwo. Zatrzymujemy się przy paciorkach, przy starych monetach, przy informacjach o tym, że fałszowanie pieniędzy istniało właściwie od zawsze. Duże wrażenie robią ogromne korale z bursztynu.

Są też inscenizacje chat i półziemianek, postać kobiety z kultury przeworskiej, kolejne sceny pochówków, opisy badań archeologicznych.

Do tego multimedia, filmy, animacje i aplikacja z audioprzewodnikiem. Wystawa jest kolorowa, różnorodna, pełna detali. Spędzamy tu naprawdę dużo czasu i ani przez chwilę się nie nudzimy.


Monety i medale na ziemiach polskich od X do XX wieku

Kolejna ekspozycja mieści się w długim korytarzu. Po jednej stronie ciągną się gabloty z monetami i medalami, po drugiej tablice informacyjne.

Monet jest mnóstwo, grosze, guldeny, różne kształty, rozmiary, odcienie metalu. Ale to nie same gabloty przyciągają nas najbardziej, tylko właśnie tablice z ciekawostkami.

Czytamy porównania cen z XIII–XV wieku. W XIV wieku we Wrocławiu krowa kosztowała 12 groszy, a pod koniec XV wieku w Poznaniu koń kosztował już 210 groszy. Są też informacje o płacach w Lublinie, w 1570 roku cieśla zarabiał 5 groszy dziennie, a dwieście lat później nawet 60 groszy.

Stoimy i zaczynamy liczyć w głowie różnice, przeliczać, porównywać, trochę żartować o inflacji sprzed kilkuset lat. To chyba najciekawsza część tej wystawy.

Jedyny minus, to miejsce jest mniej kameralne. Ludzie ciągle przechodzą obok, więc trudniej się skupić.


Historia uzbrojenia i malarstwo batalistyczne

Tutaj role się odwracają, Maciek wchodzi w tryb pełnej fascynacji. Sala jest duża, pełna gablot z bronią.

Miecze, szable, topory, groty strzał, halabardy ustawione na słupach, broń palna od najstarszych modeli ładowanych od przodu po nowocześniejsze systemy. Naszą uwagę przykuwa jatagan z ozdobną rękojeścią.

Zatrzymujemy się przy mundurze z 1939 roku. W gablocie w puszce od maski przeciwgazowej jest instrukcja nadrukowana od wewnętrznej strony wieczka, czytamy ją z ciekawością, bo to był fragment czyjegoś bardzo osobistego wyposażenia.

Naszą uwagę przyciąga też niespodziewanie piękny, pasiasty fotel z XIX wieku i stojące obok biurko. Trochę jakby ktoś przeniósł fragment dawnego gabinetu do muzeum.

Maciek ogląda wszystko bardzo dokładnie, tak jak ja wcześniej paciorki i ceramikę. Na wystawie jest też trochę obrazów, ale nie przyglądamy im się jakoś dokładnie.


Galeria Sztuki Zdobniczej i Malarstwa Europejskiego od XVI do XX Wieku

Tu klimat zmienia się na bardziej „domowy”. Sale pełne są szaf, sekretarzyków, zegarów, porcelany i obrazów.

Po wizycie w Ćmielowie mamy szczególny sentyment do filiżanek, więc od razu przyciągają nas kolorowe zestawy porcelany.

Szafy przypominają nam trochę te kolbuszowskie z Sandomierza, choć są mniej ozdobne. Oglądamy masywną, wysoką szafę z dębu, orzecha i hebanu, geometrycznie zdobioną, potem kolejną z aniołkami.

Z obrazów zapamiętujemy martwą naturę z owocami i warzywami, próbujemy rozpoznać, co jest czym.

Kukurydza, winogrona, dziwny arbuz albo melon o kształcie jak z innej epoki. Jest też dość mroczny obraz z martwym ptakiem. To już nie nasz klimat.


Sztuka Ludowa Regionu Lubelskiego

Ta część jest bardziej swojska i bliska. Drewniane rzeźby świętych, w tym św. Onufry i św. Zofia z małymi postaciami symbolizującymi wiarę, nadzieję i miłość.

Kolekcja Jezusów frasobliwych, każdy trochę inny, ale taki sam. Obrazy na szkle, często z motywem czerwonych kwiatów, wydaje nam się, że maków.

Przy rzeźbach spędzamy więcej czasu, bo można je obejrzeć z kilku stron, zobaczyć detale, fakturę drewna, ślady dłuta. Są bardziej „żywe” niż płaskie obrazy.


Galeria Malarstwa Cerkiewnego

Wchodzimy z lekkim dystansem, bo malarstwo to zwykle nie nasza bajka, ale przestrzeń okazuje się zaskakująco przyjemna. Ciemno, cicho, prawie pusto. Atmosfera sprzyja wyciszeniu.

Na ścianach ikony, intensywne kolory, złoto, liczne wizerunki Matki Boskiej z Dzieciątkiem, święci, Chrystus błogosławiący.

Jest mapa pokazująca pochodzenie dzieł i plansza tłumacząca, jak powstają ikony. Stoimy chwilę dłużej, po prostu w ciszy.


Kaplica

Kaplica Trójcy Świętej to absolutny finał i efekt „wow”.

Wchodzimy do środka i nagle robi się zupełnie cicho. Nie ma innych turystów. Wysokie sklepienia, kolumna, od której rozchodzą się łuki, wnęka ołtarzowa i ściany w całości pokryte polichromiami.

Kolory są pastelowe, a jednocześnie żywe. Malunki wypełniają całe wnętrze. Powoli chodzimy wzdłuż ścian, patrzymy w górę, czytamy znaczenia scen. To jedno z tych miejsc, gdzie automatycznie mówi się ciszej.

Nie robimy wielu zdjęć. Chcemy po prostu popatrzeć.


Podsumowanie

To jedno z tych miejsc, które zaskakują najbardziej, bo są tuż obok domu.

Wystawy są bardzo lokalne, skupione na historii regionu, a jednocześnie różnorodne, od archeologii, przez numizmaty, militaria, po sztukę i kaplicę. Mało ludzi, dużo spokoju, pomocni pracownicy i możliwość czytania wszystkiego bez pośpiechu.

Idealny plan na szary, zimowy dzień w mieście. I trochę wstyd, że dopiero teraz tu trafiliśmy. Ale może właśnie dlatego było tak przyjemnie, bez oczekiwań, za to z dużym zaskoczeniem.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • mało turystów i dużo ciszy, można czytać wszystko bez pośpiechu
  • bardzo mili i pomocni pracownicy muzeum
  • świetnie przygotowana, multisensoryczna wystawa archeologiczna (dźwięki, inscenizacje, multimedia)
  • masa lokalnych ciekawostek i detali, w których można „zagrzebać się” na długo
  • statystyki cen i zarobków przy monetach – najbardziej wciągające czytanie dnia
  • duża różnorodność: od prehistorii, przez militaria i numizmaty, po sztukę i kaplicę
  • Kaplica Trójcy Świętej – absolutny efekt „wow” i moment wyciszenia
  • aplikacja z audioprzewodnikiem do pobrania samodzielnie, ale my z niej finalnie nie korzystaliśmy, bo wiele informacji było opisanych w muzeum

Co męczy

  • momentami dużo opisów i tekstu do czytania (to raczej „muzeum na skupienie” niż szybkie zwiedzanie)
  • w części z monetami wąski korytarz i przewijający się ludzie rozbijają trochę koncentrację
  • jeśli ktoś nie lubi historii albo gablot, może poczuć przesyt informacjami
  • zamknięta wieża widokowa ze względu na pogodę.

Spacer czy wyzwanie?

Zdecydowanie spacer. To bardziej powolne chodzenie od sali do sali niż jakikolwiek wysiłek fizyczny. Idealny plan na brzydką pogodę, zimę albo dzień, kiedy chce się wyjść z domu, ale bez marznięcia i kilometrów w nogach.

Czy chcielibyśmy wrócić?

To jedno z tych miejsc, do których można wracać fragmentami: raz na archeologię, innym razem tylko do kaplicy albo na konkretną wystawę czasową. Fajnie mieć taką spokojną, lokalną „bazę kulturalną” pod ręką, szczególnie na jesienne i zimowe dni.

Trochę wstyd, że odkładaliśmy to tyle lat. Ale może dzięki temu pierwsza wizyta była tak przyjemnym zaskoczeniem.


Parking

  • Parking pod zamkiem – duży parking zlokalizowany pod Zamkiem w Lublinie. Obowiązuje miejska strefa płatnego parkowania: od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00–18:00. Opłatę można uiścić w parkomacie (kartą lub gotówką). Parking bardzo szybko się zapełnia, dlatego najlepiej zaplanować przyjazd rano.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Do dyspozycji zwiedzających jest parter oraz pierwsze piętro. Zwiedzanie odbywa się indywidualnie, bez wyznaczonej ścieżki, dzięki czemu można swobodnie poruszać się po obiekcie i dopasować tempo do własnych potrzeb.


Cywilizacja

  • Przy wejściu znajduje się kasa biletowa.
  • Łazienki znajdują się na dole przy kasie.
  • Aplikacja z audioprzewodnikiem do pobrania za darmo na iOS i Android.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz