Zima na Polesiu: skrzypiący śnieg, drewniane kładki i zamarznięte jezioro
Wspomnienia z trasy
26 grudnia, kiedy święta jeszcze na dobre się nie skończyły, a w powietrzu wciąż unosi się ten specyficzny „poświąteczny bezruch”, poczuliśmy, że musimy na chwilę wyjść z domu. Nie w miasto, nie między ludzi. Gdzieś szerzej. Ciszej. Dalej.
Prognoza nie obiecywała nic spektakularnego. Szare niebo, lekki mróz, cienka warstwa śniegu. Taka zima „na pół gwizdka”. Ale właśnie o to chodziło. Nie szukaliśmy widoków jak z pocztówki. Chcieliśmy tylko pochodzić, przewietrzyć głowę, zmęczyć nogi w ten przyjemny, spokojny sposób.
Poleski Park Narodowy zimą ma w sobie coś, co zawsze nas wycisza. Jest surowy, oszczędny w kolorach, prawie pusty. Bez tłumów, bez bodźców, bez pośpiechu. Tylko przestrzeń, wiatr i własne kroki. Dokładnie tego potrzebowaliśmy po intensywnych dniach.
Czahary
Na początek poszliśmy tam, gdzie najczęściej wracamy, na naszą ulubioną ścieżkę „Czahary”. To jedna z tych tras, które znamy już prawie na pamięć, a mimo to za każdym razem smakują trochę inaczej.

Drewniane kładki prowadzą tu przez torfowiska i rozległe, otwarte przestrzenie. Latem wszystko jest zielone i miękkie, jesienią złote, a zimą krajobraz upraszcza się do kilku kolorów: bieli, beżu i brązu.

Tym razem śniegu było niewiele, cienka warstwa oprószała deski i suche trawy, jakby ktoś tylko lekko musnął je pędzlem. Przy każdym kroku pod butami cicho chrupało. Ten dźwięk stał się naszym rytmem na cały spacer.

Ludzi prawie nie było. Gdzieś daleko mignęła jedna sylwetka, potem znowu długo nic. Tylko my, kładka ciągnąca się prosto przed siebie i wiatr przesuwający trzciny.

Na otwartej przestrzeni wiało mocniej. Zimno łapało za policzki i dłonie, ale wcale nie mieliśmy ochoty przyspieszać. Szliśmy spokojnie, zatrzymując się na platformach widokowych, patrząc na torfowisko rozlane aż po horyzont.

Białe plamy śniegu mieszały się z brązowymi, suchymi trawami. Pojedyncze drzewa stały samotnie w tej przestrzeni jak punkty orientacyjne. Krajobraz był prosty, prawie minimalistyczny, a jednak hipnotyzujący.

To nie są widoki, które „robią efekt wow”. To raczej takie, które powoli porządkują myśli.
Dąb Dominik i Jezioro Moszne
Z Czahar nie mieliśmy jeszcze ochoty wracać do domu, wsiedliśmy do auta i po kilkunastu minutach byliśmy już przy wejściu na kolejną trasę, ścieżkę przyrodniczą „Dąb Dominik”, prowadzącą w stronę Jeziora Moszne. Od razu poczuliśmy różnicę w atmosferze. Czahary były prawie puste, a tutaj na parkingu stało więcej samochodów, przy wiacie piknikowej ktoś palił ognisko, w powietrzu unosił się zapach dymu i pieczonych kiełbasek. Rodziny rozmawiały, dzieci biegały wokół stołów. Taki zimowy, świąteczny klimat. Dlatego szybko weszliśmy w las. Śnieg pod butami znowu zaczął cicho chrupać, gałęzie trzeszczały od mrozu, a powietrze stało się chłodniejsze i spokojniejsze. Ten znajomy moment ulgi, kiedy świat jakby sam ścisza dźwięk.

Po drodze minęliśmy Dominika, stary dąb, który zawsze wygląda jak strażnik tej trasy. Zimą wydaje się jeszcze bardziej surowy. Ciemny pień, nagie gałęzie, żadnych liści do ukrycia wieku.

Drewniana kładka była lekko oszroniona, miejscami przyprószona cienką warstwą śniegu. Szliśmy wolniej, ostrożnie, słuchając jak deski skrzypią pod ciężarem kroków. Po obu stronach ciągnęły się brązowe, wyschnięte trawy i trzciny, pochylone od wiatru. Zimowe torfowisko ma w sobie coś surowego i minimalistycznego, mało kolorów, mało ruchu, dużo przestrzeni.

I nagle las się skończył. Przed nami otworzyło się Jezioro Moszne. Zamarznięte prawie w całości. Szeroka tafla lodu ciągnęła się aż po linię drzew, matowa, mlecznoszara, miejscami nakrapiana pęcherzykami powietrza i cienkimi plamami śniegu.

Przy brzegach zamarznięte kępy trzcin wyglądały jak zatrzymane w pół ruchu, jakby wiatr przestał wiać dokładnie w tej samej sekundzie, w której przyszły mrozy. Nie było fal, nie było plusku wody, tylko absolutny bezruch.

Stanęliśmy na platformie widokowej i po prostu patrzyliśmy. Ten widok nie jest spektakularny w oczywisty sposób. Nie ma gór, wodospadów ani dramatycznych skał. Jest cisza, kilka odcieni bieli i szarości, brązowe trawy i ciemna linia lasu na horyzoncie. A jednak właśnie ta prostota działa najmocniej. Myśli zwalniają, oddech się pogłębia, ciało przestaje się spieszyć.

Nasza perspektywa
Co cieszy
- cisza torfowisk i mało ludzi na Czaharach
- długie drewniane kładki prowadzące przez bagna i trzcinowiska – idealne do spokojnego, rytmicznego marszu
- skrzypiący pod butami śnieg i ten charakterystyczny, zimowy „chrup” przy każdym kroku
- surowa, minimalistyczna paleta kolorów: biel, szarość, beże, brązowe trawy
- szeroka przestrzeń i dalekie widoki z platform – można po prostu stanąć i patrzeć przed siebie
- zamarznięte Jezioro Moszne – gładka tafla lodu, pęcherzyki powietrza pod spodem, absolutny bezruch
- momenty, gdy hałas parkingu zostaje za plecami, a w lesie robi się nagle cicho i spokojnie
- płaska, niewymagająca trasa – spacer bardziej dla głowy niż dla kondycji
- poczucie wyciszenia po świątecznym zgiełku – dokładnie taki reset, jakiego potrzebowaliśmy
Co męczy
- zimny wiatr na otwartej przestrzeni torfowisk – nie ma gdzie się schować
- szybko marznące dłonie przy robieniu zdjęć
- śliskie, oszronione kładki – trzeba iść wolniej i uważniej
- więcej ludzi przy „Dębie Dominik” i przy wiacie (ognisko, rozmowy, trochę hałasu)
- zimą kolory są piękne, ale monotonne – jeśli ktoś szuka „wow-efektu”, może poczuć niedosyt
- krótszy dzień i szybciej uciekające światło
Spacer czy wyzwanie?
Zdecydowanie spacer. Trasy są płaskie, prowadzą po kładkach i leśnych ścieżkach, bez podejść i bez większego wysiłku. To bardziej wędrówka „dla głowy” niż dla nóg, ale zimą dochodzi element uważności, ślisko, chłodno, wietrznie. Trzeba się cieplej ubrać i iść trochę wolniej. Dla nas to idealny typ ruchu: bez presji kilometrów, bez zdobywania czegokolwiek. Po prostu bycie w naturze.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Na pewno nie raz wrócimy, bo na Polesie nie wraca się „dla atrakcji”, a dla ciszy, której zwykle tak bardzo potrzebujemy. Dla kładek prowadzących przez torfowiska, dla wiatru w trzcinach, dla tej przestrzeni, w której myśli same zwalniają. To jedno z tych miejsc, które działają na nas jak reset, bez planu, bez presji, bez potrzeby zobaczenia czegokolwiek konkretnego.
Parking
Czahary:
- Parking przy wieży widokowej – bezpłatny, położony na początku ścieżki dydaktycznej. Duży – na kilkanaście samochodów. Nigdy nie widzieliśmy go w pełni zajętego.
- Parking dla niepełnosprawnych i rodzin z dziećmi – bezpłatny. Znajduje się zaraz przy wejściu na kładkę przez mokradło. Nieduży, na 4-5 samochodów. W popularnych godzinach szybko się zapełnia.
Dąb Dominik:
• Parking na początku ścieżki dydaktycznej – bezpłatny. Na kilkanaście samochodów.
Mapa
Czahary:

Trasa: Parking – Szlak czerwony – Po około 1,5 km przy kolejnym parkingu skręcamy w prawo – Drewniana kładka – Przy drugim punkcie widokowym można skrócić trasę skręcając w lewo (mała pętla) – Przejście do końca kładki – Można wrócić tą samą drogą, lub szybciej przez las kierując się czerwonym szlakiem – Parking
Dąd Dominik:

Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy się szlakiem zielonym – Szlak czerwony wiedzie prosto a my pozostajemy na szlaku zielonym skręcając w lewo – Mijamy Dąb Dominik – Na rozwidleniu kierujemy się w prawo (w lewo wiedzie droga powrotna) – Przechodzimy na kładkę – Na rozwidleniu w prawo do punku widokowego – Z punktu widokowego wracamy tą samą drogą do rozwidlenia i skręcamy w prawo – Na kolejnym rozwidleniu na około 100m skręcamy w prawo jeżeli chcemy udać się do drugiego punktu widokowego lub w lewo żeby powrócić na parking – Punkt widokowy – Powrót tą samą drogą do rozwidlenia gdzie skręcamy w prawo – Na kolejnym rozwidleniu również w prawo – Parking
Cywilizacja
Czahary:
- Parking na kilkanaście samochodów zaraz przy wieży widokowej
- Wieża widokowa drewniana, zadaszona.
- Miejsce wypoczynkowe – zadaszona wiata turystyczna, a w niej stoły i ławeczki oraz miejsce na grila, ławeczki a pośrodku nich miejsce na ognisko.
- Toaleta – przystosowana również do potrzeb osób niepełnosprawnych
- Miejsce postojowe przed wejściem na ścieżkę – wiata, stóły i ławeczki, dostępne dla rodzin z dziećmi i dla osób niepełnosprawnych.
- Kładka drewniana przez bagno – solidna, szeroka na około 1,5m, przystosowana dla potrzeb osób niepełnosprawnych oraz wózków i rowerów.
- Wiata piknikowa ze stołami na początku ścieżki.
- Trzy wieże widokowe – w tym dwie z podjazdami, pierwsza na początku trasy ma jedynie schody, dwie kolejne są lepiej dostosowane.
- Ławeczki tablice informacyjne i ławeczki wzdłuż trasy.
Dąb Dominik:
- Parking – dostępna jest wiata turystyczna a w niej stoły piknikowe i ławki. Pośrodku wiaty znajduje się miejsce na ognisko. Za wiatą, na końcu placu znajduje się toaleta, która jest przystosowana do użytku przez osoby niepełnosprawne. Parking posiada oświetlenie w postaci dwóch latarń ledowych.
- Dąb Dominik – ławeczki.
- Kładki drewniane – przystosowane do osób niepełnosprawnych i wózków.
- Przy wyjściu z pierwszego punktu widokowego dostępna jest zadaszona wiata turystyczna a w niej stoły i ławki.
















Dodaj komentarz