historia wydobyta spod ziemi
Wspomnienia z trasy
Na Miedziance byliśmy w zeszłym roku i ta niepozorna na mapie górka zachwyciła nas swoim klimatem. Mieliśmy ochotę na powtórkę z rozrywki. Niestety dzień był pełen pyłu znad Sahary, jakość powietrza była fatalna, czuło się piasek między zębami.
Po ponad dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce z nadzieją na spokojny spacer. Niestety szybko okazało się, że tego dnia nie byliśmy jedyni z takim pomysłem. Tłumy ludzi skutecznie wybiły nas z nastroju. Zrobiliśmy tylko kilka zdjęć i zamiast dłuższego spaceru zaczęliśmy zastanawiać się, co zrobić dalej.
I wtedy przypomnieliśmy sobie o Muzeum w Miedziance. To była spontaniczna decyzja, trochę w ramach ratowania dnia. Jak się później okazało, jedna z najlepszych.
Wprowadzenie
Już na wejściu przywitała nas bardzo miła obsługa. Co ciekawe, zanim jeszcze zaczęliśmy zwiedzanie, od razu pokazano nam, gdzie znajduje się łazienka. Po kilku godzinach w drodze naprawdę doceniamy takie drobiazgi, od razu poczuliśmy się tam bardzo swobodnie. Chwilę później usłyszeliśmy krótkie wprowadzenie do historii tego miejsca. A historia Miedzianki jest naprawdę imponująca.

Przez ponad 700 lat prowadzono tu wydobycie rud metali. To jedno z najstarszych miejsc górnictwa w Polsce. Przez stulecia kopano tu przede wszystkim rudę miedzi, ale także inne minerały i kruszce. Górnictwo było tu tak intensywne, że z czasem całe zbocza góry zaczęły wyglądać zupełnie inaczej niż naturalny krajobraz. Dawna metoda eksploatacji sprawiała, że teren zaczynał przypominać pole księżycowe. Na zboczach pojawiały się liczne zapadliska i otwory po dawnych szybach oraz korytarzach. Patrząc na te zdjęcia trudno uwierzyć, jak bardzo działalność człowieka potrafi zmienić krajobraz.
Po wprowadzeniu obsługa włączyła nagranie prowadzące przez pierwszą część ekspozycji. Już w pierwszej sali zobaczyliśmy archiwalne fotografie Miedzianki. Stare panoramy pokazują, jak wyglądała okolica w czasach intensywnego wydobycia. Jedna rzecz szczególnie przyciąga uwagę. A to dopiero początek historii, którą opowiada to niewielkie, ale bardzo ciekawe muzeum.
Pierwsza sala – minerały, historia i ludzie Miedzianki
Kiedy weszliśmy do pierwszej sali, nie byliśmy tam sami. W muzeum akurat pojawiła się grupa uczestników jakiegoś rajdu. Kręcili się po salach, rozwiązywali quiz, zaglądali do kolejnych ekspozycji i co chwilę dyskutowali nad odpowiedziami. Ale nas bardzo szybko wciągnęło coś innego. Gabloty.

Zatrzymaliśmy się przy nich na długo, bo to właśnie tam zaczyna się prawdziwa opowieść o Miedziance. W środku leżały fragmenty skał i minerałów związanych z wydobyciem w tym miejscu – i nagle wszystko, o czym chwilę wcześniej słyszeliśmy w historii kopalni, zaczęło nabierać realnego kształtu.

Najbardziej przyciągały wzrok zielone i niebieskie minerały miedzi, przede wszystkim malachit i azuryt. Ich kolory są tak intensywne, że trudno przejść obok nich obojętnie. To właśnie takie rudy przez setki lat przyciągały w to miejsce górników.

Obok można zobaczyć również inne skały związane z wydobyciem, między innymi chalkopiryt czy łupek miedzionośny. W gablotach znajdują się zarówno większe bryły skał, jak i niewielkie próbki pokazujące różne formy minerałów.

Dla nas to była jedna z tych ekspozycji, przy których zwalnia się tempo zwiedzania. Zamiast przejść dalej, co chwilę zatrzymywaliśmy się przy kolejnej tabliczce i czytaliśmy opisy. Ale ta sala opowiada nie tylko o skałach.

W gablotach pojawiają się też ślady życia górników, stare lampy górnicze, elementy wyposażenia, odznaczenia i dokumenty. Patrząc na nie łatwo wyobrazić sobie codzienność ludzi, którzy przez setki lat pracowali pod ziemią.

To była ciężka i niebezpieczna praca. Wąskie korytarze, słabe oświetlenie, wilgoć, pył i ciągłe ryzyko zawalenia się skał. Lampy górnicze, które dziś oglądamy spokojnie za szybą gabloty, kiedyś były dla górników czymś absolutnie podstawowym, często jedynym źródłem światła w ciemnych chodnikach kopalni.

Wśród eksponatów można zobaczyć też odznaczenia i pamiątki górnicze, które przypominają, jak ważną rolę pełniło górnictwo w życiu całej okolicy. To była nie tylko praca, ale też tożsamość wielu pokoleń mieszkańców.

Dzięki temu pierwsza sala muzeum pokazuje coś więcej niż tylko minerały. Pokazuje historię miejsca i ludzi, którzy przez ponad siedem stuleci byli z Miedzianką związani.
Druga sala – jeszcze dalej w przeszłość
W drugiej sali zrobiło się wyraźnie spokojniej. Grupa z rajdu została gdzieś z tyłu, a my mogliśmy wreszcie zwiedzać w ciszy i swoim tempie. Ta część muzeum przenosi zwiedzających jeszcze dalej w przeszłość, do czasów, kiedy o górnikach w Miedziance nie było jeszcze nawet mowy. Zamiast historii kopalni pojawia się tu historia samej ziemi i życia, które istniało na tych terenach miliony lat temu.

W gablotach można zobaczyć liczne skamieniałości. Są między innymi trylobity, koralowce czy muszle dawnych organizmów morskich. Patrząc na nie łatwo uświadomić sobie, że obszar dzisiejszych Gór Świętokrzyskich był kiedyś dnem ciepłego morza.

Duże wrażenie robią również ammonity, spiralne skamieniałości, które wielu osobom kojarzą się z czasami dinozaurów. Obok znajdują się tablice wyjaśniające, jak wyglądały te organizmy i w jakich warunkach żyły. Dzięki temu można zrozumieć, jak zmieniał się krajobraz tej części Polski przez setki milionów lat.

W innych gablotach pojawiają się kolejne minerały i skały z różnych części świata. Są między innymi piryt, granaty, sól kamienna, cytryn czy septarie, a każda z próbek ma swoją krótką historię i miejsce pochodzenia.

To trochę inny klimat niż w pierwszej sali. Tam dominowała historia górników i wydobycia. Tutaj patrzy się raczej na geologiczną skalę czasu, w której człowiek pojawia się dopiero na samym końcu.

Dla nas była to jedna z tych części muzeum, gdzie znowu zwalnia się tempo. Najpierw oglądamy formy skamieniałości, potem czytamy tablice o erach geologicznych, a chwilę później uświadamiamy sobie, jak niewielkim fragmentem tej historii jest działalność człowieka. I dopiero mając ten szerszy kontekst, jeszcze lepiej widać, jak wyjątkowym miejscem była przez wieki Miedzianka.
Trzecia sala – chwila ciszy i historia braci Łaszczyńskich
Trzecia sala ma zupełnie inny charakter niż poprzednie. Jest ciemniejsza, bardziej kameralna i od razu wprowadza spokojniejszy nastrój. Kiedy tam weszliśmy, byliśmy już zupełnie sami. Grupa z rajdu gdzieś zniknęła w innych częściach muzeum, a my mogliśmy po prostu usiąść i spokojnie posłuchać nagrania opowiadającego o braciach Łaszczyńskich.

To jedna z tych sal, w których zwiedzanie na chwilę zwalnia. W centrum stoi biurko, obok wygodny fotel i stara lampa. Całość wygląda trochę jak fragment dawnego gabinetu, miejsca pracy naukowca czy inżyniera sprzed ponad stu lat. I właśnie o takich ludziach jest ta część wystawy.

Na początku XX wieku do Miedzianki przybyli bracia Stanisław i Bolesław Łaszczyńscy, wykształceni chemicy, którzy mieli ambitny plan rozwinięcia nowoczesnego wydobycia i przetwarzania miedzi w tym miejscu. Nie byli już typowymi górnikami z kilofem w ręku, lecz przedstawicielami nowej epoki, ludzi łączących naukę z przemysłem.

Na ścianach można zobaczyć informacje o ich pracy, dokumenty, fotografie i opisy kolejnych projektów. Jednym z najciekawszych tematów jest elektroliza miedzi, metoda pozwalająca uzyskać bardzo czysty metal dzięki procesom chemicznym i elektrycznym.

Dla nas szczególnie ciekawe było to, że bracia Łaszczyńscy w latach 1904–1908 uruchomili w pobliskiej Papierni zakład przeróbczy, w którym rozpoczęto w Polsce pionierskie próby zastosowania hydroelektrometalurgii. Jak na początek XX wieku było to naprawdę nowoczesne podejście do przetwarzania rud metali.
W muzeum można zobaczyć także plansze pokazujące dawne mapy kopalni, dokumenty patentowe oraz fotografie z tamtego okresu. Dzięki temu historia Miedzianki przestaje być tylko opowieścią o górnikach i szybach kopalnianych, a zaczyna dotyczyć również rozwoju nauki i technologii. Ale najbardziej zapamiętaliśmy chyba atmosferę tej sali.
Po całym przedpołudniu w drodze, po tłumach na Miedziance i po kolejnych salach muzeum, mogliśmy wreszcie po prostu usiąść, posłuchać opowieści i chwilę odpocząć. To była bardzo przyjemna, spokojna część zwiedzania, taka, która pozwala trochę uporządkować wszystkie informacje z wcześniejszych ekspozycji. I dopiero wtedy widać, jak wiele różnych historii kryje w sobie to niewielkie miejsce.
Ostatnia sala – marmury chęcińskie
Ostatnia część muzeum była dla nas trochę niespodzianką. Trafiliśmy tam już na sam koniec zwiedzania i wyglądało na to, że jest to wystawa czasowa poświęcona marmurom chęcińskim. Jeśli ktoś lubi skały i minerały, to jest to naprawdę przyjemna część ekspozycji.

Na początku można przeczytać krótkie wprowadzenie wyjaśniające, czym właściwie są tak zwane marmury chęcińskie. Co ciekawe, z punktu widzenia geologii nie są to klasyczne marmury, lecz głównie wapienie dewońskie, które po wypolerowaniu przyjmują bardzo dekoracyjny wygląd. Właśnie dlatego od wieków wykorzystywano je w architekturze i rzemiośle kamieniarskim.

W gablotach można zobaczyć różne odmiany tych skał. Szczególnie ciekawa była Różanka Zelejowska – skała z charakterystycznymi brekcjami i żyłami kalcytowymi, które tworzą bardzo dekoracyjne wzory. Obok znajduje się także Zlepieniec Zygmuntowski, kolejny kamień wykorzystywany w architekturze.

Dzięki wypolerowanym przekrojom widać niezwykłe struktury tych skał. Czasami przypominają abstrakcyjne obrazy, pełne kolorów, okręgów i nieregularnych linii powstałych w wyniku milionów lat procesów geologicznych.
Na tablicach pokazano również przykłady wykorzystania marmurów chęcińskich w architekturze. Wiele z nich można zobaczyć w polskich kościołach i zabytkach. między innymi w kaplicach, ołtarzach czy portalach. Kamień z okolic Chęcin trafiał do ważnych realizacji architektonicznych już od XVI wieku.
W jednej z gablot znajdują się także wyroby wykonane z tych skał, niewielkie elementy kamieniarskie, fragmenty dekoracji czy próbki materiałów używanych w architekturze. To ciekawy moment zwiedzania, bo nagle widać, jak surowa skała z kamieniołomu zmienia się w materiał budowlany i dekoracyjny.
Ta sala była już spokojniejsza, bardziej geologiczna i wizualna. Po historii kopalni, górników i braci Łaszczyńskich można tu po prostu jeszcze chwilę pooglądać skały i ich struktury. Dla nas to było bardzo przyjemne zakończenie wizyty w muzeum.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- Atmosfera miejsca – muzeum jest niewielkie, ale przygotowane bardzo starannie. Czuć, że ktoś naprawdę włożył w nie dużo pracy i serca.
- Bardzo miłe przyjęcie na wejściu – od razu pokazano nam, gdzie jest łazienka. Po kilku godzinach w samochodzie to naprawdę drobiazg, który robi ogromną różnicę.
- Sposób opowiedzenia historii Miedzianki – przez archiwalne zdjęcia, nagrania, modele kopalni i rekonstrukcję pracy górników. Dzięki temu łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądało wydobycie i jak bardzo zmieniało krajobraz góry.
- Część geologiczna – marmury chęcińskie, różne odmiany skał i ich przekroje. Bardzo lubimy takie rzeczy i mogliśmy tam chwilę po prostu stać, oglądając wzory w kamieniu.
- Spokojne zwiedzanie – pod koniec byliśmy w muzeum praktycznie sami, więc mogliśmy wszystko obejrzeć bez pośpiechu i w swoim tempie.
Co męczy
- Duża ilość informacji na tablicach – dla osób, które lubią czytać i wnikać w historię to ogromny plus, ale ktoś nastawiony na szybkie zwiedzanie może poczuć lekkie przytłoczenie ilością treści.
- Popularność miejsca – Miedzianka jest obecnie bardzo popularna i w pewnych momentach pojawia się sporo ludzi. Widać, że to punkt, który wiele osób chce zobaczyć.
Spacer czy wyzwanie?
Zwiedzanie muzeum w Miedziance to zdecydowanie spacer, nie wyzwanie. Przestrzeń jest niewielka i spokojna, sale przechodzi się w naturalnym tempie. Można zatrzymać się przy gablotach, przeczytać tablice albo po prostu posłuchać nagrań i pooglądać zdjęcia. Nic nie wymusza pośpiechu.
Dla nas to był też moment oddechu po wcześniejszym dniu pełnym niespodzianek. Po tłumach na Górze Miedziance, zmianach planów i jeździe samochodem muzeum okazało się bardzo dobrą decyzją. Nie jest to miejsce, które wymaga wielkiej kondycji czy przygotowania. Raczej spokojna, kameralna przestrzeń, w której można dowiedzieć się dużo o historii regionu.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak. I to nie tylko do muzeum, ale też w ogóle do Miedzianki.
To miejsce ma w sobie coś bardzo ciekawego, trochę historii górnictwa, trochę geologii, trochę opowieści o ludziach, którzy przez setki lat pracowali w skałach tej góry. Muzeum okazało się świetnym uzupełnieniem spaceru po okolicy. Dzięki niemu to miejsce przestaje być tylko ładnym punktem na mapie, a zaczyna mieć swoją historię. A że w okolicy są jeszcze kamieniołomy, rezerwaty i skałki, których tym razem nie zdążyliśmy zobaczyć…
To bardzo możliwe, że następnym razem wrócimy tu na dłużej.
Parking
- Parking przy muzeum – darmowy, bez utwardzonej nawierzchni.
Mapa

Trasa: Zwiedzanie muzeum zaczynamy od krótkiego wprowadzenia przez pracownika muzeum. Następnie lektor przeprowadza nas przez cztery sale.
Cywilizacja
- W muzeum znajduje się kasa (można płacić kartą) i sklepik z pamiątkami. Dla zwiedzających dostępna jest również toaleta.


















Dodaj komentarz