Rezerwat Góry Pieprzowe w Sandomierzu


To nie są wysokie góry… a jednak czuć klimat górskiego wyzwania



  1. Wspomnienia z trasy
  2. Nasza perspektywa
  3. Parking
  4. Mapa
  5. Cywilizacja
  6. Linki
  7. Podobne miejsca

Wspomnienia z trasy

Sobota, 2 maja, rano. Dojeżdżamy na parking przy willi i po krótkim przejściu otwartym terenem docieramy do wejścia do rezerwatu. Jest kasa biletowa, kupujemy bilety i chwilę rozmawiamy z panem obsługującym, opowiada nam, w którą stronę iść: w prawo do miasta, w lewo do winnic i punktu widokowego na most kolejowy, z możliwością zamknięcia pętli. Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że trzeba tutaj kupować bilety.

Góry Pieprzowe to jedno z najstarszych pasm w Polsce, zbudowane z łupków kambryjskich mających ponad 500 milionów lat. Skały są kruche i łatwo się osypują, dlatego zbocza wyglądają jakby były w ciągłym ruchu. Mimo niewielkiej wysokości mają swój charakter, bardziej krzaczaste wzgórza niż „góry” w klasycznym sensie. Do tego dochodzi ciepły, suchy mikroklimat, który sprawia, że roślinność przypomina bardziej południe Europy. To właśnie tutaj znajduje się największe naturalne skupisko dzikich róż w Europie, stąd te góry często nazywane są różanymi.

Punkt widokowy

Na górze są ławeczki, miejsce na ognisko i tablice informacyjne. Słońce zaczyna mocno grzać, robi się około 20 stopni, a ludzi jest jeszcze niewiele. Patrzymy na Wisłę w dole, na świeżą zieleń drzew i na pofalowane zbocza po obu stronach.

Czytamy tabliczki i układa nam się pełniejszy obraz tego miejsca. Dowiadujemy się, że obszar objęty jest ochroną jako rezerwat i Natura 2000, a jego wyjątkowość wynika z połączenia różnych środowisk, suchych, nasłonecznionych zboczy, zarośli i doliny Wisły. Ta różnorodność sprawia, że występuje tu wiele rzadkich gatunków roślin i zwierząt.

Miejsce jest dość popularne turystycznie i momentami ma bardziej „rozrywkowy” klimat, niż się spodziewaliśmy. Kojarzy nam się trochę z Szumami, jeszcze tylko budki z lodami i byłby pełen pakiet.


Szlak w stronę winnic

Ruszamy w lewo i od razu robi się trudno. Zejście jest strome, pod nogami sypki piasek, który się osuwa. Jest lina do asekuracji, ale słupki są drewniane i lekko się ruszają, więc nie daje to pełnego poczucia bezpieczeństwa. Idziemy powoli, skupieni, czując wyraźnie, że jesteśmy na krawędzi.

Szlak opada i wznosi się kilka razy. Czasem idziemy całkiem odkrytym fragmentem, z szerokim widokiem na Wisłę, a czasem chowamy się wśród młodych drzew, gdzie pojawia się trochę cienia. Po drodze widzimy jaszczurki wygrzewające się na słońcu, kilka razy dostrzegamy też węże. Niestety nie uwieczniamy ich na zdjęciach, szybko uciekają.

Ścieżka jest wymagająca technicznie, wąska, stroma, momentami śliska. Mijamy innych turystów i każde takie spotkanie wymaga chwili zatrzymania i ostrożnego manewrowania. Sporo turystów jest zaskoczonych szlakiem, część trafnie zauważa, że pan na wejściu nie informuje, że trasa jest wymagająca, momentami bardzo otwarta, stroma, nie odpowiednia dla osób z lękiem wysokości.

Docieramy do pierwszej winnicy. Prowadzą do niej schody wydrążone w ziemi i lina, ale nie decydujemy się na zwiedzanie i wracamy na szlak. Niektórzy turyści też rezygnują ze zwiedzania winnicy.

Wracamy, a potem kierujemy do punktu widokowego na most kolejowy. Ten kawałek zajmuje nam podobą ilość czasu co dojście do pierwszej winnicy.

Jest tu krzyż, ławki i trochę miejsca na odpoczynek. W oddali widać zabudowania. Nadal jesteśmy wysoko, ale brakuje zabezpieczeń, trzeba uważać. Kilkaset metrów dalej jest winnica, którą też można zwiedzać.

Po krótkim odpoczynku wracamy tą samą drogą. Wracając, jeszcze mocniej czujemy trudność trasy, lina miejscami jest wyrobiona, słupki się ruszają, a podejścia i zejścia wymagają skupienia. Światło zmienia się, widoki są inne, ale poczucie wysokości zostaje.

Po powrocie na punkt widokowy jest już znacznie więcej ludzi. Czuć zapach nagrzanej ziemi i roślin, widać dużo jaszczurek, pojawiają się fioletowe i żółte kwiaty. Krzewy róż są gęste, pełne kolców, choć jeszcze bez kwiatów. Bardzo specyficzny klimat tego miejsca, zupełnie nie kojarzący się z Górami Świętokrzyskimi.


Szlak w stronę miasta

Z punktu widokowego ruszamy w prawo i znowu zaczyna się strome zejście z liną. Piasek pod nogami, ślisko, trzeba uważać. Po chwili wychodzimy na bardziej otwarty fragment, bez zabezpieczeń. To tutaj najlepiej widać charakter Gór Pieprzowych.

Ciemne, kruszące się skały tworzą coś w rodzaju naturalnego tarasu. Są niskie drzewa, jedno szczególnie rozłożyste ze znakiem szlaku. W oddali Wisła, wokół „pieprzowe” zbocza. Turyści przystają na zdjęcia i my robimy to samo.

Schodzimy niżej i docieramy do rzeki. Tutaj wszystko się zmienia, pojawia się cień, większe drzewa, chłodniejsze powietrze. W wodzie odbijają się drzewa z drugiego brzegu, widać powalone pnie, a po prawej stronie małe pomarańczowe rozlewisko.

Jest tabliczka „Przysmaki Gór Pieprzowych”, czytamy o roślinach charakterystycznych dla tego miejsca: tarninie, dzikiej róży, głogu, jeżynach. To właśnie dzięki mikroklimatowi rośnie tu wiele gatunków typowych raczej dla południa Europy. Niestety stoi tak stromo, że trudno się na niej skupić bez poprawiania co chwilę pozycji.

Mijamy też tabliczki o skałach i mieszkańcach Gór Pieprzowych. Dowiadujemy się, że to obszar bardzo cenny geologicznie, z unikalnym krajobrazem doliny Wisły, a jednocześnie miejsce życia wielu gatunków, od ptaków (np. bociany, łabędzie), przez gady (jaszczurki, węże), po ssaki jak bóbr. Różnorodność wynika z tego, że spotykają się tu różne środowiska: rzeka, zbocza i zarośla.

Pojawia się moment decyzji, czy iść stromo w górę, czy wzdłuż rzeki. Wybieramy drogę przy wodzie. Strome podejście nie wygląda zachęcająco.

Ścieżka jest piaszczysta, kręta, ale dużo łatwiejsza. Idziemy spokojnie, mijając powalone pnie i nierówności. Widzimy żaby wygrzewające się nad wodą, a w pewnym momencie dostrzegamy węża płynącego w rzece. Gałęzie drzew zwieszają się nad wodą, tworząc bardzo malownicze odbicia. Słońce mocno grzeje, ale tutaj jest przyjemniej. Docieramy prawie do drugiego parkingu i wracamy tą samą drogą.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • wyjątkowy, nietypowy krajobraz
  • widoki na Wisłę i zbocza
  • dzika przyroda (jaszczurki, węże, żaby)
  • roślinność i mikroklimat
  • kontrast między suchymi zboczami a doliną rzeki

Co męczy

  • strome, śliskie zejścia
  • lina i niestabilne słupki
  • brak zabezpieczeń w części miejsc
  • tłum turystów
  • duże nasłonecznienie

Spacer czy wyzwanie?

To krótka trasa, około 5 km, ale zdecydowanie wymagająca. Przejście zajmuje nam około 2,5 godziny, głównie przez strome odcinki, konieczność asekuracji i wymijanie się z innymi turystami. To bardziej ostrożne górskie wyzwanie niż luźny spacer. Do tego dochodzi kwestia lęku wysokości.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak, ale raczej wcześnie rano albo poza sezonem. To miejsce ma wyjątkowy charakter i naprawdę potrafi zaskoczyć, ale przy większej liczbie ludzi traci trochę swojej dzikości.


Parking

  • Parking przy willi – Duży parking. Płatny (można płacić kartą). W słoneczne dni i weekendy potrafi się szybko zapełnić.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Z parkingu skręcamy w lewo aż dojdziemy do kasy – Za kasą jest punk widokowy i dalsza część szlaku – Skręcamy w lewo i schodzimy ostro w dół – Trzymamy się oznaczeń czerwonego szlaku – Trasa będzie wznosiła się kilka razy, a przejście będzie biegło wąską ścieżką prze środek zbocza. Cała trasa posiada linę pociągniętą od strony przepaści, którą można się asekurować. Nie jest to odcinek dla osób z lękiem wysokości – Mijamy pierwszą winnicę, do której można wspiąć się po schodkach na górę, a następnie wrócić z powrotem do skrzyżowania (w winnicy nie ma punktu widokowego, za to jest sklepik) – Idziemy dalej szlakiem czerwonym – Dochodzimy do punktu widokowego na most kolejowy – Można pójść dalej szlakiem i drogą asfaltową wrócić na parking, lub tak jak my, wrócić tą samą drogą – Po powrocie do punktu widokowego z którego zaczęliśmy podróż czerwonym szlakiem  – Możemy wrócić na parking lub kontynuować podróż, tym razem wybierając szlak w prawo (patrząc w stronę rzeki) – Schodzimy na dół – Część trasy nie posiada lin i wyraźnego szlaku, my kierowaliśmy się w dół lewą stroną – Po dotarciu na dół zbocza kontynuujemy trasę trzymając się blisko rzeki (szlak czerwony biegnie nieco wyżej, ale za to trasa wzdłuż rzeki jest bardzo malownicza) – Po dotarcia do wałów przeciwpowodziowych wracamy tą samą drogą na parking.


Cywilizacja

  • Parking – obsługa parking pobiera opłatę postojową. Jest to jednorazowa płatność, za którą można płacić również kartą. Za parkingiem znajduje się cześć gastronomiczna.
  • Pierwszy punk widokowy – w drodze na punk widokowy, tuż za częścią gastronomiczną po prawej stronie i nieco na uboczu znajduje się toaleta mobilna, a obok niej zbiornik z wodą, a także ręczniki papierowe i mydło.
  • Trasa do winnicy – widzieliśmy jedną ławeczkę. Można też zajść do jednej z dwóch winnic.
  • Trasa w kierunku Sandomierza – dostępne są tabliczki dydaktyczne.

Linki


Podobne miejsca

Jedna odpowiedź na “Rezerwat Góry Pieprzowe w Sandomierzu”

Dodaj komentarz