Rezerwat Prządki w Korczynie


Miejsce, które zachwyca formą, ale nie zawsze atmosferą



  1. Wspomnienia z trasy
  2. Nasza perspektywa
  3. Parking
  4. Mapa
  5. Cywilizacja
  6. Linki
  7. Podobne miejsca

Wspomnienia z trasy

Wracamy ze spaceru w rezerwacie źródliska Jasiołki. Jest zaskakująco ciepło, około 18 stopni, zwłaszcza jak na ten chłodny kwiecień. Słońce, lekki wiatr i to uczucie, że szkoda wracać już do domu. Pojawia się więc pomysł: skoro jesteśmy w okolicy… to może jeszcze zobaczymy formacje skalne.

Rezerwat Prządki znamy z opowieści i zdjęć. I trochę też z tej kategorii miejsc, które „trzeba zobaczyć”. A jak już wieciez takimi miejscami mamy relację… ostrożną. Ale skały to skały. A my skały uwielbiamy.

Początek

Na parkingu szybko okazuje się, że nie tylko my mieliśmy ten pomysł. Samochody stoją wszędzie, na wyznaczonych miejscach i wzdłuż wąskiej drogi.

Naprzeciwko jest wejście do lasu, od razu widać, że trasa wiedzie pod górę. Drewniana tablica z nazwą i opisem rezerwatu stoi obok zwyczajnej tabliczki informacyjnej. Od razu zaczynają się schody prowadzące w górę i dociera do nas gwar turystów.

Robimy zdjęcie tabliczki i idziemy dalej. Dopiero po powrocie czytamy, że rezerwat chroni skałki piaskowcowe, które powstały miliony lat temu z osadów gromadzących się na dnie dawnego oceanu Tetydy, a ich obecna forma to efekt długotrwałych procesów erozji. Nazwa „Prządki” wiąże się z legendą o dziewczynach, które w Wielką Niedzielę przędły zamiast odpoczywać. Za karę zostały zamienione w kamień.

Pierwsze formacje skalne

Nie trzeba długo czekać aż między drzewami pojawią się pierwsze formacja skalne. Duża skała, robiąca niesamowite wrażenie… i niestety pomazana sprayem. To jeden z tych momentów, kiedy zachwyt miesza się z rozczarowaniem. Skała nadal imponuje fakturą i kształtem, ale ślady dewastacji trudno zignorować.

Wokół sporo ludzi. Gwar, śmiechy, dzieci biegające między skałami. Ktoś wspina się wyżej. Próbujemy obejrzeć formację z różnych stron, ale chwilami bardziej przypomina to slalom między spacerowiczami niż spokojne zwiedzanie.

Największe skupisko ludzi jest pomiędzy dwoma dużymi skałami. Pomiędzy nimi są mniejsze formacje i przejścia. Próbujemy przeczekać falę turystów, ale nie mamy tyle cierpliwości. Poddajemy się i idziemy dalej.

Schodzimy niżej po płytach, które miejscami się rozjechały, co nie ułatwia zejścia. Z dołu skała wygląda jeszcze bardziej imponująco, ogromna, szara bryła na tle błękitnego nieba.

Kolejne formacje skalne

Ścieżka prowadzi dalej w dół, obok ogrodzenia, po lewej widać czyjeś zabudowania. Nagle wszystko robi się bardzo wiosenne, intensywna zieleń młodych liści, białe kwiaty na drzewach, słońce i ciepło, a za chwilę dochodzimy do kolejnej skały.

Skała jest ciemniejsza, masywna, przyciąga wzrok. Ludzi nie ubywa, co chwilę ktoś mija nas w jedną albo drugą stronę. Ruch jak na skrzyżowaniu. Nie możemy się nacieszyć tym cudem natury.

Kolejne schody prowadzą nas pod górę. Na górze las robi się wyższy, bardziej zwarty. Mijamy formację z charakterystycznie przechylonym drzewem. Tu na chwilę robi się spokojniej, zatrzymujemy się, żeby zdjąć bluzy i schować je do plecaka.

Idziemy dalej, lekko pod górę. Korzenie wystają spod ziemi, ścieżka jest przyjemna. Pojawiają się kolejne skały, aż w końcu przed nami wyrasta jedna z większych, ciemnoszara, masywna, z błękitnym niebem nad sobą. Robi wrażenie swoją skalą. O dziwo nikt przy niej nie stoi, a nawet jej nie pomazał. Byliśmy autentycznie zaskoczeni, i to pozytywnie!

Na przeciwko są tabliczki informacyjne o geologii, historii i legendzie. Próbujemy coś przeczytać, ale ruch na ścieżce się wzmaga, trudno się zatrzymać tutaj na dłużej.

Altana

Schodzimy niżej za skałą i nagle las się przerzedza. Pojawia się polana, a na niej altana z ławkami. Spora grupa ludzi siedzi, je, pije, rozmawia. Atmosfera bardziej piknikowa niż rezerwatowa.

Co trochę zaskakuje, to jednak miejsce chronione. Jeszcze bardziej dziwi widok wspinaczy na skałach, na które nie powinno się wspinać. A przecież na brzegu rezerwatu jest umieszczony wyraźny zakaz, z wyjaśnieniem jak delikatne są te formacje skalne. Hałas i klimat tego miejsca trochę nas odpychają, więc nie zostajemy długo.

I kolejne formacje skalne

Idziemy dalej w las. Ścieżka jest przyjemna, zacieniona, lekko pod górę. I co ważne, jest tu zdecydowanie mniej ludzi.

Formacje skalne mają swoje tabliczki z nazwami i zdjęciami, mijamy m.in. Zbója Madeja i Herszta. Zatrzymujemy się na chwilę, żeby przyjrzeć się detalom. Mech, paprocie, chropowata powierzchnia skał, różne wgłębienia i struktury. Trochę przypominają nam formacje ze Skał pod Adamowem i skamieniałe miasto w Cieżkowicach.

Im dalej, tym spokojniej. Dochodzimy do oznaczenia granicy rezerwatu. Tu las jest już prawie pusty i aż zachęca, żeby iść dalej, wolniej, bez pośpiechu. Większość turystów została gdzieś wcześniej, w okolicy altany.

Wracamy tą samą drogą. Staramy się skupić na tym, co lubimy najbardziej, zieleni, świetle między drzewami i śpiewie ptaków.

Trochę, żeby zdystansować się od wcześniejszego hałasu. I trochę, żeby zatrzymać to dobre wrażenie, mimo że momentami trudno nie myśleć o zniszczonych skałach. Hałas ruchu ulicznego też nie pomaga osiągnąć stanu zrelaksowania.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • imponujące formacje skalne i ich różnorodność
  • wiosenna zieleń i światło między drzewami
  • spokojniejsze fragmenty dalszej części trasy
  • możliwość zobaczenia skał z różnych perspektyw

Co męczy

  • hałas, nakładające się dźwięki ruchu ulicznego i gwaru turystów
  • duża liczba ludzi, dużo wymijania się z innymi turystami
  • dewastacja skał (napisy, ślady ingerencji) i aktywny brak poszanowania zasad rezerwatu przez turystów

Spacer czy wyzwanie?

To raczej spacer niż wyzwanie, wyznaczona ścieżka jest krótka z przygotowaną infrastrukturą w postaci schodów. Momentami bywa trochę bardziej stromo, ale bez większych trudności. Większym „wyzwaniem” może być… liczba ludzi, szczególnie w początkowym odcinku.

Czy chcielibyśmy wrócić?

To miejsce, które zdecydowanie robi wrażenie i warto je zobaczyć choć raz. Formacje skalne są wyjątkowe i trudno przejść obok nich obojętnie. Ale jeśli mielibyśmy wracać, to raczej poza sezonem i w mniej popularnym czasie, żeby zobaczyć je w spokoju, bez tłumów i hałasu, które odbierają temu miejscu jego naturalny charakter.


Parking

  • Parkowanie na poboczu drogi – my nie znaleźliśmy miejsca na parkingu i musieliśmy zaparkować przy drodze. Wybraliśmy miejsce tuż przed zakazem postoju. W tym miejscu droga jest szersza i można tak zaparkować samochód że nie przeszkadza się innym użytkownikom drogi.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Ścieżka zaczyna się na przeciwko parkingu – Od razu wchodzimy po schodach pod górę – łatwiejsza droga przebiega po lewej stronie, wzdłuż płotu, trudniejsza wiedzie między skałami – Mijamy tablicę z oznaczeniem rezerwatu – Po dojściu do wiaty turystycznej idziemy dalej prosto – Po dojściu do drugiej tablicy z nazwą rezerwatu wracamy na parking tą samą drogą.


Cywilizacja

  • Rezerwat – w połowie rezerwatu znajduje się duża altana turystyczna oraz ławeczki

Linki


Podobne miejsca

3 odpowiedzi na “Rezerwat Prządki w Korczynie”

  1. […] z Rezerwatu Prządki i czujemy, że to jeszcze nie koniec na dziś. Trafiamy na miejsce, o którym mówi się, że przy […]

    Polubienie

  2. […] pada na Zamek Kamieniec, który już wcześniej widzieliśmy przejazdem, z oddali wyglądał tak, jakby górował nad […]

    Polubienie

Dodaj komentarz