wracamy z własnoręcznie wykonanymi arkuszami i dość nietypową pamiątką
Wspomnienia z trasy
Muzeum Papiernictwa mieści się w zabytkowym młynie papierniczym, którego historia sięga czasów sprzed 1562 roku. To jedyny zachowany w Polsce obiekt tego typu i jeden z najcenniejszych zabytków techniki w kraju. W 1601 roku część papierni zniszczyła powódź, ale młyn odbudowano i już kilka lat później ponownie produkowano tutaj papier.

Sam budynek od początku przyciąga naszą uwagę. Nie wygląda jak typowe muzeum, do którego wchodzi się przez nowoczesny hol i kolejne identyczne sale. Skrzypiące podłogi, stare wnętrza i elementy dawnego młyna sprawiają, że historia papiernictwa ma tutaj zdecydowanie lepszą oprawę.

Kupujemy bilety, bierzemy audioprzewodniki i ruszamy na zwiedzanie. Audioprzewodniki są dostępne dla zwiedzających bez dodatkowej opłaty, a główna trasa prowadzi przez historię produkcji papieru. Całość zajmuje nam około godziny. To akurat tyle, żeby nie tylko obejrzeć eksponaty, ale też posłuchać historii i zatrzymać się przy rzeczach, które szczególnie nas zainteresują.

Dowiadujemy się, jak zmieniały się sposoby produkcji papieru i jak wiele pracy wymagało kiedyś stworzenie pojedynczego arkusza. Przechodzimy przez historię od egipskich papirusów, poprzez pergaminy, papier wykonywany ze szmat aż do celulozy z drewna.

Oglądamy również dawne urządzenia wykorzystywane między innymi do przygotowywania masy papierniczej, odciskania wody i wygładzania gotowych arkuszy. I nagle zwykła kartka leżąca na biurku zaczyna wydawać się trochę bardziej skomplikowanym wynalazkiem.

Dużo czasu zajęło nam przyglądanie się filigranom, czyli znakom zostawianym przez papiernię w celu odróżnienia papieru, zapobiegającym podrabianiu, podobnie jak obecne znaki wodne. Przyglądamy się sitom, na których z miedzianych drucików ułożone są logotypy filigranów.

Później przechodzimy do samej produkcji. Oglądamy formy wykorzystywane do ręcznego czerpania papieru, prasy i urządzenia służące do przygotowywania masy papierniczej. Można też zobaczyć, jak rozwój technologii stopniowo zmieniał papiernictwo z ręcznego rzemiosła w produkcję na znacznie większą skalę.

W kolejnych częściach trafiamy także na wystawę poświęcone polskiemu pieniądzowi papierowemu. Papier przestaje być tutaj tylko materiałem do pisania. Jest banknotem, dokumentem, przedmiotem użytkowym.

Dopiero po obejrzeniu wystawy dowiedzieliśmy się z internetu, że tych wszystkich urządzeń do badania papieru można było użyć, niestety nikt nam tego nie powiedział. Dobą zabawę mieliśmy z odblokowaniem sejfu i obejrzeniem kawałka filmu Vabank II.

Zajrzeliśmy również do bardziej artystycznej wystawy o papierze, jednak ta sztuka niezbyt do nas przemówiła.

Najbardziej zaskoczyła nas jednak nieco zaciemniona sala skrywająca na ścianach unikatowe polichromie, odkryte dopiero około 1960 roku. Malowidła, pochodzące prawdopodobnie z XVII–XVIII wieku, przedstawiają motywy roślinne, sceny rodzajowe oraz scenę biblijną interpretowaną jako „Pożegnanie Józefa z żoną Putyfara”.

Czas zrobić własny papier
Na samym zwiedzaniu nie kończymy. Zapisaliśmy się również na warsztaty czerpania papieru, są dostępne pod osobnym biletem, zaczynają się o pełnych godzinach, trwają ok 30 minut.

Najpierw krótko słuchamy, co właściwie będziemy robić. Później przychodzi czas na praktykę. Zanurzamy sita w masie papierniczej, próbujemy rozprowadzić ją równomiernie i wykonać własne arkusze. W muzeum tradycyjne czerpanie papieru nadal można zobaczyć na żywo, a podczas warsztatów zwiedzający sami próbują swoich sił w tej technice.

Z boku wszystko wygląda bardzo prosto. Zanurzyć. Podnieść. Odsączyć. Oczywiście w praktyce szybko okazuje się, że masa niekoniecznie zamierza współpracować dokładnie tak, jak sobie zaplanowaliśmy.

Ostatecznie jednak powstają nasze własne kartki. Trochę nierówne, zdecydowanie nieidealne i właśnie dlatego bardzo nam się podobają.

Prowadzący warsztaty nie tylko wyjaśnia nam jak działa czerpanie papieru, ale chętnie dzieli się mnóstwem ciekawostek.
Papier słoniowy na pamiątkę
Przed wyjściem zaglądamy jeszcze do muzealnego sklepiku. Można tutaj kupić papiery wykonane przez muzealnych czerpalników oraz różne wyroby z papieru (koperty, obrazki, ozdoby).

My wracamy z arkuszem papieru słoniowego. Tak. Słoniowego. Dwie słonice z wrocławskiego zoo dostarczają nieprzetrawioną i wydaloną celulozę, która służy potem jako materiał do wyrobu papieru. Nie jest to zdecydowanie najbardziej oczywista pamiątka z Dusznik-Zdroju, dlatego oczywiście musiała wrócić z nami do domu. Teraz pozostaje najtrudniejsze pytanie: co właściwie zrobić z takim arkuszem, skoro jest zbyt ciekawy, żeby po prostu coś na nim napisać?
Nasza perspektywa
Co cieszy
- możliwość zwiedzania z audioprzewodnikiem,
- ciekawe wnętrza zabytkowego młyna,
- dużo informacji o historii i produkcji papieru,
- warsztaty czerpania własnych arkuszy,
- możliwość zabrania wykonanych prac,
- nietypowe pamiątki w muzealnym sklepiku.
Co męczy
- duża liczba zwiedzających
Spacer czy wyzwanie?
Ani spacer, ani wyzwanie. Tym razem zajęcia praktyczne. Po kilku dniach chodzenia po górach taka zmiana planów okazuje się całkiem przyjemna.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Na samo zwiedzanie pewnie nieprędko, ale warsztaty zdecydowanie były dobrym wyborem. Muzeum Papiernictwa zapamiętamy przede wszystkim jako miejsce, w którym mogliśmy nie tylko posłuchać o dawnym rzemiośle, ale również sami go dotknąć.
Parking
- Samo muzeum nie posiada miejsc parkingowych. Samochód można pozostawić na jednym z wielu miejskich parkingów w tej okolicy.
Mapa

Trasa: Zwiedzanie zaczynamy od parteru, po którym oprowadza nas audioprzewodnik. Następnie schodzimy piętro niżej, gdzie znajduje się ostatni punkt zwiedzania z audioprzewodnikiem, oraz miejsce gdzie odbywają się warsztaty. Polecamy jeszcze zwiedzić wystawy czasowe na wyższych piętrach.
Cywilizacja
- W budynku obok muzeum znajduje się sklepik i toalety, oraz automaty z napojami i przekąskami.































Dodaj komentarz