Podkarpackie Centrum Nauki Łukasiewicz


trzy piętra eksperymentów




Wspomnienia z trasy

Jesienią coraz częściej zamieniamy leśne ścieżki na muzea i atrakcje pod dachem. Tym razem pojechaliśmy do Jasionki pod Rzeszowem, gdzie naszym głównym celem było Podkarpackie Centrum Nauki „Łukasiewicz”.

Spodziewaliśmy się centrum nauki, czyli eksperymentów, multimediów, stanowisk, przy których można coś nacisnąć albo samemu sprawdzić. Nie spodziewaliśmy się natomiast aż takiej ilości wszystkiego.

Ekspozycja zajmuje kilka poziomów ogromnego budynku. W centralnej przestrzeni nad głowami wisi wielka kula ziemska, nieco wyżej unosi się też astronauta. Już pierwszy rzut oka wystarcza, żeby stwierdzić, że szybkie zwiedzanie raczej nie wchodzi w grę.

Centrum ma ponad 200 eksponatów, a główna ekspozycja opiera się na trzech dużych wystawach: „Lotnictwo”, „Przyroda” i „Żyję”. My zaczynamy od dołu. Kolejnym razem chętnie zaczniemy od góry.

Lotnictwo

Najniższy poziom mocno przypomina, gdzie właściwie jesteśmy. Podkarpacie jest związane z przemysłem lotniczym, a samo centrum znajduje się praktycznie przy lotnisku Rzeszów-Jasionka. Dlatego pierwszą dużą częścią zwiedzania jest właśnie „Lotnictwo”.

I nie jest to wystawa polegająca na oglądaniu kolejnych modeli samolotów w gablotach. Tutaj interesuje nas przede wszystkim pytanie: jak to wszystko właściwie działa?

Eksperymentujemy z powietrzem, poznajemy podstawy aerodynamiki i sprawdzamy, dlaczego samolot jest w stanie wzbić się w powietrze. Możemy przyglądać się profilom skrzydeł, konstrukcji maszyn latających, silnikom i sposobom sterowania. A nawet prześwietlić bagaż lotniczy lub testować własnoręcznie złożone papierowe samolociki.

Są elementy dotyczące różnych rodzajów statków powietrznych, ale również organizacji ruchu lotniczego, działania lotniska, radarów czy komunikacji. Niektóre stanowiska pozwalają na chwilę wcielić się w pilota, mechanika albo kontrolera ruchu lotniczego. Jest też symulator lotu.

To właśnie tutaj zaczynamy zauważać zasadę, która będzie nam towarzyszyć przez całe zwiedzanie: patrzenie nie wystarczy. Trzeba kręcić, naciskać, ciągnąć, sterować, uruchamiać i sprawdzać. I oczywiście sprawdzamy.

Przyroda

Wchodzimy wyżej i zmieniamy temat. Samoloty zostają na dole, a my trafiamy na wystawę „Przyroda”. Tutaj zaczynamy od naprawdę mikro skali. Możemy poznać rozmaite bakterie, ich środowisko życia a wszystko w bardzo interaktywny sposób przeprowadzając kolejne eksperymenty.

Przechodząc dalej, trafiamy między innymi na temat wody. Duża mapa świata pokazuje, jak wygląda jej wykorzystanie w różnych częściach globu. Możemy zobaczyć chociażby, jaki procent słodkiej wody wykorzystywany jest przez rolnictwo.

Pojawiają się też odnawialne źródła energii, działanie turbin i sposoby wykorzystywania sił natury. Ta część wystawy nie opowiada zresztą wyłącznie o tym, jak działa przyroda, ale również o tym, co my z nią robimy. Pojawiają się kwestie zanieczyszczeń, niedoboru wody, ekologii i wpływu człowieka na środowisko.

Dalej wchodzimy do świata roślin. Oglądamy różne systemy korzeniowe, a okrągłe przezroczyste gablotki pozwalają porównać, jak bardzo potrafią się one od siebie różnić. Dalej możemy sprawdzić sposoby ułożenia liści: naprzeciwległe, skrętoległe, okółkowe, rozetkowe i kilka kolejnych.

Bardzo podoba nam się również ogromny model pnia drzewa. Obok znajdują się próbki różnych rodzajów kory oraz drewna, więc zamiast wyłącznie przeczytać, że kora może wyglądać inaczej w zależności od gatunku, możemy po prostu zobaczyć i porównać jej fakturę. To zdecydowanie jeden z naszych ulubionych sposobów przekazywania wiedzy.

Są też spokojniejsze, bardziej klimatyczne fragmenty. W jednej z ciemnych sal można usiąść w fotelu, otoczyć się zielonym światłem i przez chwilę oglądać obrazy natury. Po kilkudziesięciu interaktywnych stanowiskach taki moment ciszy zaczyna być zaskakująco atrakcyjny.

W nieco zaciemnionej części ekspozycji trafiamy na „windę” pozwalającą na zjechanie pod ziemię w celu „pobierania próbek” gleby. Eksperyment dostarcza nam dodatkowo wibracji i innych wrażeń sensorycznych.

Żyję

Wchodzimy na najwyższą część ekspozycji i po raz kolejny całkowicie zmieniamy temat. Tym razem obiektem badań jesteśmy… my sami. Wystawa „Żyję” skupia się na ludzkim organizmie, ruchu oraz zmysłach. I tutaj robi się naprawdę intensywnie.

Jednym z pierwszych eksponatów, których trudno nie zauważyć, jest ogromny model oka. Możemy poznawać jego budowę, wskazywać poszczególne części i zobaczyć, co właściwie dzieje się pomiędzy spojrzeniem na jakiś przedmiot a jego zobaczeniem. Obok trafiamy na tablicę Snellena przypominającą te używane podczas badania wzroku.

Niedaleko czeka ogromny model mózgu. Przy stanowisku możemy poznawać jego poszczególne obszary, między innymi płaty mózgu, korę czuciową czy ruchową. I znów nie kończy się na planszy z opisem. Są przyciski, ekrany i elementy pozwalające samemu sprawdzać kolejne informacje.

Obok pojawiają się następne zadania. Jest chociażby drewniane labirynty oraz zagadki logiczne, przy których możemy przetestować zręczność, koordynację a także logiczne myślenie.

Trudno natomiast przejść obojętnie obok ogromnej otwartej paszczy. Wielkie zęby, język i jama ustna wyglądają trochę absurdalnie, ale właśnie takie eksponaty pamiętamy później najlepiej. Przy okazji poznajemy działanie smaku i budowę kolejnych elementów ludzkiego organizmu.

Kawałek dalej czeka model człowieka z narządami, które można dopasowywać do odpowiednich miejsc przeprowadzając operację. A zaraz obok leży już „pacjent” wsunięty do modelu tomografu. Interaktywna gra zachęca do zostania lekarzem i zdiagnozowania pacjenta przeprowadzając badania.

To właśnie ogromne, przestrzenne eksponaty robią na nas największe wrażenie. Zdecydowanie wolimy je od sytuacji, w której każda informacja sprowadza się do kolejnego ekranu dotykowego.

Idziemy dalej i trafiamy na układ krążenia. Jest model pokazujący naczynia krwionośne i serce, ale jest też coś znacznie bardziej angażującego, rowerek z hasłem „Poruszaj się, będzie ci cieplej!”. Możemy więc nie tylko przeczytać o reakcjach organizmu na wysiłek, ale trochę tego wysiłku wykonać.

Jeszcze dalej eksperymentujemy z dźwiękiem. Przy stanowisku „Usłysz swój głos” możemy mówić do długich rur i sprawdzać, jak zmienia się to, co do nas wraca. Wzrok, słuch, smak, ruch, mózg, układ krążenia, co chwilę pojawia się coś kolejnego. I właśnie wtedy zaczynamy odczuwać pewien problem.

Tego jest naprawdę DUŻO

Kiedy patrzymy na wnętrze centrum z góry, dopiero widać skalę całej ekspozycji. Ogromna kula ziemska zawieszona w centralnej przestrzeni, astronauta wysoko nad głowami, samolot, silnik, chmury, modele zwierząt, gabloty i dziesiątki interaktywnych stanowisk rozłożonych na kolejnych poziomach. I praktycznie każde mówi: Podejdź. Sprawdź mnie. A my oczywiście chcemy sprawdzić.

Problem w tym, że jedno stanowisko świeci, drugie wydaje dźwięki, na trzecim coś trzeba przesunąć, czwarte pokazuje film, na piątym rozwiązujemy zadanie, a kilka metrów dalej już widzimy następne.

Pod koniec nasz mózg zaczyna bardzo wyraźnie sugerować, że zdobył na dzisiaj wystarczającą ilość wiedzy.

Krótki seans

W trakcie zwiedzania zupełnie przypadkiem załapaliśmy się też na krótki film edukacyjny wyświetlany w sali kinowej. Seans trwa około 12 minut, więc nie zabiera dużo czasu, a dla nas jest też chwilą przerwy od ciągłego chodzenia między stanowiskami, naciskania przycisków i sprawdzania kolejnych eksperymentów.

To fajne urozmaicenie całej wizyty i kolejny przykład tego, że w centrum wiedza przekazywana jest na bardzo różne sposoby.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • trzy bardzo różnorodne tematycznie wystawy,
  • mnóstwo rzeczy, których można dotknąć, uruchomić i samemu sprawdzić,
  • interaktywność, która nie ogranicza się tylko do ekranów,
  • ciekawe połączenie nauki z zabawą,
  • sporo atrakcji również dla dorosłych,
  • przestronne, nowoczesne wnętrza,
  • naprawdę dużo wiedzy przekazanej w przystępny sposób.

Co męczy

  • ogrom bodźców – światła, dźwięki, ekrany i ruch praktycznie przez cały czas,
  • trudno oprzeć się pokusie sprawdzenia wszystkiego,
  • po kilku godzinach ilość informacji zaczyna przytłaczać,
  • przy większej liczbie odwiedzających robi się głośno,
  • niektóre ekspozycje przechodziły remont i były niedostępne.
  • dla osób wrażliwych sensorycznie zwiedzanie może być naprawdę męczące.

Spacer czy wyzwanie?

Fizycznie to jest spacer. Centrum jest wygodne, przestronne, a samo przemieszczanie się pomiędzy stanowiskami nie stanowi większego wyzwania. Sensorycznie? Dla nas zdecydowanie wyzwanie. Jeśli również szybko męczy Was hałas, multimedia, światła i duża liczba rzeczy dziejących się jednocześnie, zaplanowalibyśmy wizytę z przerwami.

Nie trzeba też sprawdzić każdego stanowiska. Chociaż powiedzenie tego jest znacznie łatwiejsze niż zastosowanie w praktyce.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak. Tylko następnym razem nie będziemy próbowali zobaczyć wszystkiego naraz. Podkarpackie Centrum Nauki „Łukasiewicz” okazało się znacznie większe i bardziej rozbudowane, niż się spodziewaliśmy. Zaczęliśmy od samolotów, przeszliśmy przez wnętrze Ziemi i świat roślin, a skończyliśmy zaglądając do ludzkiego oka, mózgu i całego organizmu. Wyszliśmy zmęczeni, przebodźcowani i z bólem głowy. Ale zdecydowanie nie znudzeni.


Parking


Mapa

Trasa: Obiekt składa się z trzech pięter – każde w formie okręgu i poświęcone innej tematyce. Zwiedzamy samodzielnie.


Przydatne informacje o obiekcie

  • Bilety zalecamy kupić wcześniej online ze strony centrum.
  • W centrum znajdują się darmowe toalety.
  • W kilku miejscach postawione są automaty z napojami i przekąskami.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz