Rzeszowskie Piwnice

—


podziemna historia miasta pełna multimediów




Wspomnienia z trasy

Do Rzeszowskich Piwnic trafiamy w sobotę, zaraz po zwiedzaniu centrum nauki Łukaszewicz, więc jesteśmy już mocno zmęczeni i przebodźcowani. Zwiedzanie zaczynamy od filmu promującego miasto, zawierającego elementy historii miasta.

Od pierwszych chwil wiadomo, że nie będzie to klasyczna trasa podziemna, na której ogląda się przede wszystkim stare mury i słucha opowieści przewodnika. Historyczne wnętrza połączono tutaj z ogromną liczbą multimediów, ekranów, projekcji, dźwięków i różnych efektów. Wybraliśmy opcję zwiedzania samodzielnego, skróconego, bez przewodnika, mimo to grupa jest liczna.

Historia opowiedziana ekranami

W historyczne wnętrza wkomponowano mnóstwo nowoczesnych elementów. Są ekrany, projekcje, podświetlane gabloty, stanowiska interaktywne i materiały audiowizualne.

Zaglądamy w następne korytarze i pomieszczenia, a ekspozycja prowadzi nas przez różne fragmenty historii miasta. Czasami trudno nawet zdecydować, na czym skupić uwagę. Z jednej strony chcielibyśmy przyjrzeć się samym piwnicom, z drugiej przeczytać informacje, a z trzeciej właśnie uruchamia się kolejna projekcja.

Tablic również jest naprawdę dużo. Jeśli ktoś chciałby przeczytać każdą z nich od początku do końca, musiałby przeznaczyć na zwiedzanie sporo czasu. Przy większej liczbie osób robi się to jeszcze trudniejsze, bo nie zawsze można spokojnie zatrzymać się przed konkretnym fragmentem ekspozycji.

Rzeszowskie złoto, dawne rzemiosło i kolejne historie

Po drodze trafiamy między innymi na opowieść o dawnych rzeszowskich złotnikach. W gablocie oglądamy biżuterię, a obok poznajemy historię tak zwanego „rzeszowskiego złota” oraz Mikołaja Spytka Ligęzy.

I właśnie takie fragmenty ekspozycji podobają nam się najbardziej. Kiedy obok informacji pojawia się konkretny przedmiot, łatwiej zatrzymać uwagę i wyobrazić sobie ludzi, którzy kiedyś tutaj mieszkali, pracowali i prowadzili swoje interesy.

W kolejnych pomieszczeniach znowu wracają multimedia. Jedno z wnętrz przypomina dawną karczmę z butelkami i naczyniami ustawionymi na półkach, ale przed nami znajdują się już duże ekrany dotykowe. Stare ceglane sklepienia i bardzo współczesna technologia właściwie cały czas przeplatają się ze sobą.

Dawny sklep

W końcu trafiamy do pomieszczenia, które okazuje się naszym numerem jeden. Dawny sklep. I trochę przewrotnie podoba nam się najbardziej dlatego, że tutaj na chwilę odpoczywamy od multimediów.

Zamiast kolejnych ekranów oglądamy prawdziwe przedmioty. Stara kasa, pojemniki, opakowania, puszki, reklamy, słoiki, młynki, naczynia, opakowania kawy, kakao i herbaty. W jednej z gablot dostrzegamy fajkę oraz stare pudełka po tytoniu i cygarach. Można zatrzymać się przy detalach i po prostu je oglądać.

Całość została zaaranżowana tak, że nie przypomina zwykłej muzealnej gabloty. Mamy raczej wrażenie, że zaglądamy do sklepu sprzed wielu lat.

Spędzamy sporo czasu także dzięki przewodnikowi. Opowiada nam dużo o zgromadzonych przedmiotach i samym dawnym handlu, zwracając uwagę na rzeczy, które bez dodatkowego komentarza prawdopodobnie po prostu byśmy minęli. Dzięki temu ta część zostaje nam w pamięci jeszcze bardziej.

Po ogromnej liczbie ekranów, projekcji i bodźców okazuje się, że ta właśnie najprostsza przestrzeń z prawdziwymi eksponatami angażuje nas najbardziej.

Trochę nieba pod ziemią

Bardzo podoba nam się również jeden z korytarzy. Panuje w nim półmrok, a na suficie pojawiają się obrazy przywodzące na myśl nocne niebo i kosmos. Efekt jest naprawdę ciekawy, szczególnie w zestawieniu ze starymi murami.

Od dawnego Rzeszowa do znacznie nowszej historii

Ekspozycja nie zatrzymuje się jednak na odległej przeszłości. Idziemy dalej i nagle zamiast dawnego handlu czy rzemiosła pojawiają się znacznie bardziej współczesne historie.

Trafiamy między innymi na motocykl żużlowy ustawiony przed ogromnym archiwalnym zdjęciem zawodników. Kawałek dalej możemy zobaczyć stanowisko związane z silnikiem odrzutowym.

To dobrze pokazuje, jak wiele tematów próbuje objąć cała ekspozycja. Rzeszowskie Piwnice nie są wyłącznie opowieścią o samych podziemiach. To raczej próba przeprowadzenia zwiedzających przez bardzo różne fragmenty historii miasta. Tylko że jest tego naprawdę dużo.

Momentami nawet bardzo dużo

Rzeszowskie Piwnice zdecydowanie nie należą do miejsc, w których spokojnie przechodzimy od gabloty do gabloty. Tu cały czas coś walczy o naszą uwagę.

Ekrany, projekcje, światło, dźwięk, teksty, eksponaty, kolejne pomieszczenia i sama architektura piwnic. Do tego w sobotę jest trochę ludzi, więc w niektórych miejscach trudno zatrzymać się na dłużej i spokojnie przeczytać wszystkie informacje. A tych jest naprawdę ogromna ilość.

Po pewnym czasie zaczynamy wybierać, co czytamy i przy czym zatrzymujemy się dłużej. Próba dokładnego poznania wszystkiego podczas jednej wizyty byłaby dla nas po prostu męcząca.

To ciekawe, bo największe wrażenie ostatecznie robią na nas dwa zupełnie różne elementy: klimatyczny korytarz z efektem nocnego nieba oraz sala dawnego sklepu, w której właściwie nie potrzebujemy żadnych multimediów.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • świetnie zaaranżowana sala dawnego sklepu,
  • ciekawe opowieści przewodnika właśnie w sali sklepowej,
  • klimatyczny fragment z efektem nieba i kosmosu,
  • historie dotyczące między innymi rzeszowskich złotników i „rzeszowskiego złota”,
  • wykorzystanie naturalnego charakteru piwnic jako części ekspozycji.

Co męczy

  • bardzo duża liczba ekranów i multimediów,
  • trudno dokładnie zapoznać się ze wszystkimi tablicami podczas jednej wizyty,
  • dużo bodźców wizualnych i dźwiękowych, w tym migające światła.
  • w niektórych miejscach kilka rzeczy jednocześnie próbuje przyciągnąć uwagę,
  • przy większej liczbie zwiedzających trudniej spokojnie zatrzymać się przy wybranych elementach,
  • wąskie fragmenty trasy mogą potęgować odczucie tłoku,
  • mulimedia przysłaniają architekturę piwnic.

Spacer czy wyzwanie?

Fizycznie nie jest to szczególnie wymagające zwiedzanie, chociaż sama trasa ma schody, różnice poziomów oraz miejscami naprawdę wąskie przejścia.

Znacznie większym wyzwaniem może być ilość informacji i bodźców. Multimedia są praktycznie wszędzie, zmieniają się obrazy, pojawiają się dźwięki, światło i kolejne treści. Jednocześnie same piwnice są na tyle ciekawe, że również chcemy przyglądać się architekturze.

Jeżeli łatwo się przebodźcowujecie, warto dać sobie tutaj czas i nie próbować za wszelką cenę przeczytać oraz obejrzeć wszystkiego. My pod koniec zdecydowanie czuliśmy już nadmiar wrażeń.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Mimo przebodźcowania Rzeszowskie Piwnice oceniamy jako ciekawe miejsce, do którego chętnie wrócimy, ale w ramach cichych godzin.

Najbardziej zapamiętujemy jednak nie najbardziej zaawansowane multimedia, ale dawny sklep pełen prawdziwych przedmiotów i opowieści przewodnika. Chyba właśnie tam historia stała się dla nas najbardziej namacalna.


Parking

  • Parking miejski – muzeum nie posiada swojego parkingu. Samochód można zostawić na parkingu miejskim.

Mapa

Trasa: Zwiedzanie poza weekendami odbywa się z przewodnikiem. W weekend możemy zwiedzać samodzielnie. Całość zaczyna się od krótkiego filmu, po czym przewodnik prowadzi nas do wejścia, gdzie przedstawia sposób poruszania się po podziemiach. Przez podziemia wiedzie jedna trasa. Uwaga: wychodzimy w innym miejscu niż wejście.


Przydatne informacje o obiekcie

  • Polecamy kupić bilet wcześniej online – liczba miejsc jest limitowana.
  • Dla zwiedzających są dostępne toalety. Znajdują się one wyłącznie na początku trasy.
  • Na końcu trasy znajduje się sklep z pamiątkami.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz