Archeologia, wystawy czasowe i sztuka w murach zamku
Wspomnienia z trasy
To nasza pierwsza wizyta w Sandomierzu. Dzień jest zimny, odczuwalnie grubo poniżej –10°C, śnieg na chodnikach udeptany i śliski. Mimo mrozu miasto tętni ruchem. Turystów w Sandomierzu zdecydowanie nie brakuje.
Dziedziniec
Parking pod zamkiem jest bardzo śliski, idziemy ostrożnie. Sam dziedziniec przykrywa warstwa śniegu, wszystko wygląda jasno i czysto. Pośrodku stoi drzewo, obok studnia, a między spacerującymi przewijają się ludzie z małymi psami. Zwracają naszą uwagę małe, dotykowe figurki budynków, przyjemny, inkluzywny akcent.

Przez ogrodzenie patrzymy na miasto i Wisłę. Wchodzimy też na niewielką platformę widokową, rekonstrukcję wieży kazimierzowskiej. Widok stąd jest raczej symboliczny (głównie parking), ale sam fakt wejścia dodaje kontekstu historycznego.
Śnieg na schodach jest śliski, mróz szczypie w twarz, ale słońce świeci jasno. Czytamy tablicę informacyjną: już w XI wieku istniał tu drewniany gród, a w testamencie Bolesława Krzywoustego Sandomierz stał się siedzibą książęcą. Zamek był wielokrotnie odbudowywany i przebudowywany, przez wieki zmieniał funkcje, by po rozbiorach stać się więzieniem, a w XX wieku rozpoczęto prace konserwatorskie.
Wystawa czasowa – Mit mebli kolbuszowskich
Zostawiamy kurtki w szatni, kupujemy bilety i zaczynamy zwiedzanie od wystawy czasowej. Jej głównym założeniem jest przybliżenie twórczości meblarskiej związanej z warsztatem kolbuszowskim oraz zwrócenie uwagi na kontekst ekologiczny, lasy, z których pochodził surowiec do produkcji mebli.

Najpierw oglądamy gabloty z owadami – szkodnikami. Potem trafiamy na bardzo ciekawe stanowisko „słuchania drzew”: trzy słuchawki, dźwięki trzaskającego drewna brzozy, jodły i dębu. Czytamy o historii Puszczy Sandomierskiej, od terenów łowieckich po rozwój tartaków.

W kolejnej sali stoją meble z Kolbuszowej: rudawe, pofalowane komody i sekretarzyki z metalowymi okuciami, geometrycznymi wzorami i kwiatowymi motywami w drewnie.

Intarsje, malowane powierzchnie, charakterystyczne wybrzuszenia frontów. Każdy mebel jest inny, choć utrzymany w podobnej kolorystyce.

Bardzo przyjemnym elementem są próbki drewna do dotykania oraz ślady narzędzi pozostawione na jego powierzchni, spokojne, sensoryczne doświadczenie.

Ziemia Sandomierska w pradziejach i wczesnym średniowieczu
Schodzimy po schodach w dół. Na półpiętrze oglądamy pozostałości ozdobnych kafli i informacje o badaniach archeologicznych.

W XX wieku odkryto tu m.in. kilkanaście jam, palenisko, 11 grobów, a najstarsze znaleziska pochodzą z epoki żelaza. W VIII–X wieku funkcjonowała tu osada.

Wchodzimy do lapidarium, fragmenty kafli, kolumn i detali architektonicznych z XVI wieku.

Dalej ceglane ściany i jasne, przeszklone gabloty: narzędzia żelazne, kościane, ceramika kultury przeworskiej, rzymskie monety, rekonstrukcja szkieletu, kości mamuta, miniaturowa rekonstrukcja chaty.

Jest tu dużo treści, wiele tabliczek i eksponatów, ale panuje cisza i spokój, poza nami tylko kilka osób.

Krzemień pasiasty w biżuterii i małych formach złotniczych
Nowoczesna biżuteria przyciąga uwagę od razu. Niewielkie formy, odważne projekty i hipnotyzująca struktura krzemienia pasiastego.

Wśród prac odnajdujemy obrączkę wykonaną techniką mokume-gane, taką jak nasze, przez tego samego autora. To bardzo wzruszający moment.

Szklane gabloty, punktowe światło i ciemne ściany tworzą nowoczesną, bardzo klimatyczną przestrzeń.

Dawna kuchnia królewska
Idziemy na wyższy poziom. Oglądamy zastawę stołową, drobne łyżeczki i widelczyki, elementy codziennego użytku. Są też portrety, ale nie zatrzymujemy się przy nich na długo.

Znacznie bardziej podoba nam się stała ekspozycja rzemiosła artystycznego: dzbanki, garnki, solniczki, pięknie wyeksponowana zastawa stołowa. W rogu stoi kanapa z zielonym obiciem, aż chce się przysiąść, ale to eksponat.

Szachy sandomierskie
Małe, ciemne pomieszczenie. Niebieskie plansze informacyjne i gablota z maleńkimi szachami, figurki mają około 2 cm. Wykonane prawdopodobnie z poroża jelenia, należą do najmniejszych średniowiecznych bierek szachowych.

Znalezione w 1962 roku na Wzgórzu św. Jakuba, niepozorne, a robią ogromne wrażenie.
Dzieje Zamku Sandomierskiego
Przechodzimy korytarzem, gdzie na ścianach umieszczono tablice opisujące historię zamku: od grodu książęcego, przez średniowieczny zamek królewski, renesansową rezydencję, aż po sąd i więzienie w XIX wieku. W tym miejscu jest już dość gwarno, więc przechodzimy go szybciej.
Galeria sztuki
Szerokimi schodami wchodzimy na górę. Na ścianach obrazy, na półpiętrze popiersia pisarzy m.in. Gombrowicza i Iwaszkiewicza.

Dalej korytarz ze sztuką sakralną, obrazy, w tym Ukrzyżowanie, zbiory pochodzące z klasztoru dominikanów.

W kolejnych salach galeria zamkowa: granatowe i czerwone ściany, wiele obrazów z różnych okresów i stylów.

Jedno z dzieł na ciemnoniebieskiej ścianie ma formę trójkąta, siadamy na kanapie i próbujemy je „czytać”. Dostrzegamy twarze, zwierzęta, kontrasty, ale nie zostaje z nami na dłużej.

W następnej sali oglądamy cykl Stanisław Hiszpańskiego „Walgierz Udały”, barwną, fantazyjną opowieść inspirowaną legendą rycerską.

Dalej duża sala z fortepianem, stołem, krzesłami i szafami, przestrzeń przypominająca salę koncertową.

Korona sandomierska
Ostatnia, bardzo przyjemna część zwiedzania. W gotyckiej baszcie oglądamy wystawę „Korona sandomierska” doskonałą kopię korony hełmowej odnalezionej w 1910 roku.

Korona znajduje się w centralnej gablocie, nad nią wiszą chorągwie, a wysoka ceglana sala robi ogromne wrażenie. Surowa architektura, światło wpadające przez okna i symbolika miejsca tworzą wyjątkowy klimat.

Podsumowanie
Muzeum Zamkowe w Sandomierzu okazało się dla nas miejscem intensywnym, ale bardzo wartościowym. Dwie godziny minęły szybko, wypełnione historią, archeologią, rzemiosłem i sztuką, momentami bardzo różnymi, ale tworzącymi spójną opowieść o miejscu i regionie.
Najmocniej zapadły nam w pamięć spokojne, przytłumione sale archeologiczne oraz wystawa czasowa, która angażowała zmysły i pozwalała dotknąć historii dosłownie, przez dźwięk, fakturę drewna i detale. Z kolei galeria sztuki wymagała więcej energii i skupienia, zwłaszcza przy większej liczbie zwiedzających.
To muzeum nie jest „na szybko”. Warto dać sobie czas, robić przerwy. Dla nas była to bardzo dobra forma zimowego zwiedzania, spokojna alternatywa dla spacerów po śliskim mieście i jednocześnie pełnoprawne zanurzenie się w historii Sandomierza.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- możliwość spokojnego zwiedzania pod dachem w mroźny dzień
- bardzo ciekawa i angażująca wystawa czasowa
- elementy sensoryczne: dźwięki drzew, próbki drewna do dotykania
- bogata, ale czytelna część archeologiczna
- nowoczesna, klimatyczna ekspozycja biżuterii z krzemieniem pasiastym
- różnorodność tematów, od pradziejów po sztukę współczesną
Co męczy
- duża liczba informacji i tablic, momentami przeładowanie treścią
- gwar w niektórych salach
- nierówne tempo zwiedzania narzucone przez innych odwiedzających
Spacer czy wyzwanie?
To zdecydowanie spacer, ale długi i intensywny poznawczo. Zwiedzanie zajmuje około dwóch godzin, obejmuje kilka poziomów i sporo czytania. Przy dużej liczbie ludzi może być męczące sensorycznie, dodatkowo oświetlenie wystaw też potrafi zmęczyć.
Zimą ogromnym plusem jest to, że można się ogrzać, zdjąć kurtkę i zwolnić tempo. To dobre miejsce na spokojne, uważne zwiedzanie, bez pośpiechu.
Czy chcielibyśmy wrócić?
To muzeum, które zostawia w głowie dużo treści i obrazów. Najbardziej zapamiętaliśmy wystawę archeologiczną i czasową oraz biżuterię z krzemieniem pasiastym. Kolejna wizyta miałaby sens przy innej wystawie czasowej.
Parking
- Parking pod Zamkiem – płatny. Opłaty dokonuje się w parkomacie. Można płacić kartą.
Mapa

Trasa: Zaczynamy na parkingu pod zamkiem. Należy wejść przez główną bramę. Na dziedzińcu warto zwiedzić ruiny wieży (na lewo od wejścia) oraz zobaczyć panoramę Wisły z murów. W środku do zwiedzania są trzy piętra: parter, podziemia i pierwsze piętro, które można zwiedzać w dowolnej kolejności.
Cywilizacja
- Na parkingu dostępne są śmietniki.
- Kasa biletowa i sklep z pamiątkami.
- W zamku są dwie toalety – jedna na parterze przy kasach, a druga na piętrze.





































Dodaj odpowiedź do Pieskowa Skała – zamek i Maczuga Herkulesa – Nie tacy znowu turyści Anuluj pisanie odpowiedzi