Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku


Ogromny skansen, dużo chodzenia i pyszne lokalne wypieki



  1. Wspomnienia z trasy
  2. Nasza perspektywa
  3. Parking
  4. Mapa
  5. Cywilizacja
  6. Linki
  7. Podobne miejsca

Wspomnienia z trasy

Bardzo wietrzna niedziela. Rano szukamy miejsca na spokojny spacer, najlepiej takiego, które pozwoli się trochę schować przed pogodą, ale jednocześnie da przestrzeń do chodzenia bez planu. Wybór pada na Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, skanseny to dla nas zawsze dobry kierunek, zwłaszcza kiedy chcemy po prostu iść, zaglądać do starych chat i czuć inny, spokojny, sielski klimat.

Jest zimno, wiatr mocno daje o sobie znać, ale mimo tego przechodzimy przez bramę, kupujemy bilety w automacie i po kilku krokach trafiamy prosto na Galicyjski Rynek, jakbyśmy nagle przenieśli się w czasie.

Rynek Galicyjski

Galicyjski Rynek od razu robi wrażenie swoją formą, przypomina centrum małego miasteczka z początku XX wieku, rozplanowane na planie zbliżonym do kwadratu. W środku stoi studnia, wokół ustawione są budynki z różnymi funkcjami, a pomiędzy nimi stragany, które teraz są zamknięte, bo to jeszcze nie sezon. Wiatr przegania chmury, słońce raz się pojawia, raz znika, a światło zmienia całe to miejsce co kilka minut.

Większość budynków jest zamknięta, ale do kilku można zajrzeć przez okna. Mijamy zakład fryzjerski, krawiecki, dom nauczyciela, zegarmistrza, fotografa, aptekę, urząd gminy, pocztę, szewca, karczmę, a dalej nawet kręgielnię, która zupełnie nas zaskakuje swoją obecnością. Są też domy mieszkalne, w tym żydowskie, z małymi ogrodzonymi posesjami, wychodkami i detalami, które sprawiają, że można się przy nich zatrzymać na dłużej.

Pod nogami nierówne kocie łby, bruk w różnych odcieniach, który dodatkowo podkreśla klimat miejsca. Patrzymy na drewnianą architekturę, zdobione fronty domów, strzeliste dachy i kolumny, zaglądamy do ogródków, które na razie są jeszcze puste, bez kwiatów. Synagoga drewniana, stojąca nieco z tyłu rynku robi duże wrażenie swoją bryłą, choć niestety jest zamknięta, podobnie jak remiza ze sprzętem w środku.

Zaglądamy do piekarni, która jako jedna z niewielu działa naprawdę. W środku są drożdżówki, chleby i różne wypieki, więc kupujemy paluchy i na chwilę zatrzymujemy się przy stawie obok, żeby je zjeść. Wiatr nas szybko przegania.

Bojkowie

Z rynku schodzimy na węższą ścieżkę prowadzącą przez zieleniący się lasek. Czuć młode pokrzywy, powietrze jest świeże, a mimo wiatru robi się bardziej przyjemnie i spokojnie. Dochodzimy do zabudowań bojkowskich, gdzie zaglądamy do zagrody, wnętrze jest bardzo proste, wręcz surowe, i daje wyobrażenie o codziennym życiu.

Mijamy zagrodę jednobudynkową, a potem niewielki młyn wodny, który wydaje się mały i niski, ale przyciąga uwagę swoją formą. Dalej idziemy wąwozem pod górę, gdzie las zaczyna się intensywnie zielenić, a na jego końcu pojawia się cerkiew.

Można zajrzeć do środka przez kratę, podobnie jak do kolejnej, innej w formie cerkwi, która z przodu wydaje się niewielka, a w rzeczywistości okazuje się całkiem rozbudowana.

Osada pasterska

Kolejna część jest jeszcze bardziej zielona, trawa jest soczysta, miejscami pokryta rosą. Pojawiają się niskie chaty z plecionymi ogrodzeniami, proste i jasne, które mocno odcinają się od intensywnej zieleni wokół. Jest tu cicho i spokojnie, a na chwilę wychodzi słońce i robi się naprawdę przyjemnie. To jedno z tych miejsc, gdzie można się zatrzymać i wyobrazić sobie owce i kozy pasące się na trawie.

Łemkowie

Kiedy schodzimy w dół do sektora łemkowskiego, pogoda zaczyna się wyraźnie psuć. Robi się zimno, wieje jeszcze mocniej, a niebo ciemnieje.

Zabudowania są zupełnie inne, chyże zdobione są charakterystycznymi malunkami, niebieskie wzory otaczają drzwi i okna, a inne chaty mają białe pasy na ciemnym drewnie.

Zaglądamy przez okna, starając się zobaczyć jak najwięcej. Obok zagród biegnie droga krzyżowa, a w pobliżu stoi cerkiew z dzwonem, co ciekawe ustawionym w bramie na ziemi, by można było zobaczyć jego zdobienia. Do środka cerkwi też można zajrzeć przez kratę.

Na przeciwko cerkwi pasą się kozy, które co chwilę podbiegają do nas i do innych turystów. Później trafiamy też na tartak ustawiony bliżej sektora naftowego.

Dworek

Docieramy do dworku ze Święcan, jasnobrązowego, z białymi kolumnami i okiennicami. Otacza go ogród z kwiatami i zegar słoneczny, a za nim jest mały sad. Dwór jest zamknięty, ale i tak robi wrażenie swoją formą i spokojnym otoczeniem. Obok znajduje się niewielki staw.

Sektor archeologiczny

Przy stawie trafiamy na dwie półziemianki, do których można wejść i zobaczyć ich wnętrze. Od razu kojarzą nam się z grodziskiem w Żmijowiskach, które odwiedziliśmy wcześniej.

Sektor naftowy

Kolejna część związana jest z przemysłem naftowym, są tu kieraty, wiertnice i kiwony. To wszystko znamy już z muzeum w Bóbrce, więc przechodzimy tę część szybciej, bardziej z chęci porównania eksponatów niż potrzeby odkrywania.

Podgórzanie Zachodni

Idziemy dalej zgodnie z mapką, która jest dostępna zarówno na stronie internetowej, jak i na tablicach rozmieszczonych na miejscu. Pogoda na chwilę się poprawia, pojawia się więcej ludzi, a my jesteśmy już po około dwóch godzinach chodzenia i zaczynamy czuć zmęczenie. Obok dworku stał spichlerz charakterystyczny dla podgórzan zachodnich.

Mimo to zaglądamy do kolejnych chat, szkoły, kościoła i plebanii, a jedna z chat przyciąga uwagę białymi kropkami na ciemnym drewnie, podczas gdy inne mają charakterystyczne bielone pasy. Jest tu też wiatrak, kapliczki i remiza strażacka. Na chwilę wychodzi błękitne niebo, wiatr przegania chmury i nagle okolica zrobiła się bardziej swojska, wiejska, przyjemniejsza.

Dolinianie

Wchodzimy w sektor Dolinian, gdzie wiatr znowu się nasila i niebo wygląda tak, jakby miało zaraz padać. Zabudowania są bielone, z dużymi trawnikami i jeszcze pustymi ogrodami. Jest aleja karłowatych wierzb, kapliczki i ule. Jesteśmy już wyraźnie zmęczeni, więc zaczynamy przyspieszać.

Podgórzanie Wschodni

Ostatni sektor zwiedzamy już szybciej. Jest tu wiatrak, szkoła wiejska, chałupy i zagrody jednobudynkowe. Na chwilę wychodzi słońce, zaglądamy jeszcze do kościoła i idziemy dalej.

Koniec

Pod koniec mamy już poczucie, że jest tego wszystkiego bardzo dużo. Do wielu budynków można zajrzeć przez okna, ale nie do wszystkich. A różnorodność obiektów sakralnych i mieszkalnych zaczyna się ze sobą mieszać. Podział na sektory nie zawsze jest czytelny w terenie, bardziej przejrzysty wydaje się na mapie niż podczas samego spaceru, chociaż tabliczki zawierają oznaczenia kolorami i nazwami grup etnicznych.

To miejsce, w którym można spokojnie spędzić cały dzień, chodząc i zaglądając z różnych stron, ale łatwo też się zmęczyć nadmiarem bodźców. Wszędzie są tabliczki z opisami budynków, ich pochodzenia i konstrukcji, bardzo ciekawe, ale w pewnym momencie jest tego po prostu dużo.

W sezonie działa kawiarnia i scena, więc pewnie wtedy to miejsce żyje jeszcze bardziej. Zaskakuje nas natomiast brak kur i kaczek, które kojarzymy z innych skansenów, jak Muzeum Wsi Lubelskiej, tutaj są za to gołębie i kozy w kilku miejscach.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • ogrom i różnorodność skansenu
  • detale architektoniczne i zdobienia budynków
  • możliwość zaglądania do wnętrz przez okna
  • działająca piekarnia i świeże wypieki
  • obecność kóz

Co męczy

  • duża liczba ekspozycji na raz
  • brak możliwości wejścia do większości budynków
  • rosnąca liczba ludzi w ciągu dnia
  • poczucie przebodźcowania pod koniec zwiedzania
  • w porównaniu z Muzeum Wsi Lubelskiej to dla nas trochę mniej immersyjne doświadczenie, tam zagrody żyją i tworzą spójne całości, a tutaj częściej ogląda się pojedyncze budynki ustawione obok siebie, co momentami daje bardziej „ekspozycyjny” niż naturalny odbiór

Spacer czy wyzwanie?

To spacer, ale długi i intensywny. Teren jest raczej łatwy, choć są też podejścia pod górkę, ale jednak ilość rzeczy do zobaczenia sprawia, że po kilku godzinach pojawia się zmęczenie, bardziej od nadmiaru wrażeń niż od samego chodzenia.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak, ale inaczej. To miejsce jest na tyle duże, że najlepiej podzielić je na dwa dni. Wtedy łatwiej zobaczyć więcej szczegółów i naprawdę je zapamiętać, zamiast tylko przejść od jednego budynku do drugiego.


Parking


Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Z parkingu przechodzimy przez bramę i kierujemy się do budynku po prawej gdzie znajdują się kasy. Kasa samoobsługowa znajduje się przed budynkiem a bramki na prawo od budynku – Zwiedzanie zaczynamy od zwiedzaniach rynku Galicyjskiego – Trzymając się lewej strony przechodzimy do strefy poświęconej Bojkom – Następnie idziemy w lewo pod górę do sektora pasterskiego – Wracamy tą samą drogą na dół a następnie dalej trzymając się lewej strony przechodzimy do sektora Łemkowskiego – Za nim znajduje się dwór z parkiem – Za stawem znajdują się ziemianki – Kierując się drogą dochodzimy do sektora prezentującego wydobycie nafty – Przechodząc dalej mijamy zabudowania Dolinian i Przedgórzan – Wracamy na rynek i opuszczamy muzeum – Parking


Cywilizacja

  • Muzeum – dla zwiedzających dostępne są toalety. Na rynku znajduje się sklep z pamiątkami a kawałek dalej cukiernia i piekarnia. W całym muzeum dostępne są ławeczki i kosze na śmieci.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz