multimedialna wędrówka przez starożytną historię żelaza
Wspomnienia z trasy
Sobota, w połowie maja, przywitała nas deszczem praktycznie w całej Polsce. Plan był prosty: wejść na Święty Krzyż drogą pielgrzyma, bo zwykle chodzimy ścieżką przyrodniczą, ale pogoda bardzo szybko zweryfikowała nasz pomysł. Chmury wisiały nisko, padało praktycznie bez przerwy i po kilku minutach szukania alternatyw stwierdziliśmy, że tym razem trzeba postawić na coś pod dachem. Padło na Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi.
Kupujemy bilety w kasie. W środku jest praktycznie pusto. Pan obsługujący tłumaczy nam jak będzie wyglądało zwiedzanie i uprzedza, że całość odbywa się z lektorem i zajmuje około godziny. Zaczynamy od kina 3D.
Kino 3D
Sala jest całkowicie pusta, siedzimy sami w wygodnych fotelach i od początku mamy wrażenie, że muzeum bardzo mocno stawia na atmosferę.

Oglądamy film „Geneza Żelaza”, podczas którego przenosimy się do początków układu słonecznego, aż po kwestie związane z powstaniem żelaza. Efekty 3D są naprawdę dobrej jakości. Szczególnie podobają nam się sceny związane z kosmosem i powstawaniem pierwiastków. Wszystko wygląda dosyć kinowo, przywodzi na myśl filmy science-fiction.
Sporo informacji już znaliśmy wcześniej, ale tutaj zostały pokazane w dużo bardziej przystępny i efektowny sposób, film ogląda się z dużą przyjemnością.
Najstarsze dzieje metalurgii
Po filmie przechodzimy do kolejnej sali. Tutaj zaczyna się charakterystyczny sposób zwiedzania dla całego muzeum. Lektor mówi gdzie stanąć, a kolejne ekspozycje same się podświetlają. Reszta sali pozostaje ciemna i praktycznie znika z pola widzenia. Podobnie jak w Muzeum Roztoczańskiego Parku Narodowego.

Pomysł jest bardzo klimatyczny, ale momentami mieliśmy wrażenie, że wszystkiego jest trochę za dużo naraz. Lektor opowiada, gabloty się podświetlają, wokół pełno tabliczek i eksponatów, a po chwili wszystko znowu gaśnie i przechodzimy dalej. Trudno jest wrócić do tematu, który nas zaciekawił.

Największe wrażenie robi na nas meteoryt żelazny mający około 4,5 miliarda lat, opisany jako najstarszy znany obiekt Układu Słonecznego. Ma niesamowitą fakturę. Szaro-grafitową powierzchnię przecinają charakterystyczne linie i wzory przypominające geometryczne struktury, podobne do trójkątów, Maciejowi kojarzy się z trójkątem Sierpińskiego.

Obok znajdują się różne minerały: hematyt, sferosyderyt czy piryt. Znowu najbardziej przyciągają nas ich faktury i kolory. Przywołują skojarzenia z Muzeum w Miedziance.

W kolejnej gablocie oglądamy kopię sztyletu z grobu Tutanchamona. Na ścianach pojawiają się schematy, opisy procesów i kolejne informacje dotyczące żelaza oraz jego znaczenia dla dawnych kultur.
Barbarzyńcy i Rzymianie
Wchodzimy do sali przedstawiającej dwa światy: barbarzyńców tworzących ośrodki hutnicze i świat starożytnego Rzymu. To chyba najbardziej immersyjna część całego muzeum.

Ekspozycje są tutaj naprawdę świetnie przygotowane. Kolejno podświetlają się realistyczne postacie barbarzyńcy i Rzymianina. Patrzymy na stroje, broń i twarze. Najbardziej zaskakują nas detale. Skórzane buty, żyły na rękach, włosy na ciele, malowanie twarzy. Wszystko wygląda bardziej jak scena z filmu niż muzealny manekin.

Dalej we wnęce pojawia się rekonstrukcja rzymskiego atrium z urzędnikiem. Patrzymy na wyświetlone kolorowe ściany, niebieskie niebo, a podłoga przypomina prawdziwą mozaikę. W miejscu jakim stoimy, przejściu, podłogę uformowano na kształt rzymskiego bruku. Światło, kolory i poczucie bruku pod nogami dają dużo radości podczas zwiedzania.

Po drugiej stronie znajduje się duża diorama przedstawiająca las i chatę kultury przeworskiej. Patrzymy na chatę ze słomianym dachem oraz kobietę tkającą materiał. Przyglądamy się detalom wyposażenia i samej konstrukcji budynku. Dach wygląda niesamowicie realistycznie. Przyrząd tkacki podświetla się w pewnym momencie i chata wypełnia się jasnym światłem, też bardzo przyjemny moment.

Za chatą stoi mielerz i prażak. Dowiadujemy się, że mielerz służył do wypalania węgla drzewnego i był szczelnie przykrywany ziemią oraz darnią, a prażak wykorzystywano do wstępnego oczyszczania rudy żelaza poprzez obróbkę termiczną. Zupełnie nowe dla nas informacje, podane w bardzo prosty sposób.

Wykopalisko i film 3D
Stajemy przy wykopalisku archeologicznym in situ ogrodzonym szklaną barierką, na przeciwko nas jest ekran, który wyświetla kolejny film 3D: Piecowisko.

To chyba bardziej dynamiczny film niż poprzedni, kolory są jaskrawe, szybko się zmieniają, zwłaszcza w pierwszej połowie akcja i sceneria szybko się zmienia. Dla osób z zaburzeniami neurologicznymi może być nieprzyjemny, wywołuje uczucie lekkich mdłości, bólu głowy czy przebodźcowania, ale trwa krótko. Film pokazuje zmieniający się klimat i rozwój hutnictwa na tych terenach, zmiany osadnicze. Najbardziej zapamiętujemy przechodzące w tle mamuty, łosia ryczącego na nas oraz brązową krowę.

Bardzo ciekawie pokazano też sam proces działania pieców dymarskich i produkcji żelaza. Animacja z mężczyznami tworzącymi piece jest pełna detali, przyjemnie się ją ogląda.

Po seansie zerkamy niżej do wykopaliska. Widać tam nieregularne, okrągłe pozostałości po dawnym wypalaniu żelaza. Obok przeciwległej ściany rozłożono także fragmenty żużli i innych pozostałości po wypalaniu żelaza, a wszystko to na tle rozległego widoku na góry świętokrzyskie.
Starożytne piece
Kolejna sala poświęcona jest piecom hutniczym. Pokazano tutaj piece jednorazowe używane przez dawnych hutników świętokrzyskich, a także większą konstrukcję wielokrotnego użytku. Znowu wszystko połączono z projekcjami i efektami świetlnymi. Widać animacje działania pieców, unoszącą się parę i rozgrzane wnętrza konstrukcji. Niestety animacja szybko się kończy i ekspozycja staje się ciemna.

Obok siedzi postać kowala. Ponownie zaskakują nas detale wykonania. Mięśnie, żyły, włosy, bardziej przypomina postać z filmu niż klasyczną muzealną figurę.

Same piece też robią wrażenie swoją fakturą i wielkością, ale tutaj szczególnie przeszkadza nam tempo zwiedzania. Ekspozycje szybko gasną.

W gablotach znajdują się fragmenty narzędzi, naczyń, strojów i żelaznych przedmiotów znalezionych podczas badań archeologicznych. Dodatkowo informacji na tabliczkach jest naprawdę dużo. W pewnym momencie przestajemy nadążać z czytaniem.


Mamy wrażenie, że to muzeum najlepiej zwiedzać albo bardzo powoli, robiąc zdjęcia tabliczkom i wracając do nich później, albo z przewodnikiem.

Badania naukowe
Ostatnia część wystawy stałej skupia się bardziej na współczesnych badaniach nad starożytnym hutnictwem.

Pojawiają się mapy, na przykład o centrach hutniczych, ośrodkach wydobycia żelaza i podsumowanie dotychczasowej wiedzy archeologicznej. To już dużo bardziej naukowa i merytoryczna część wystawy. Dla nas okazała się trochę mniej angażująca po wcześniejszych, bardzo widowiskowych ekspozycjach.

Stoły multimedialne
Na końcu oglądamy jeszcze multimedialne stoły przedstawiające mapy i rozwój hutnictwa na terenach świętokrzyskich.

Mapy wyświetlane są na pofałdowanych powierzchniach przypominających teren. Kolorowe warstwy nakładają się na siebie, pokazując rozwój ośrodków hutniczych.

Po zakończeniu projekcji pojawiają się też bardziej humorystyczne grafiki, co trochę rozluźnia bardzo naukowy klimat końcówki zwiedzania.

Tablice pamiątkowe i zdjęcia
Na sam koniec oglądamy jeszcze tablice upamiętniające osoby związane z badaniami nad starożytnym hutnictwem oraz historyczne fotografie regionu.

Najbardziej przyciągają nas stare zdjęcia przedstawiające drewnianą architekturę, dawne zabudowania i miejsca związane z wydobyciem żelaza. To zupełnie inny klimat niż nowoczesne ekspozycje wcześniej, ale dobrze domyka całą historię tego miejsca.

Nasza perspektywa
Co cieszy
- bardzo immersyjne ekspozycje
- realistyczne postacie i dioramy
- świetnie wykonane filmy 3D
- ciemny, klimatyczny sposób minimalizowania wpływu otoczenia na ekspozycję
- możliwość zobaczenia wykopaliska in situ
- połączenie archeologii, historii i geologii
Co męczy
- szybkie tempo zwiedzania
- trudność w jednoczesnym słuchaniu, czytaniu i oglądaniu eksponatów
- gasnące ekspozycje zanim zdążyliśmy obejrzeć detale
- duża ilość informacji naraz
- końcowe bardziej naukowe fragmenty są trochę przeciągnięte
Spacer czy wyzwanie?
To muzeum bardziej angażuje głowę niż nogi. Sama ekspozycja jest bardzo nowoczesna, efektowna i pełna bodźców. Światła, ciemne sale, dźwięki, lektor, filmy 3D i szybko zmieniające się ekspozycje sprawiają, że momentami można poczuć lekkie przebodźcowanie.
Jednocześnie to jedno z ciekawszych muzeów tematycznych, jakie ostatnio odwiedziliśmy. Zdecydowanie nie jest to klasyczne „oglądanie gablot”.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Chyba tak, ale następnym razem chętnie spróbowalibyśmy zwiedzania z przewodnikiem albo wrócili bardziej skupieni na konkretnych fragmentach ekspozycji.
To muzeum zrobiło na nas dużo większe wrażenie, niż się spodziewaliśmy. Szczególnie pod względem klimatu i sposobu pokazania historii. Bardziej przypominało momentami nowoczesną wystawę immersyjną niż klasyczne muzeum archeologiczne.
Parking
- Parking przy muzeum – nieduży i bezpłatny parking dla zwiedzających. Zmieści się na nim tylko 5-6 pojazdów.
- Parking przy Parku Legend – większy parkingowy. Również bezpłatny. Wiedzie z niego ścieżka spacerowa do muzeum.
- Parking pod karczmą – bardzo duży, ale i płatny parking. Cześć parkingu posiada nawierzchnie utwardzaną, a część to łąka przeznaczona do parkowania.
Mapa

Trasa: Po ośrodku oprowadza automatyczny lektor, a omawiane gabloty i dioramy są podświetlane automatycznie.
Cywilizacja
- Muzeum – kasa biletowa w której można płacić kartą. Wieszaki na ubrania. W muzeum są również toalety udostępnione bezpłatnie dla zwiedzających.
- Parking pod karczmą – bardzo duży, ale i płatny parking. Cześć parkingu posiada nawierzchnie utwardzaną, a część to łąka przeznaczona do parkowania.

































Dodaj komentarz