droga pielgrzyma, punkt widokowy na gołoborze i ścieżki przyrodnicze
Wspomnienia z trasy
Niedziela. Dzień wcześniej, zamiast wejścia na Święty Krzyż, odwiedziliśmy Park Legend w Nowej Słupi i Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi, bo deszcz skutecznie wygonił nas spod szlaku. Dzisiaj pogoda nadal jest daleka od idealnej, ale właśnie takiego klimatu nam się trochę chciało: deszczowego, mglistego, cichego wejścia na Łysą Górę.
Jest około 10 stopni, bardzo pochmurno, a szczyty Gór Świętokrzyskich są zanurzone w chmurach. Nie pada, ale wilgoć osadza się na ubraniach, okularach i włosach. Wszystko jest mokre, śliskie i ciemniejsze niż zwykle. Na parkingu prawie pusto, większość straganów zamknięta. Zupełnie inny klimat niż w sezonie, kiedy to miejsce potrafi być głośne i pełne ludzi.
Nasze najprzyjemniejsze wejście odbyliśmy w podobnych warunkach, po deszczowej ulewie, wchodząc sami jedynie z towarzystwem uroczej pani fotograf, która zapytała nas czy może zrobić zdjęcie naszych plecaków, kontrastujących z mglistym lasem.
Emeryk
Zanim ruszamy na szlak, podchodzimy do figury Emeryka. Legenda jest nam dobrze znana, a dzień wcześniej przypomnieliśmy ją sobie jeszcze w Park Legend w Nowej Słupi. Według opowieści świat skończy się wtedy, kiedy zaklęty w kamień pielgrzym dotrze na Łysą Górę, a co roku przesuwa się o ziarnko piasku.

Ta rzeźba zawsze nas zatrzymuje. Jest zniszczona, zatarta, ledwie widać w niej kształt człowieka. Ręce i twarz są już zupełnie niewyraźne, jakby czas powoli zabierał jej szczegóły. Bardziej jakby to ziarnko piasku było mu odbierane z figury. A jednak ma w sobie coś ciepłego i rozczulającego.
Droga Pielgrzyma
Przechodzimy przez drewnianą bramę, kupujemy bilety w kasie i zaczynamy podejście Drogą Pielgrzyma. Bilety można kupić też online, ale tym razem robimy wszystko tradycyjnie, na miejscu.

W innym artykule opisywaliśmy już nasz ulubiony sposób wejścia na Łysą Górę, czyli czerwoną ścieżkę przyrodniczą „Śladami czarownic”, która prowadzi z drugiej strony i dopiero później łączy się z Drogą Pielgrzyma. Tym razem wybieramy klasykę: kamienie, schody, stacje drogi krzyżowej i proste, strome podejście, które wydaje się prowadzić niemal jedną linią pod górę, tylko czasem delikatnie zakręcając.

Po drodze dołącza do nas pani Danuta, która tworzy przepiękny patchwork i dzięki temu mamy bardzo miłe towarzystwo aż do końca Drogi Pielgrzyma. Wchodzimy powoli, robiąc zdjęcia, rozmawiając i co jakiś czas lekko ślizgając się na mokrych kamieniach.


Las jest niesamowity. Z drzew kapie woda, pnie mają intensywny, ciemny kolor, jakby nasiąkły deszczem do środka. Mech świeci mocną zielenią, niskie rośliny kontrastują z błotem, mokrą ziemią i ciemnymi kamieniami. Mijamy kolejne stacje drogi krzyżowej, trochę błota, wystające kamienie i w końcu docieramy do schodów.

Stopnie pokonujemy powoli, przystając i rozmawiając. Idziemy właściwie w chmurze. Ubrania szybko nasiąkają wilgocią, wiatr strąca krople z gałęzi, okulary pokrywają się wodą. Jest ślisko, mokro i bardzo nastrojowo.

Po około 40 minutach docieramy do wału kultowego i miejsca, gdzie Droga Pielgrzyma łączy się z czerwoną ścieżką. Ławki są mokre, nasiąknięte wodą, więc nawet nie próbujemy siadać. Po drodze minęły nas tylko dwie pary i biegacz. Zwykle Droga Pielgrzyma bywa zatłoczona, ale tego dnia jest prawie pusta.

Wał kultowy to pas wykonany z kamienia, który nie jest zbyt widoczny na pierwszy rzut oka. Nie jest też znana jego geneza ani funkcja, może miał znaczenie obronne a może religijne. Czerwona ścieżka bardziej to wyjaśnia.
Święty Krzyż i jarmark
Mijamy kapliczkę, o której pisaliśmy już w innym artykule, i na wypłaszczeniu nagle docierają do nas dźwięki muzyki rozrywkowej. Przypominamy sobie, że tego dnia odbywa się jarmark. Strasznie nas to wybija z nastrojowej i refleksyjnej atmosfery panującej na drodze pielgrzyma.

We mgle zaczynają majaczyć stragany, scena i ludzie przygotowujący się do występów. Turystów prawie nie ma, więc wszystko wygląda trochę absurdalnie. Puste stoiska, muzyka, mgła i brak widocznego klasztoru tworzą klimat prawie jak z filmu o mglistej apokalipsie.

Ten ostatni odcinek do Świętego Krzyża w słoneczny dzień potrafi się dłużyć. Słońce grzeje w kark, idzie się odkrytą drogą, człowiek czeka tylko na cień, a do tego jest całkiem stromo i ostro pod górę. Tym razem jest zupełnie inaczej: zimno, mokro, wietrznie i biało dookoła.

Podchodzimy pod bramę klasztoru. Dopiero z bliska widać ściany, które wyżej znikają w chmurach. Jest większy ruch, ale nie turystyczny. Mijają nas elegancko ubrani ludzie, docierają do nas dźwięki mszy. Wchodzimy cicho i kierujemy się do kawiarni i toalet. Samo zwiedzanie Świętego Krzyża opisaliśmy szerzej w innym artykule, więc tym razem traktujemy to miejsce bardziej jako przystanek w drodze. W kawiarni zaskakująco nie ma zbyt wielu klientów.

Później ruszamy dalej, w stronę punktu widokowego. Tam ludzi jest już trochę więcej, a część straganów za klasztorem działa mimo pogody.
Punkt widokowy
Przy wejściu na punkt widokowy kupujemy osobne bilety. To ważne, bo bilet na szlak nie obejmuje tej części. Podchodzimy do tabliczki z nazwą szczytu: Łysa Góra, 595 m n.p.m.

Poniżej znajdują się informacje o miejscu, wieży radiowo-telewizyjnej i muzeum Świętokrzyskiego Parku Narodowego w klasztorze. Muzeum niestety jest zamknięte w weekendy, co wcześniej sprawdziliśmy w internecie, ale planujemy kiedyś wrócić specjalnie dla niego.

Ławki i stoły piknikowe są całe mokre. Idziemy dalej na punkt widokowy. Wieje mocno, wiatr tarmosi gałęzie drzew. Schodzi się metalowymi schodkami z kratownicy, a pod stopami widać gołoborze.

Na samym punkcie widokowym horyzont właściwie znika. Gołoborze i horyzont toną we mgle. Są tabliczki z panoramą i informacje o gołoborzu, ale tym razem można tylko żartować, że widoki są naprawdę piękne, tylko bardzo dobrze ukryte.

Nie zostajemy długo. Wilgoć szybko pokrywa okulary i ubrania, a wiatr nie zachęca do dłuższego stania.

Pośród szumu świętokrzyskich jodeł i buków
Z punktu widokowego wchodzimy na ścieżkę przyrodniczą „Pośród szumu świętokrzyskich jodeł i buków” oznaczoną niebieskim kolorem. To równoległa trasa do asfaltowej drogi oznaczonej jako czerwony szlak turystyczny, obie prowadzą do Huty Szkła. Czerwonym szlakiem poruszają się również pojazdy, w tym meleksy. My planujemy zakończyć ścieżkę wcześniej, by zrobić pętlę z powrotem do parkingu.

Tutaj od razu robi się bardziej dziko. Teren jest zróżnicowany, kamienie ostre i śliskie wystają z błota, korzenie są mokre od wody. Trzeba patrzeć pod nogi, bo łatwo źle stanąć. Za to drzewa są bajeczne. Z jednej strony pnie są mocno nasiąknięte wodą, z drugiej jakby bardziej suche, przez co mają dwa odcienie.

Jest mgliście i bardzo klimatycznie. Droga wije się w dół, mokre gałęzie zaczepiają nas za kurtki i plecaki, a jaskrawozielone nowe przyrosty jodeł pięknie kontrastują ze starszymi, ciemnymi igłami. Nie spotykamy nikogo. Idziemy powoli, patrząc w górę na lekko bujające się wierzchołki drzew, mleczne niebo i mgłę osiadającą między pniami.

Przechodzimy przez jedno z naszych ulubionych miejsc na tej trasie: poszerzenie ścieżki z ławkami ustawionymi w kole, trochę podobne do miejsca przy wale kultowym. Oczywiście wszystko jest mokre, więc nie siadamy, ale zatrzymujemy się na chwilę.

Czytamy tabliczkipo drodze. Dowiadujemy się m.in., że Stefan Żeromski napisał poemat o tutejszych górach i lasach, który nazwał „Puszcza Jodłowa”, a w 1925 roku Kołodziejczyk sugerował, by z puszczy jodłowej utworzyć park narodowy imienia Żeromskiego. Inne tabliczki opowiadają o martwym drewnie, czyli jednym z naszych ulubionych tematów w lesie: o tym, że śmierć drzewa nie jest końcem, tylko początkiem kolejnego życia. Jest też informacja o ptakach, w Świętokrzyskim Parku Narodowym stwierdzono aż 137 gatunków. Czytamy również o piętrach lasu oraz o tym, że jodła zajmuje około 38% powierzchni parku, a buk około 33%.


Idziemy dalej w ciszy, przy pięknym ptasim śpiewie. To zdecydowanie najprzyjemniejszy fragment całego dnia.
Na Przełęcz Hucką
Docieramy do tabliczki o sowach. Czytamy, że najmniejszą sową w Polsce jest sóweczka, którą wiosną można usłyszeć właśnie tutaj. Zgodnie z oznaczeniami odbijamy na kolejną ścieżkę i skręcamy w prawo. Las wydaje się jeszcze bardziej mglisty. Przed nami serpentyna schodząca w dół, z wieloma zakrętami. Schodzi się bardzo przyjemnie, choć miejscami jest ślisko od wody. Czasem mocniej wchodzimy w chmury, czasem mgła trochę się rozrzedza.

To podejście w drugą stronę, pod górę, bywa naprawdę męczące, kiedyś szliśmy je latem i dobrze to pamiętamy. Tym razem mamy luksus schodzenia.

Zatrzymujemy się przy kolejnych tabliczkach. Jedna z nich opowiada o dymarkach i piecach hutniczych znajdowanych w okolicy, czyli dokładnie o tym, czego dzień wcześniej dowiedzieliśmy się w Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi. Bardzo lubimy takie momenty, kiedy miejsca zaczynają się ze sobą łączyć.

Droga niesamowicie nas cieszy. Ciemna, brązowa, miejscami błotnista ścieżka, zeszłoroczne pomarańczowo – brązowe liście na ziemi, jasnozielone rośliny po deszczu, mchy i mgła. Ptaki śpiewają coraz głośniej, a my mamy wrażenie, że to dokładnie taki spacer, jakiego potrzebowaliśmy.
Śladem kolejki wąskotorowej
Na dole docieramy na ścieżkę „Śladem kolejki wąskotorowej”. To szeroka, prosta trasa pieszo-rowerowa łącząca okolice Nowej Słupi i Świętej Katarzyny. Całość ma około 16 km, ale nam zostaje do parkingu nieco ponad 3 km.

Na początku ta część też jest bardzo malownicza. Las wyraźnie się zmienia, rowami płyną małe źródełka, paprocie są bujniejsze, zieleń intensywniejsza, więcej roślin rośnie przy ścieżce. Później mgła i chmury zostają wyżej, powietrze robi się bardziej suche, ściółka mniej porośnięta, drzewa ciemniejsze. Droga jest prosta i dość monotonna, ale wygodna do powrotu.

Po drodze mijamy dwie pary. Docieramy do wiaty turystycznej ze stołami piknikowymi, gdzie inni odpoczywają, ale my nie zostajemy długo. Mamy stosunkowo blisko do parkingu.

Ostatni kilometr trasy zmienia charakter. Droga robi się bardziej wymagająca, zaczyna meandrować, zawijać, lekko piąć się pod górę. Jest mniej równa, bardziej kamienista i pofałdowana. Idziemy dość szybko, ale ostrożnie, bo kamienie nadal są śliskie.

Po drodze czytamy tabliczki o historii kolejki wąskotorowej. Budowę rozpoczęto w 1918 roku, a kolejkę zlikwidowano w 1972. Transportowano nią m.in. rudy żelaza wydobywane w okolicy. W 1936 roku przewieziono tędy aż 30 tysięcy ton pirytu. Na trasie można odbić też do dawnego kamieniołomu, ale dziś jest już tak zarośnięty, że niewiele widać.

Po lewej stronie pojawiają się łąki i zabudowania, idziemy brzegiem lasu. Docieramy do wychodni skalnej, porośniętej mchem, kamienistej formacji, bardzo charakterystycznej dla tych okolic. Tabliczka przypomina, że wychodnie skalne i gołoborza są tutaj stałym elementem krajobrazu. To górnokambryjskie piaskowce kwarcytowe. Dawno temu było tu płytkie, chłodne morze. Dzisiaj morza nie ma, za to skały przypominają jego historię.

Zaraz za wychodnią skalną widać wycięte drzewa i kasę biletową. Zupełnie inaczej zapamiętaliśmy jej okolice. Wcześniej wysokie drzewa zasłaniały widok na wejście do parku niemal do ostatnich metrów. Przechodzimy przez bramę po około 10 km zamykając pętlę.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- mgła i chmury tworzące niesamowity klimat
- prawie pusta Droga Pielgrzyma
- mokry, ciemny las i intensywnie zielony mech
- tabliczki edukacyjne
- cisza i brak tłumów
Co męczy
- śliskie kamienie i korzenie
- mokre ubrania i okulary
- brak widoków na punkcie widokowym
- część trasy powrotnej była dość monotonna
- ławki i miejsca odpoczynku kompletnie mokre
Spacer czy wyzwanie?
To trasa, która ma około 10 km i zdecydowanie nie jest tylko krótkim podejściem na Święty Krzyż. Samo wejście Drogą Pielgrzyma jest dość proste orientacyjnie, ale strome, kamieniste i przy mokrej pogodzie śliskie. Największym wyzwaniem okazały się jednak późniejsze fragmenty leśnych ścieżek, korzenie, błoto, mokre kamienie i konieczność ciągłego patrzenia pod nogi (ścieżka na Przełęcz Hucką). Jednocześnie to jedna z najprzyjemniejszych pętli, jakie można zrobić w tej okolicy, chociaż bardziej polecamy wchodzić czerwoną ścieżką przyrodniczą, łagoniejsze podejścia, nieco dłuższa, mniej ludzi i tabliczki informacyjne.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Oczywiście. Łysa Góra w deszczu, mgle i chmurach ma dla nas zupełnie wyjątkowy klimat. Może nie ma wtedy widoków, może wszystko jest mokre i śliskie, ale właśnie wtedy las robi się najbardziej „nasz”. Mokre jodły, buki, mech, paprocie i cisza robią więcej niż najlepsza panorama.
Parking
- Parking pod karczmą – bardzo duży, ale i płatny parking. Cześć parkingu posiada nawierzchnie utwardzaną, a część to łąka przeznaczona do parkowania.
Mapa

Trasa: Parking – Z parkingu skręcamy w prawo i idziemy drogą pod górę aż miniemy karczmę – Przechodzimy przez bramę rezerwatu, a za nią kasę (można płacić kartą) i zarazem punkt sprawdzania biletów – Wybieramy szlak na wprost (niebieski) – Idziemy cały czas prosto i pod górę – Wchodzimy po schodach (to ostatni stromy odcinek) i wychodzimy na polanę z której widać już klasztor – Przechodzimy przez bramę klasztorną i mijamy budynki sakralne aż wyjdziemy na drogę asfaltową (polecamy zwiedzić klasztor – jest tam muzeum misyjne i liczne tabliczki informacyjne) – Mijamy wieże transmisyjną i zaraz za nią skręcamy w prawo przez bramę i wychodzimy na punk widokowy na gołoborzu – Po obejrzeniu widoków na punkcie widokowym wracamy do drogi asfaltowej i zaraz za bramą skręcamy jeszcze raz w prawo (uwaga, łatwo pominąć to zejście) – Idziemy cały czas drogą wśród drzew. Co jakiś czas będziemy mijali tabliczki informacyjne i ławeczki – Dochodzimy do przełęczy u której podnóża jest znak z rozwidleniem szlaku. My skręcamy w prawo na szlak czarny – Schodzimy krętą drogą w dół aż dojdziemy do szerokiej drogi na jej końcu – Skręcamy w prawo – Idąc cały czas tą drogą dojdziemy do bramy parku a stąd do parkingu.
Cywilizacja
- Parking – obok parkingu znajduje się karczma.
- Brama do Parku Narodowego – kasy (można płacić kartą). Toaleta oraz toalety mobilne (obie czynne tylko w okresie od kwietnia do października).
- Klasztor – dostępne są punkty gastronomiczne (na zewnątrz jak i w środku), oraz w płatna toaleta (w środku).
- Gołoborze – kasa (można płacić kartą) i punk sprawdzania biletów. Dostępne są również toalety mobilne.
Linki
- Świętokrzyski Park Narodowy
- Na przełęcz Hucką
- Pośród szumu świętokrzyskich jodeł i buków – niebieska
- Śladem kolejki wąskotorowej




















































































Dodaj komentarz