oddział Muzeum Rzemiosła w domu pod zegarem
Wspomnienia z wycieczki
Po spacerze do Wodospadu Trzy Wody w Komborni wracamy do Krosna i mamy jeszcze trochę czasu. Niedaleko naszego noclegu znajduje się Fabryka Zegarów Wieżowych, więc właściwie bez większego planowania postanawiamy zajrzeć. Muzeum niedawno ponownie otwarto po remoncie, a my zupełnie nie wiemy, czego się po nim spodziewać.

Na miejscu trafiamy na bardzo miłe oprowadzanie. Szybko okazuje się też, że nie będzie to muzeum, w którym ogląda się wyłącznie stare zegary stojące za szybą. Ekspozycja prowadzi nas najpierw przez sam temat czasu, później pozwala poznać rodzinę Mięsowiczów, a dopiero potem pokazuje fabrykę, jej maszyny i zegary, które tutaj powstawały.
Czym właściwie jest czas?
Zwiedzanie zaczynamy w niebieskiej sali poświęconej czasowi i sposobom jego mierzenia. Są tutaj klepsydry i zegar wodny, ale szybko okazuje się, że znacznie więcej czasu spędzimy przy interaktywnych stanowiskach.

Jedno z nich sprawdza nasze własne poczucie czasu. Mamy ocenić, kiedy minęło dokładnie 30 sekund, bez patrzenia na zegarek. Niby banalne zadanie, dopóki człowiek nie zacznie świadomie odliczać i zastanawiać się, czy właśnie minęło 20, 30, a może już 40 sekund.

Takich eksperymentów jest więcej. Możemy sami sprawdzać, uruchamiać i testować kolejne elementy wystawy. Podoba nam się również globus pokazujący zmieniające się strefy czasowe. Pomiędzy bardziej technicznymi zagadnieniami pojawiają się też filozoficzne cytaty dotyczące czasu, więc ekspozycja nie odpowiada tylko na pytanie, jak go mierzymy, ale trochę prowokuje do zastanowienia się, czym właściwie jest.

To zdecydowanie jedna z tych sal, przez które można przejść szybko, ale można też zacząć bawić się kolejnymi stanowiskami i nagle odkryć, że spędziło się tutaj całkiem sporo… czasu. W muzeum zegarów chyba trudno o bardziej odpowiedni problem.

W domu Mięsowiczów
Druga sala zupełnie zmienia charakter wystawy. Z historii mierzenia czasu przechodzimy do historii ludzi.

Na środku znajduje się stół z ekranami, na których można poznawać kolejne fragmenty historii fabryki i rodziny Mięsowiczów. Znacznie bardziej podobają nam się jednak elementy przypominające wyposażenie dawnego domu.

Jest sekretarzyk z otwieranymi szafeczkami, a w nich fotografie, niewielkie przedmioty i związane z nimi historie. Zaglądamy oczywiście do kolejnych przegródek. Trafiamy między innymi na starą pluszową małpkę, są też przedmioty codziennego użytku: akcesoria do pielęgnacji do włosów. Pojawia się też kredens, młynek do kawy i niewielkie aranżacje przypominające trochę domek dla lalek.

Dzięki temu Mięsowicz przestaje być tylko nazwiskiem właściciela fabryki i datą w historii krośnieńskiego przemysłu. Zaczynamy zaglądać do zwyczajnego życia jego rodziny.

Można również usiąść na kanapie i posłuchać wspomnień wnuczki Michała Mięsowicza. W biblioteczce znajdujemy natomiast fotografie ożywione za pomocą animacji. I odkrywamy bardzo ważny szczegół z życia rodziny. Byli kociarzami. Od razu czujemy pewną więź. Cała sala ma bardzo ciepły, domowy charakter.

15 minut o czasie, które mija zaskakująco szybko
W kolejnej sali siadamy aby obejrzeć film. Trwa około 15 minut i występuje w nim Bartłomiej Topa. Opowieść łączy temat czasu z historią Michała Mięsowicza i jego fabryki. Początkowo piętnaście minut wydaje nam się całkiem długie jak na muzealny film, ale ogląda się go naprawdę dobrze i czas mija zaskakująco szybko.
Co w tym muzeum wydaje się wyjątkowo na miejscu. Jest jeszcze drugi, niemy film. Tutaj musimy przyznać, że nasza muzealna cierpliwość osiąga limit i nie oglądamy go w całości.

W tej części możemy również zobaczyć mechanizm zegara znajdującego się na fasadzie Domu pod Zegarem. Zegar nadal działa, a jego mechanizm jest regularnie nakręcany. Dopiero kiedy widzimy go z bliska, zaczynamy doceniać, ile elementów musi ze sobą współpracować, żeby na zewnątrz dwie wskazówki po prostu pokazywały właściwą godzinę.
Fabryka zaczyna pracować
Później schodzimy na dół i tutaj trafiamy do części, na którą chyba najbardziej czekaliśmy. Maszyny. Nie stoją wyłącznie jako nieruchome eksponaty. Obsługa muzeum uruchamia je podczas oprowadzania, dzięki czemu możemy zobaczyć i usłyszeć, jak pracowały urządzenia wykorzystywane w fabryce.

Od razu robi się głośniej, mechanizmy zaczynają się obracać i nagle łatwiej wyobrazić sobie, że kiedyś naprawdę był tutaj zakład produkcyjny.

Oglądamy również biurko z napędem nożnym, a przy okazji poznajemy kolejne fragmenty rodzinnej historii. Dowiadujemy się między innymi więcej o żonie Michała Mięsowicza, która również zdobyła kwalifikacje zegarmistrzowskie. Bardzo podoba nam się, że historia fabryki nie została sprowadzona wyłącznie do jednej osoby.

Gdzie trafiły zegary z Krosna?
Obok maszyn znajdują się makiety wież, do których trafiały mechanizmy produkowane w Krośnie. Przy każdej możemy sprawdzić, gdzie znajduje się konkretny obiekt i poznać jego historię. I chyba właśnie wtedy najlepiej dociera do nas skala działalności fabryki.
Zegary powstające w tym niewielkim zakładzie trafiały na wieże w różnych miastach, np we Lwowie, w Lublinie czy w Krakowie, a część z nich nadal działa. Zupełnie inaczej patrzy się później na zegar na kościele czy ratuszu, wiedząc, jak wygląda ukryty gdzieś wewnątrz mechanizm i ile pracy wymagało jego wykonanie.
Zegary duże, małe i bardzo ozdobne
Na koniec trafiamy do sali, która najbardziej przypomina klasyczną muzealną ekspozycję, chociaż po wcześniejszych interaktywnych pomieszczeniach wcale nam to nie przeszkadza. Tutaj królują już zegary.

Duże i małe, proste i bardzo dekoracyjne, eleganckie zegary gabinetowe, bogato zdobione obudowy i różne mechanizmy. Po wcześniejszej historii fabryki patrzymy na nie trochę inaczej. Nie są już tylko ładnymi przedmiotami. Wiemy trochę więcej o ludziach, którzy je konstruowali, narzędziach, których używali, i mechanizmach ukrytych pod ozdobnymi obudowami.
Muzeum, do którego trafiliśmy przypadkiem
Całe zwiedzanie ma bardzo przyjemną, ciepłą atmosferę. Duża w tym zasługa osób, które nas oprowadzały i zwracały uwagę na rzeczy, które sami prawdopodobnie byśmy przeoczyli.

Podoba nam się również sposób przygotowania nowej ekspozycji. Jest dużo multimediów i interaktywnych zadań, np możliwość złożenia mechanizmu zegarowego na dotykowym ekranie, czy też przejście „egzaminu na zegarmistrza”, ale nie przykrywają one historii. Możemy coś nacisnąć, otworzyć szufladkę czy przeprowadzić eksperyment, a za chwilę usiąść na kanapie i posłuchać rodzinnych wspomnień albo zobaczyć działający stary mechanizm.
Przyszliśmy tutaj właściwie dlatego, że muzeum znajdowało się blisko naszego noclegu. Wyszliśmy z poczuciem, że przypadkiem trafiliśmy do jednego z ciekawszych miejsc, jakie odwiedziliśmy w Krośnie. I oczywiście z nową wiedzą, że rodzina Mięsowiczów lubiła koty. Nie twierdzimy, że miało to wpływ na naszą ocenę muzeum, ale na pewno nie zaszkodziło.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- Bardzo miłe oprowadzanie i mnóstwo ciekawostek przekazywanych podczas zwiedzania.
- Dużo interaktywnych elementów, które pozwalają nie tylko oglądać, ale też eksperymentować i sprawdzać własne poczucie czasu.
- Świetnie przygotowana pierwsza sala poświęcona czasowi i różnym sposobom jego mierzenia.
- Domowa część wystawy, dzięki której poznajemy rodzinę Mięsowiczów nie tylko przez daty i dokumenty, ale też przez ich przedmioty i wspomnienia.
- Możliwość otwierania szufladek i szafek oraz odkrywania ukrytych w nich historii.
- Wspomnienia wnuczki Michała Mięsowicza, których można posłuchać, siedząc na kanapie.
- Działający mechanizm zegara z fasady Domu pod Zegarem. U
- ruchamiane przez obsługę dawne maszyny – zdecydowanie ciekawsze niż oglądanie nieruchomych eksponatów.
- Makiety wież i możliwość sprawdzenia, gdzie trafiły zegary wyprodukowane w Krośnie.
- Informacja, że część tych mechanizmów nadal działa.
- Ostatnia sala pełna bardzo różnych, często pięknie zdobionych zegarów.
- Ciepła atmosfera całej wystawy i sporo drobnych detali, które sprawiają, że chce się zaglądać w kolejne zakamarki.
- Odkrycie, że Mięsowiczowie byli kociarzami. Oczywiście bardzo ważny punkt.
Co męczy
- Drugi, niemy film nie utrzymał naszej uwagi tak dobrze jak wcześniejsza produkcja z Bartłomiejem Topą.
- Przy tak dużej liczbie interaktywnych elementów łatwo spędzić w pierwszych salach znacznie więcej czasu, niż początkowo się planowało.
Spacer czy wyzwanie?
Tym razem ani jedno, ani drugie, raczej podróż w czasie. Fabryka Zegarów Wieżowych jest jednym z tych muzeów, w których trudno tylko przejść od gabloty do gabloty. Co chwilę trzeba coś otworzyć, uruchomić, sprawdzić albo posłuchać kolejnej historii. Dzięki temu nawet osoby, które wcześniej niespecjalnie interesowały się zegarmistrzostwem, mogą znaleźć tutaj coś dla siebie.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak, szczególnie że nowa wystawa naprawdę nam się spodobała. Nie wiemy, czy szybko wrócilibyśmy po prostu obejrzeć dokładnie te same eksponaty, ale chętnie zajrzelibyśmy tutaj ponownie przy okazji wystawy czasowej, wydarzenia albo specjalnego oprowadzania. To miejsce, w którym bardzo dużo zależy od opowieści, a nasze oprowadzanie było jednym z największych plusów wizyty.
Przede wszystkim będziemy jednak polecać Fabrykę Zegarów Wieżowych innym. Trafiliśmy tutaj właściwie przypadkiem, bo muzeum znajdowało się niedaleko naszego noclegu, a wyszliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Takie przypadkowe odkrycia lubimy najbardziej.
Parking
- Parking na obrzeżach centrum – kompleks kilku ogromnych i płatnych parkingów. Część z nich posiada parkomaty, gdzie można zapłacić kartą, a cześć posiada obsługę u której zapłacimy gotówką.
Mapa

Trasa: Na wejściu dostajemy krótkie wprowadzenie przez przewodnika, a następnie zwiedzamy obiekt samodzielnie
Cywilizacja
- Krosno – posiada bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną.









Dodaj komentarz