Zamek Dunajec w Niedzicy


zwiedzanie zamku, Wozowni i Spichlerza oraz spacer po zaporze




Wspomnienia z trasy

Skoro nocujemy w Czorsztynie, to po zobaczeniu tamtejszych ruin długo nie trzeba nas namawiać na kolejny zamek. Tym razem ruszamy na drugą stronę Jeziora Czorsztyńskiego, do Niedzicy. Oba zamki dzieli niewielka odległość, ale szybko okazuje się, że ich zwiedzanie wygląda zupełnie inaczej. Czorsztyn przywitał nas ruinami, otwartą przestrzenią i możliwością chodzenia własnym tempem. Zamek Dunajec jest znacznie większy, lepiej zachowany, pełen wyposażonych wnętrz i muzealnych ekspozycji. Jest też zdecydowanie bardziej popularny.

Widać to już na parkingu, gdzie mimo zwykłego dnia roboczego panuje całkiem spory ruch. Im bliżej zamku, tym robi się bardziej turystycznie. Obok kasy pojawiają się budki z jedzeniem, lodami, pamiątkami i oczywiście oscypkami. Jest kolorowo, głośno i trochę chaotycznie, czyli zupełnie inaczej niż lubimy. Na szczęście wystarczy spojrzeć w stronę jeziora, żeby na chwilę o tym zapomnieć. Błękitna woda otoczona zielonymi zboczami wygląda tego dnia przepięknie, a stojący wysoko nad nią zamek robi naprawdę duże wrażenie.

Kilka słów o historii zamku

Historia zamku w Niedzicy sięga XIV wieku. Warownia powstała na terenach należących wówczas do Królestwa Węgier i miała strzec jego północnej granicy oraz ważnego szlaku biegnącego doliną Dunajca. Początkowo zamek był znacznie mniejszy niż obecnie, a jego najstarszą część stanowił dzisiejszy zamek górny. W kolejnych stuleciach zmieniali się właściciele, a wraz z nimi rozbudowywała się sama warownia.

Z zamkiem związane były między innymi rody Zapolyów, Łaskich i Horvathów, których herby zobaczymy później podczas zwiedzania. Z czasem średniowieczna budowla obronna coraz bardziej zmieniała się w wygodną rezydencję, dlatego dzisiaj obok surowych kamiennych wnętrz można oglądać reprezentacyjne komnaty i wyposażenie mieszkalne. Ostatnimi prywatnymi właścicielami zamku była węgierska rodzina Salamonów, która mieszkała tutaj do XX wieku. Ta długa i trochę skomplikowana historia jest zresztą jednym z powodów, dla których wnętrza są tak różnorodne.

Ruszamy zwiedzać Zamek Dunajec

Podchodzimy pod górę i przymierzamy się do zwiedzania. Tym razem nie będziemy chodzić wyłącznie własnym tempem, bo do zamku wchodzimy z przewodnikiem (chociaż jest opcja samodzielnego zwiedzania z mapką). Trafiamy naprawdę dobrze. Nasz przewodnik jest młody, zaangażowany i zamiast zasypywać grupę kolejnymi datami, opowiada o miejscu, dorzuca ciekawostki i legendy. Grupa jest dość liczna, więc w niewielkich pomieszczeniach robi się momentami ciasno, ale samo oprowadzanie zdecydowanie zaliczamy na plus.

Wchodzimy po kamiennych schodach, nad głowami wiszą chorągwie, a wokół zaczynają wyrastać grube zamkowe mury. Co chwilę mamy ochotę gdzieś zajrzeć albo zatrzymać się przy nierównym kamieniu, ale grupa rusza dalej, więc podążamy za nią.

Zaczynamy od podziemi, chociaż określenie może być trochę mylące, bo znajdujemy się wysoko nad poziomem jeziora. Od razu zmienia się atmosfera. Jest ciemniej, chłodniej i zdecydowanie bardziej surowo. Małe pomieszczenia, grube kamienne ściany, sklepienia i niewielkie wnęki sprawiają, że znacznie łatwiej wyobrazić sobie zamek jako dawną warownię niż wygodną rezydencję.

Te komnaty mogły służyć jako schowki lub cele, jest także ślepo zakończona wnęka. I oczywiście pojawia się związana z nią historia o niedokończonym tunelu, który zamiast umożliwiać ucieczkę, miałby prowadzić uciekającego prosto w pułapkę. W podziemiach oglądamy też rekwizyty związane z serialem Janosik kręconym na zamku. Całość jest trochę mroczna, trochę teatralna i zdecydowanie dobrze pasuje do miejsca.

Z surowych wnętrz przechodzimy do bardziej klasycznej części muzealnej. Tutaj czeka makieta zamku, zabytki archeologiczne i herby rodów związanych z jego historią. Po opowieści przewodnika dostajemy chwilę dla siebie, żeby spokojnie obejrzeć ekspozycję, podczas gdy on czeka już na grupę na dziedzińcu. Bardzo nam odpowiada takie tempo. Nie jesteśmy poganiani i możemy na chwilę zatrzymać się przy tym, co akurat zwróci naszą uwagę.

Dziedziniec, kaplica i kolejne zamkowe wnętrza

Wychodzimy na dziedziniec i znowu najpierw patrzymy na same mury. Są wysokie, nierówne i surowe, a nad nimi rozciąga się intensywnie błękitne niebo. Pośrodku znajduje się studnia, przy której zatrzymujemy się na kolejną opowieść przewodnika. Jak przystało na stary zamek, także ona doczekała się własnych legend i właśnie w takich miejscach oprowadzanie zaczyna mieć największy sens. Sama studnia jest ciekawa, ale historia opowiedziana przy niej sprawia, że przestaje być po prostu kolejnym elementem dziedzińca.

Zaglądamy również do kaplicy urządzonej w pomieszczeniu dawnej cysterny. Wysokie kamienne ściany tworzą nietypową przestrzeń, a naszą uwagę od razu przyciąga umieszczona wysoko rzeźba anioła.

Obok znajduje się wystawa czasowa, podczas naszej wizyty poświęcona głównie sztuce sakralnej. Oglądamy ją trochę szybciej i ruszamy dalej.

Przechodzimy krużgankami i wspinamy się do kolejnych pomieszczeń. Zamek zaczyna powoli zmieniać charakter. Kamień nadal jest wszędzie, ale pojawia się coraz więcej mebli, strojów i przedmiotów codziennego użytku. W jednym z pomieszczeń stoi piękny drewniany kredens wypełniony cynowymi talerzami i naczyniami. Są stoły, krzesła, stroje i kolejne detale, przy których chętnie zatrzymalibyśmy się na dłużej.

Chwilę później znowu robi się zupełnie inaczej. Wchodzimy do izby straży, ciemnej, surowej i kamiennej. Na ścianach wiszą skóry i broń, wyposażenie jest proste, a całość ma zdecydowanie bardziej brutalny klimat niż poprzednie pomieszczenia. Tutaj znów łatwo przypomnieć sobie, że nie zwiedzamy pałacu, tylko budowlę, która przez znaczną część swojej historii pełniła również funkcje obronne.

Kontrast robi się jeszcze większy, gdy przechodzimy do sypialni. Zamiast kamienia i broni pojawia się wielkie łoże z baldachimem, ozdobne meble, tkaniny i skrzynie. Jest nawet niewielka przestrzeń pełniąca funkcję dawnej łazienki oraz krzesło toaletowe. Właśnie ta różnorodność najbardziej podoba nam się w zamku. Nie przechodzimy przez dziesięć podobnych sal. Co chwilę zmienia się przestrzeń, światło, wyposażenie i charakter wnętrza.

Z surowych murów do bardziej domowej części zamku

W pewnym momencie wychodzimy na otwartą przestrzeń w części zamku pozbawionej jednej ze ścian. I nagle wszystkie eksponaty schodzą na drugi plan. Przed nami pojawia się Jezioro Czorsztyńskie, intensywnie niebieskie, otoczone zielonymi wzgórzami i oświetlone wrześniowym słońcem. Trudno szybko odwrócić wzrok. Zamek ma fantastyczne położenie i dopiero z jego wyższych części można je naprawdę docenić.

Potem wracamy do wnętrz, ale znowu innych niż wcześniej. Ta część ma znacznie bardziej domowy charakter. Oglądamy meble, fotografie dawnych właścicieli i ich potomków, przedmioty osobiste, szkatułki, okulary i drobiazgi codziennego użytku.

Szczególnie przyciąga nas piękna drewniana szafa, nietypowe azjatyckie krzesło oraz gobelin pełen roślinnych i zwierzęcych motywów.

Lubimy takie fragmenty ekspozycji, bo dzięki nim zamek przestaje być wyłącznie zbiorem dat, nazwisk i kamiennych ścian. Ktoś naprawdę tutaj mieszkał, używał tych przedmiotów, siedział przy tych meblach i patrzył przez okna na otaczające wzgórza. Po ciemnej izbie straży i surowych murach te pomieszczenia wydają się wręcz przytulne.

Na koniec wychodzimy jeszcze na taras widokowy. Pod nami widać niższe partie zamku, dalej jezioro i zielone zbocza. Trafiliśmy na piękną, słoneczną pogodę, więc zdecydowanie nie spieszy nam się z powrotem do środka.

Po zakończeniu oprowadzania nie musimy od razu wychodzić. Możemy jeszcze spokojniej pospacerować po udostępnionej części zamku, wrócić do niektórych miejsc i przyjrzeć się temu, na co podczas przechodzenia z grupą zabrakło czasu. I bardzo dobrze, bo przy naszym tempie zwiedzania zawsze znajdzie się coś, co chcemy obejrzeć drugi raz.

Wozownia i Spichlerz

Sam zamek nie kończy naszego zwiedzania. Na tym samym bilecie możemy jeszcze zajrzeć do Wozowni, gdzie zgromadzono dawne pojazdy konne. Po innych muzeach, które odwiedzaliśmy, nie jest to dla nas ogromna kolekcja, ale i tak oglądamy ją z przyjemnością. Są powozy, bryczki i sanie, a dodatkowej rozrywki dostarczają nam ich nazwy. Kiedy przy jednym z pojazdów czytamy „patelnia”, oczywiście musimy się zatrzymać.

Do Spichlerza trzeba kupić osobny bilet. Budynek znajduje się kawałek dalej od zamku i już sam jego wygląd stanowi przyjemną odmianę po kamiennych murach warowni. Drewniany, stary i zdecydowanie mniej monumentalny kryje niewielką ekspozycję etnograficzną.

W środku znajdujemy dawne narzędzia, garnki, stroje, obrazy, zegary, maszynę do szycia i przedmioty związane z codziennym życiem mieszkańców regionu. Pomieszczenie nie jest duże i zwiedzanie nie zajmuje wiele czasu, ale właśnie dlatego dobrze pasuje jako dodatek do zamku. Po długim zwiedzaniu nie potrzebujemy już kolejnego ogromnego muzeum. Kilkanaście minut wśród starych przedmiotów zdecydowanie nam wystarcza.

Spacer na zaporę

Po wyjściu nie wracamy od razu na parking. Skoro pogoda trafiła nam się tak dobra, idziemy jeszcze w stronę zapory. I zdecydowanie warto zostawić sobie na nią trochę czasu.

Dopiero stąd możemy spojrzeć na całą okolicę z zupełnie innej perspektywy. Z jednej strony nad wodą góruje Zamek Dunajec, z drugiej, znacznie dalej, na skalistym wzgórzu widać ruiny zamku w Czorsztynie. Pomiędzy nimi rozciąga się błękit Jeziora Czorsztyńskiego, dookoła są zielone wzgórza, a nad nami niemal bezchmurne niebo. Jest naprawdę pięknie.

Jest też naprawdę tłoczno. Na zaporze spaceruje sporo osób, wiele zatrzymuje się na zdjęcia, a ciszy zdecydowanie tutaj nie znajdziemy. Mimo wszystko zostajemy chwilę dłużej. Widok dwóch zamków po przeciwnych stronach jeziora jest świetnym zakończeniem zwiedzania i chyba najlepszym argumentem za tym, żeby podczas jednego pobytu zobaczyć zarówno Niedzicę, jak i Czorsztyn.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • bardzo zaangażowany przewodnik i ciekawy sposób opowiadania
  • możliwość spokojnego obejrzenia części ekspozycji już po zakończeniu oprowadzania
  • duża różnorodność wnętrz: od surowych kamiennych pomieszczeń po bardziej reprezentacyjne i mieszkalne
  • grube mury, krużganki, dziedziniec i zamkowy klimat
  • ciekawe meble, stroje, przedmioty osobiste i drobne detale
  • kontrast między ciemną izbą straży a elegancką sypialnią i pokojami mieszkalnymi
  • piękne widoki na Jezioro Czorsztyńskie
  • możliwość odwiedzenia Wozowni na tym samym bilecie
  • niewielki, ale przyjemny Spichlerz z wystawą etnograficzną
  • spacer po zaporze i widok jednocześnie na zamek w Niedzicy oraz ruiny w Czorsztynie

Co męczy

  • sporo ludzi nawet w zwykły dzień roboczy
  • duża grupa podczas zwiedzania i tłok w mniejszych pomieszczeniach
  • momentami trudno było spokojnie zatrzymać się przy detalach
  • hałas wokół zamku
  • bardzo komercyjna przestrzeń przy wejściu: budki z jedzeniem, lodami, pamiątkami i oscypkami
  • dużo ludzi na zaporze
  • po spokojnym poranku w Czorsztynie Niedzica wydała nam się zdecydowanie bardziej intensywna i turystyczna

Spacer czy wyzwanie?

Zdecydowanie spacer, choć z dużą liczbą schodów. Samo podejście do zamku jest krótkie, a później przemieszczamy się między kolejnymi poziomami, dziedzińcami i pomieszczeniami. Nie jest to miejsce wymagające kondycyjnie, ale osoby, które nie lubią schodów, ciasnych przejść i nierównej kamiennej nawierzchni, mogą odczuć je trochę bardziej.

Największym „wyzwaniem” okazały się dla nas nie wysokość czy podejścia, ale tłum, hałas i liczba bodźców wokół zamku.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Raczej nieprędko. Zamek w Niedzicy zdecydowanie warto zobaczyć i cieszymy się, że trafiliśmy na zwiedzanie z przewodnikiem, bo dzięki niemu stare mury i kolejne pomieszczenia dostały trochę więcej historii. Najbardziej zapamiętamy właśnie opowieści przewodnika, kontrast między surowymi częściami zamku a urządzonymi wnętrzami oraz widoki na Jezioro Czorsztyńskie.

To jednak miejsce bardzo popularne, głośne i mocno turystyczne. Po jednej wizycie czujemy się więc całkiem usatysfakcjonowani. Jeśli wrócimy w okolice, chętniej poszukamy czegoś spokojniejszego albo po prostu popatrzymy na zamek z drugiej strony jeziora.


Parking

  • Parking pod zamkiem – duży parking. Pracownicy parkingu pobierają jednorazową płatność za dowolną długość parkowania. Płatność w gotówce. Parking potrafi bardzo szybko się zapełniać nawet poza sezonem i poza weekendem.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy się kasy która znajduje się przed wjazdem na parking – Udajemy się na zamek – Można zwiedzać samodzielnie, lub o każdej pełnej godzinie wraz z przewodnikiem (opcja w z przewodnikiem nie jest dodatkowo płatna) – Zaczynamy zwiedzanie od górnego zamku (najstarszej i najwyższej części) i kończymy na tarasie widokowym  – Po zwiedzeniu zamku wychodzimy przez bramę i skręcamy w prawo. Na końcu parkingu znajduje się wizowania, którą można zwiedzić – Po wyjściu z wozowni skręcamy w lewo i idziemy na koronę zapory wodnej – Po zwiedzeniu zapory wracamy do wjazdu na parking – Przechodzimy na drugą stronę jezdni i skręcamy w prawo w najbliższą ulicę – Po lewej znajduje się drewniany spichlerz, który po okazaniu biletu można zwiedzić (jest to osobny bilet, tylko do do zwiedzania spichlerza)


Cywilizacja

  • Parking – Znajduje się tutaj mnóstwo sklepów z pamiątkami i punktów gastronomicznych. Poniżej parkingu znajdują się toalety.  

Linki


Podobne miejsca

Jedna odpowiedź na “Zamek Dunajec w Niedzicy”

Dodaj komentarz