ruiny, kamienne mury i widoki na Jezioro Czorsztyńskie
Wspomnienia z trasy
Są takie zamki, w których najważniejsza jest historia. Są też takie, do których jedzie się przede wszystkim dla widoków. Zamek w Czorsztynie łączy jedno z drugim, ale nas najbardziej kupił czymś jeszcze, możliwością spokojnego chodzenia pomiędzy starymi murami, zaglądania przez okna i odkrywania kolejnych niewielkich pomieszczeń.
Wybraliśmy się tutaj w poniedziałkowy poranek na początku września. Było jeszcze chłodnawo, parking niemal pusty, a na zamku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Słońce dopiero zaczynało mocniej grzać, niebo było intensywnie niebieskie, a Jezioro Czorsztyńskie migotało w świetle. Jak się później okazało, warto było przyjechać wcześnie.
Z parkingu do zamku
Samochód zostawiamy na parkingu powyżej zamku. Stąd czeka nas krótki spacer asfaltową drogą prowadzącą w dół przez las. Nie trwa długo i po chwili docieramy w okolice kasy biletowej.

Za nią pojawia się niewielki fragment zieleni, po prawej zaczyna przebłyskiwać Jezioro Czorsztyńskie, a przed nami wyrastają ruiny. W porannym słońcu ich kamienne ściany mają jasny, miejscami niemal beżowy kolor. Na tle idealnie błękitnego nieba wyglądają naprawdę efektownie.

Od razu zaczynamy też zdobywać wysokość. Do zamku prowadzą metalowe schody z kratownicy. Podczas naszej wizyty były miejscami lekko śliskie, więc warto patrzeć pod nogi.
Pierwszy widok na jezioro
Wchodząc po schodach, zamiast patrzeć wyłącznie na znajdujące się nad nami mury, odwracamy się w lewo. I dobrze robimy. Znajduje się tutaj niewielki punkt, z którego pomiędzy ruinami otwiera się widok na błękitną taflę Jeziora Czorsztyńskiego.

Słońce odbija się w wodzie, wokół jest jeszcze prawie zupełnie cicho i już wiemy, że dobrze trafiliśmy z porą zwiedzania. Obok znajdują się tutaj pozostałości budynku bramnego. Idziemy dalej w górę i przez bramę dostajemy się do wnętrza zamku.
Baszta Baranowskiego i niewielki dziedziniec
Przechodzimy przez Basztę Baranowskiego, a dokładniej przez drewnianą kładkę, a następnie wychodzimy na dziedziniec. Pierwsze wrażenie? Jest znacznie mniejszy, niż się spodziewaliśmy.

Pod nogami mamy mocno wypukłe, nierówne i miejscami wyślizgane kamienie. Kamienne ściany nie są idealne ani wygładzone. Widać różne materiały, faktury, łuki, ubytki i kolejne warstwy murów. Co chwilę jest coś, przy czym można się zatrzymać.
Kuchnia, pomieszczenia gospodarcze i piekarnia
Po prawej stronie zaglądamy do dawnej kuchni. Stoimy trochę jak na niewielkim tarasie skierowanym do wnętrza pomieszczenia i przyglądamy się zachowanym wnękom oraz murom. Kuchnia nie jest duża. A kolejne części zamku okazują się znacznie bardziej kameralne, niż można byłoby przypuszczać, patrząc na ruiny z zewnątrz.

Dalej znajdują się pomieszczenia gospodarcze. W jednym z nich oglądamy między innymi dyby oraz kamienną tablicę związaną z powstaniem Aleksandra Kostki-Napierskiego. Następnie przechodzimy w stronę dawnej piekarni.

Zwiedza się bardzo przyjemnie, szczególnie że przez dłuższą chwilę praktycznie nikogo tutaj nie ma. Dostępny jest również audioprzewodnik. My niestety nie zabraliśmy słuchawek, więc tym razem z niego nie korzystamy.
Czółna, stare pocztówki i historia Pienin
Po przeciwnej stronie dziedzińca dostrzegamy schody. Widzieliśmy wcześniej, że weszło nimi kilku turystów, więc oczywiście sami też musimy sprawdzić, co znajduje się wyżej. Trafiamy do części wystawowej.

Jest tutaj naprawdę sporo do czytania. Tablice opowiadają między innymi o czółnach wykonywanych z jednego pnia drzewa, a ich rekonstrukcje stoją na środku pomieszczenia. Od razu przypominają nam się podobne eksponaty oglądane podczas innych wyjazdów, np na zamku w Janowcu.

Dalej pojawiają się stare pocztówki i fotografie Pienin oraz kolejne informacje dotyczące historii zamku. Przyznajemy jednak, że tego dnia bardziej niż tablice interesują nas same ruiny.
Okna, przez które chce się patrzeć
Wchodzimy jeszcze wyżej i wychodzimy do części przypominającej otwarty taras. I tutaj zatrzymujemy się na dłużej.

Zachowały się wysokie kamienno-ceglane ściany z dużymi łukowatymi otworami. Nie ma już stropów ani wyposażenia. Zostały mury, światło i krajobraz pojawiający się w kolejnych „ramach”. Jezioro, góry, zielone zbocza i błękitne niebo oglądane przez zamkowe okna.

Słońce mocno oświetla cegły i kamienie, dzięki czemu jeszcze lepiej widać ich nierówną fakturę. Można przyglądać się łukom, pozostałościom ścian i miejscom, w których cegła przeplata się z kamieniem. Jeżeli lubicie ruiny tak jak my, prawdopodobnie też spędzicie tutaj więcej czasu, niż planowaliście.

W następnej części, nazywanej Zieleńcem, oglądamy stare fotografie. Zatrzymujemy się na chwilę, ale ciekawość szybko ciągnie nas dalej.
Kręcone schody
Schodzimy tak jak przyszliśmy i kierujemy się na kolejne schody, tym razem kręcone. Wspinamy się nimi na wyższą kondygnację zamku mieszkalnego i ponownie wychodzimy na otwartą przestrzeń.

Wokół znajdują się nierównej wysokości mury, pomiędzy którymi można rozpoznać zarysy dawnych pomieszczeń. Światło wpada z góry, a przez otwory w murach ponownie pokazuje się krajobraz.

Tutaj zamek najbardziej przypomina nam klasyczne ruiny. Przypominał nam ruiny szpitala w Szydłowie, tylko kolor kamienia był inny. Są również tablice pomagające rozpoznać okoliczne szczyty. Ale my znowu bardziej niż na tablicach skupiamy się na kamieniu. Na jego kolorach, fakturze, fragmentach cegieł zatopionych w murach i nieregularnych krawędziach ścian.

Zamek nie jest ogromny, ale dzięki różnym poziomom, schodom, przejściom i otworom sprawia wrażenie małego labiryntu. I można spokojnie zaglądać w kolejne zakamarki. Przynajmniej rano.
Cisza powoli się kończy
W pewnym momencie zauważamy, że turystów zaczyna przybywać. Nie robi się jeszcze bardzo tłoczno, ale różnica względem pierwszych kilkudziesięciu minut jest wyraźna. Przyspieszamy więc trochę zwiedzanie.

Przechodzimy na taras, z którego możemy spojrzeć na wnętrze zamku. Znajduje się tutaj również tablica poświęcona Władysławowi Jagielle. Następnie wracamy na wewnętrzny dziedziniec i kierujemy się do kolejnych pomieszczeń.
Stare mury i… całkiem współczesne okna
W tej części znowu pojawia się sporo tablic informacyjnych, ale naszą uwagę przyciąga coś zupełnie innego. Okna.

W grube kamienne mury wstawiono współczesne przeszklenia i drewniane elementy. Teoretycznie takie połączenie mogłoby wyglądać dziwnie, a tutaj naszym zdaniem pasuje zaskakująco dobrze. Stare, nierówne kamienie pozostają na pierwszym planie, a nowe elementy nie próbują ich udawać. Jednocześnie przez okna cały czas można zerkać na krajobraz otaczający zamek.

Na koniec zaglądamy jeszcze do piwnic, przechodzimy przez sień i docieramy w okolice sklepiku, który tym razem omijamy. I właściwie kończymy zwiedzanie.
Trochę historii Zamku w Czorsztynie
Historia zamku sięga średniowiecza. Pierwsze umocnienia powstały na wzgórzu prawdopodobnie już w XIII wieku, a murowany zamek rozwijano w kolejnych stuleciach. Jego położenie nie było przypadkowe, warownia strzegła ważnego szlaku prowadzącego doliną Dunajca na Węgry. Po drugiej stronie rzeki znajdował się zresztą Zamek w Niedzicy, dzięki czemu oba obiekty do dziś tworzą charakterystyczną parę pienińskich warowni.

Czorsztyn był zamkiem królewskim i siedzibą starostwa. Zatrzymywali się tutaj polscy monarchowie podróżujący na południe. Z zamkiem wiąże się między innymi postać Władysława Jagiełły, którego podczas zwiedzania przypomina jedna z tablic.

Jednym z najbardziej znanych wydarzeń w historii Czorsztyna było powstanie Aleksandra Kostki-Napierskiego w 1651 roku. Napierski wraz ze swoimi ludźmi opanował zamek, jednak bunt szybko stłumiono, a jego przywódcę po pojmaniu stracono w Krakowie. Do tej historii nawiązuje między innymi kamienna tablica, którą oglądaliśmy w jednej z części gospodarczych zamku.

W XVII i XVIII wieku warownia stopniowo traciła swoje znaczenie. Zniszczenia przyniosły wojny, a w 1790 roku pożar po uderzeniu pioruna poważnie uszkodził zabudowania. Zamku już nie odbudowano i z czasem zmienił się w ruinę.

Dzisiaj zabezpieczone pozostałości zamku znajdują się na terenie Pienińskiego Parku Narodowego. I chyba właśnie to, że nie próbowano odtworzyć całej budowli, podoba nam się tutaj najbardziej. Nadal wyraźnie czuć, że chodzimy po ruinach, pomiędzy nierównymi kamiennymi ścianami, śladami dawnych pomieszczeń i otworami okiennymi, przez które zamiast szyb często najważniejszym elementem jest pieniński krajobraz.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- Dużo zachowanych murów, łuków, przejść i różnych faktur.
- Jezioro Czorsztyńskie pojawia się pomiędzy murami właściwie przez całe zwiedzanie.
- Okna i otwory w murach, to dla nas jeden z największych uroków tego miejsca. Krajobraz wygląda w nich trochę jak obraz w ramie.
- Różne poziomy zamku, schody, dziedzińce, pomieszczenia i otwarte fragmenty sprawiają, że zwiedzanie nie jest monotonne.
- Przez sporą część zwiedzania mogliśmy spokojnie chodzić po zamku niemal sami.
- Połączenie starego z nowym, drewniane konstrukcje, przeszklenia i współczesne zabezpieczenia naszym zdaniem dobrze współgrają z ruinami.
Co męczy
- Nierówne podłoże, na dziedzińcu są mocno wystające, miejscami wyślizgane kamienie, więc trzeba patrzeć pod nogi.
- Schody i jest ich sporo. Pojawiają się zarówno metalowe schody na zewnątrz, jak i wąskie czy kręcone schody wewnątrz zamku.
- Dużo tekstu, więc jeśli chcecie przeczytać wszystkie tablice i dokładniej poznać historię zamku, na zwiedzanie trzeba przeznaczyć zdecydowanie więcej czasu.
- Więcej ludzi w późniejszych godzinach, rano było naprawdę spokojnie, ale kiedy około 10:00 wracaliśmy na parking, wyraźnie zaczynał się zapełniać.
Spacer czy wyzwanie?
Raczej zwiedzanie niż wyzwanie, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Sam obiekt nie jest duży, a odległości do przejścia są niewielkie. Trzeba jednak pokonać sporo schodów, a podłoże bywa nierówne i śliskie. Osoby mające problemy z poruszaniem się mogą odczuć to znacznie mocniej. Dla większości osób będzie to jednak spokojne, około godzinne zwiedzanie z krótkimi podejściami pomiędzy kolejnymi poziomami zamku.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak, szczególnie poza sezonem. Nie dlatego, że zostało nam mnóstwo pomieszczeń do odkrycia. Zamek w Czorsztynie nie jest ogromny. Chętnie zobaczylibyśmy go jednak w zupełnie innej odsłonie. Jesienią, kiedy wzgórza wokół Jeziora Czorsztyńskiego zrobią się kolorowe. Albo w pochmurny, mglisty dzień, kiedy stare kamienne mury zamiast ostrego wrześniowego słońca dostaną trochę bardziej tajemniczą oprawę. Bo właśnie połączenie ruin, krajobrazu i światła podobało nam się tutaj najbardziej.
Parking
- Parking pod zamkiem – duży parking. W przypadku parkowania do 1,5 godziny i posiadaniu biletu wstępu do zamku, parking jest darmowy.
Mapa

Trasa: Parking – Idziemy dalej drogą asfaltową aż dotrzemy do bramy zamku – Kupujemy bilety w bramie i zaczynamy zwiedzanie trzymając się prawej strony – Kończymy zwiedzanie w baszcie położonej nad bramą wejściową – Powrót do parkingu tą samą trasą.
Cywilizacja
- Parking – Dostępne są tu sklepiki, kasa biletowa do przeprawy promem, oraz punkty gastronomiczne. Jest tu też jedna toaleta.
- Zamek – U podnóża zamku znajduję się kasa biletowa (można płacić kartą), a w samym zamku znajduje się sklepik.


















Dodaj komentarz