trochę dziko, trochę błotniście i trochę nie do końca wiadomo, czy to na pewno ta ścieżka
Wspomnienia z trasy
Wracamy ze Ściany Olzy i stwierdzamy, że to jeszcze nie koniec na dziś. Kawałek dalej jest ścieżka w Dolinie Wisłoka, a skoro zrobiło się wyraźnie cieplej i bardziej słonecznie szkoda by nam było nie skorzystać z dobrej pogody. Jak na połowę kwietnia jest niestety niezbyt zielono.
Początek
Zaczynamy przy polu biwakowym. Jest wiata, parking, miejsce na ognisko, wszystko przygotowane pod odpoczynek… tylko ludzi brak. Jesteśmy tu zupełnie sami. Na poboczu leżą drzewa po wycince, które nie do końca pasują do tej spokojnej doliny.

Rzeka
Już przy samym polu biwakowym schodzimy nad wodę. Ptaki słychać bardzo intensywnie, rzeka szumi spokojnie, drzewa pochylają się nad wodą, a na gałęziach pojawiają się pierwsze pąki i młode listki. Kamienisty brzeg, przejrzysta woda, wszystko wygląda bardzo malowniczo.

Po chwili wracamy na górę, wychodzimy na asfalt i idziemy dalej prosto.
Poszukiwanie początku ścieżki
I tu zaczyna się ta mniej oczywista część. Skręcamy z asfaltu w dziki fragment lasu. Bez oznaczeń, bez wyraźnej ścieżki. Teren jest zarośnięty, miejscami błotnisty, gałęzie zahaczają o nogi, zostawiając brudne ślady na ubraniach.

Jest zielono, bardziej niż się spodziewaliśmy, ale jednocześnie mamy wrażenie, że trochę zgadujemy, gdzie właściwie powinniśmy iść.
Skarpa
Ścieżka zaczyna się formować, ale nadal jest wąska i dzika. Idziemy pod górę, przez las, który robi się coraz ciemniejszy. W pewnym momencie trafiamy na wąwóz ze strumieniem, przechodzimy przez niego i wspinamy się dalej. To już nie jest spacer. To raczej przedzieranie się przez las, który niekoniecznie chce być „trasą”.

Ślady w błocie
Wychodzimy na drogę rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt. Koleiny, błoto, miejscami wyschnięte, miejscami jeszcze mokre. I wtedy zaczynamy zauważać ślady. Kopyta. Wilcze łapy. Niedźwiedzie tropy. Między nimi gdzieś ślady ludzkie, ale zdecydowanie mniej wyraźne. Droga jest szarobura, ciężka, momentami trudno się po niej idzie. Buty szybko przestają być czyste.

Co jakiś czas schodzimy w dół w stronę rzeki, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko błotnistą drogę, ale to też nie jest wygodne, ślisko, nierówno, stromo i niezbyt bezpiecznie.

Oznaczeń nadal brak, więc wspieramy się mapą, ale zasięg co chwilę znika. Mapy offline zdecydowanie się przydały.
Ranczo – Wernejówka
W pewnym momencie wychodzimy na bardziej otwartą przestrzeń, kawałek zarośniętej łąki. Z boku pojawia się ogrodzenie z siatki. Idziemy wzdłuż niego i po chwili widzimy konie. W oddali dostrzegamy zabudowania.

Ranczo jest naprawdę duże, ogrodzenie ciągnie się i ciągnie. Niezbyt wygodnie przedzierać się przez krzaki wzdłuż ogrodzenia, więc schodzimy niżej, na kamienistą, „rzeczną plażę”.
Kamienista plaża
Woda szumi, mieni się w słońcu, rzeka jest szeroka, ale wygląda na płytką i bardzo spokojną. Słońce przedziera się przez chmury i sprawia, że woda mieni się i błyszczy.

Trzymamy się brzegu rzeki, idziemy po suchych kamieniach, trochę niepewnie, bo nadal nie ma żadnych oznaczeń, cieszymy się widokami. Za wodą widać skarpę i skalną ścianę, trochę przypomina tę ze Ściany Olzy, wysoko porośniętą drzewami. To jeden z ładniejszych momentów tej trasy. Domyślamy się, że będziemy wracać górą tej skarpy i już przygotowujemy się na nadchodzący wysiłek.
Ranczo – ciąg dalszy
Wracamy na drogę i dalej idziemy wzdłuż ogrodzenia. Podłoże zmienia się co chwilę, raz błoto, raz trawa. Konie pasą się spokojnie za siatką, a my idziemy dalej. Po drodze trafiamy na pomnik, krzyż prawosławny z 1922 roku, z napisem w cyrylicy. Miejsce ciche, trochę zapomniane. Drzewa w tej części są już wyraźnie bardziej zielone. Słońce dodaje temu miejscu uroku.

Rzeka
W końcu dochodzimy do bardziej otwartej przestrzeni. Rzeka jest tutaj szeroka i zajmuje centralne miejsce. Nie ma mostu. Patrzymy chwilę, szukamy najpłytszego miejsca i… wchodzimy do wody.

Pośrodku jest niewielka wysepka, więc przechodzimy etapami, ale i tak woda wlewa się do butów. Nie ma co udawać, jesteśmy mokrzy aż do kostek. Na szczęście świeci słońce, więc zakładamy, że buty szybko wyschną.
Droga leśna
Po drugiej stronie wychodzimy na bardziej otwartą przestrzeń i drogę rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt. Błoto znowu daje o sobie znać, a słońce świeci intensywnie.

Droga przechodzi w leśną, bardziej zacienioną, z koleinami i miękkim podłożem. Idziemy pod górę, a potem w dół i znowu pod górę. Nogi czują już każdy krok.

Powrót
W końcu docieramy do szerokiej drogi. Jest mapka szlaków, skrzyżowanie ze szlakiem rowerowym, wreszcie coś bardziej „oficjalnego”. Idziemy dalej ubitą drogą, która przechodzi w asfalt.

Słońce grzeje, ale wiatr przypomina, że to jeszcze nie jest lato. I tak, po całej tej dzikiej trasie pełnej przypadkowych odkryć, wracamy do naszego pola biwakowego.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- dzikość i brak ludzi
- rzeka i kamieniste brzegi
- ślady zwierząt i poczucie „bycia w ich świecie”
- różnorodność, od lasu po otwarte przestrzenie i rzekę
Co męczy
- brak oznaczeń i niepewność trasy
- błoto i koleiny po ciężkim sprzęcie
- mokre buty po przejściu przez rzekę
- trudne poruszanie się po terenie
Spacer czy wyzwanie?
To nie jest typowa ścieżka edukacyjna ani łatwy spacer. To raczej trasa dla osób, które nie mają problemu z brakiem oznaczeń, błotem i koniecznością podejmowania decyzji „na oko”. Momentami bardziej przypomina eksplorację niż spacer. Teren jest wymagający kondycyjnie i mentalnie. Mapy offline lub dedykowane dla tego obszaru mapy papierowe są konieczne do nawigacji w terenie. Ze względu na charakter trasy jest większa szansa na spotkanie dzikich zwierząt.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Raczej tak, ale lepiej przygotowani, ze świadomością, że to nie jest „spacer dla każdego”. To miejsce ma swój klimat i coś przyciągającego, ale wymaga więcej cierpliwości i otwartości na to, że nie wszystko będzie tu oczywiste, a teren sam w sobie będzie stawiał wyzwania.
Parking
- Parking leśny – Miejsce biwakowe przystosowane do parkowania samochodów. Nieduże. Prowadzi do niego asfaltowa droga leśna udostępniona do ruchu publicznego.
Mapa

Trasa:
Uwaga: Trasa jest w większości nie oznakowana, my spotkaliśmy tylko nieliczne znaki a te, które udaje się odnaleźć często są już mocno wyblakłe. Cześć z szlaku stanowi wyzwanie ze względu na nawierzchnię rozrytą przez ciężki sprzed do wycinki drzew. W połowie trasy trzeba przeprawić się przez bród na rzeczce – jest ona dosyć płytka (do kostek) i szeroka, a kamienie są miejscami śliskie.
Parking – Z parkingu kierujemy się w prawo – Przed pierwszą kładką należy skręcić w lewo (uwaga: to miejsce nie jest oznakowane, a droga jest dosyć zarośnięta i rozorana przez ciężki sprzęt). – Poruszamy się cały czas prosto aż zobaczymy zabudowania – Na Łączce przed zabudowaniami skręcamy w prawo i po chwili idziemy wzdłuż ogrodzonego pastwiska (my szliśmy po kamienistym brzegu rzeczki) – Za ranczem musimy przekroczyć rzekę (nie ma kładki, ale rzeczka jest do kostek) – Za rzeczką po około 100 m widać znak ścieżki rowerowej przy którym skręcamy w prawo – Idziemy cały czas prosto przez las – W pewnym miejscu ścieżka rowerowa odbija w lewo, za to my idziemy dalej prosto – Po dojściu do asfaltu idziemy nim cały cały czas aż wrócimy na parking
Cywilizacja
- Parking – Dostępne są wiaty turystyczne a w nich stoły i ławeczki. Na końcu parkingu są śmietniki


























Dodaj komentarz