przyjemny spacer pośród drzew i szumu wody
Wspomnienia z trasy
Wieczorem, po wizycie na Klimczoku wracamy jeszcze do miejsca, które bardzo lubimy i do którego zaglądamy co roku. Dolina Białej Wisełki jest dla nas jednym z tych beskidzkich miejsc, które dobrze znamy, a mimo to nadal mamy ochotę tam wracać.
To teren rezerwatu „Wisła”, przez który prowadzi niebieski szlak na Baranią Górę. Dwa razy złapała nas tam już burza i chyba właśnie przez takie wspomnienia jeszcze bardziej lubimy tę trasę. Tym razem jednak nie planujemy dużej pętli ani zdobywania szczytów. Ma być spokojnie, lekko i wieczornie. Tylko spacer do Kaskad Rodła.
Droga jest wygodna i bardzo spokojna. Około trzech kilometrów asfaltu prowadzi wzdłuż potoku, a szum wody cały czas towarzyszy spacerowi. Bardzo przypomina nam okolice źródeł Olzy, choć tutaj wszystko wydaje się jeszcze bardziej dzikie i malownicze.
Krzesełko
Idziemy spokojnie asfaltową drogą wśród soczyście zielonych drzew. Wiosna jest tutaj bardzo intensywna. Jasne młode liście buków świecą niemal neonową zielenią na tle ciemnych świerków, a nad doliną wiszą ciężkie chmury zwiastujące deszcz.

Mijamy wiatę z oscypkami i miejsce, gdzie organizowane są kuligi. Po drodze nadal jest spokojnie, tylko pojedyncze osoby wracają z gór albo zatrzymują się przy wodzie.

Przy charakterystycznym drewnianym krzesełku robimy dłuższy postój. To jedno z tych miejsc, przy których praktycznie zawsze się zatrzymujemy.

Z góry widać niewielkie kaskady i wodę spływającą po warstwach skalnych. Potok szumi dość głośno, ale bardzo uspokajająco. Woda przepływa między ogromnymi kamieniami, miejscami tworzą się małe progi i przejrzyste zielonkawe baseny.

Patrzymy chwilę na kolejne uskoki wody. Wiosną wszystko wydaje się tutaj bardziej żywe, drzewa są intensywnie zielone, mech świeży, a woda odbija jasne liście i ciemne chmury nad doliną.

Idziemy dalej asfaltem. Po drodze stoi drewniany stół piknikowy, obok którego można usiąść praktycznie nad samym potokiem. Zauważamy też, że krzaki przy wodzie są bardziej wycięte niż podczas naszych wcześniejszych wizyt, przez co lepiej widać samą Wisełkę i kolejne małe kaskady.

Mostek tym razem zostawiamy po prawej stronie i nie przechodzimy na drugą stronę. Spacer ma być spokojny i bez większego planu. Po prostu idziemy dalej słuchając wody i patrząc jak potok przecina las.

Skalne ściany i otwarte lokale
Idziemy dalej doliną Wisełki. Asfalt prowadzi łagodnie między drzewami, a potok raz znika pod skarpą, raz znowu pojawia się tuż obok drogi. Wiosna jest tutaj bardzo intensywna, niemal jaskrawa. Jasnozielone buki kontrastują z ciemnymi świerkami, a nad lasem wiszą ciężkie, szare chmury.

Po prawej stronie pojawia się kolejna skalna ściana. Warstwy łupków układają się jedna nad drugą jak kawałki ciasta albo ogromne kamienne kartki. Bardzo lubimy te miejsca, bo widać tutaj, jak mocno woda i czas wyrzeźbiły całą dolinę. Miejscami ziemia osuwa się coraz bardziej, korzenie drzew wystają ze skarpy i trzymają wszystko jak naturalne podpory.

Na jednym z zakrętów robi się wyjątkowo zielono. Liście tworzą nad drogą coś w rodzaju tunelu, a potok płynie niżej między kamieniami i niewielkimi progami wodnymi.

Mijamy dom, który jeszcze niedawno był w budowie. Pamiętamy, jak podczas wcześniejszych spacerów stały tutaj ciężkie sprzęty i materiały budowlane, a dziś wszystko wygląda już dużo bardziej spokojnie i „wtopione” w krajobraz.

Po lewej stronie pojawia się drewniana chatka. Chwilę później zauważamy zamknięty food truck z kurczakiem z rożna. Rok temu chyba jeszcze go tutaj nie było, więc trochę nas to zaskakuje. W ogóle mamy wrażenie, że okolica co roku trochę się zmienia, mimo że sam las nadal pozostaje bardzo podobny.

Dalej asfalt robi się bardziej dziurawy i nierówny. Obok drogi nadal płynie Wisełka, miejscami spokojna i płytka, a kawałek dalej znów przyspieszająca na kamiennych progach. Po lewej stronie stoi kolejna chata związana z kuligami. Obok zauważamy drewniany wóz, który wygląda trochę jak stały element krajobrazu.

Po prawej stronie widać mały wodospad, ale mocno zarósł od naszej ostatniej wizyty. W wielu miejscach roślinność coraz bardziej zasłania widoki na wodę. Potok słychać cały czas, ale czasami trzeba podejść bliżej, żeby go zobaczyć.

Mijamy następny mostek i kolejną drewnianą chatę. Tym razem po lewej stronie jest już bardziej żywo. „Kuligi u Marioli” są otwarte, przed budynkiem siedzą ludzie, ktoś rozmawia, ktoś odpoczywa przy stole. To ciekawy kontrast, podczas naszych poprzednich wizyt ani jeden lokal nie był tutaj otwarty.

Kilka minut później znowu wracają skały. Kolejna skalna ściana wyrasta tuż obok asfaltu, ciemna, warstwowa i miejscami porośnięta mchem. W takich momentach ta dolina przypomina nam bardziej górski wąwóz niż zwykłą drogę spacerową.
Kaskady Rodła
Przy niebieskim szlaku skręcamy w boczną drogę i od razu robi się inaczej. Asfalt znika, pod nogami pojawiają się kamienie, a las wydaje się bardziej surowy i dziki. Wisełka płynie tuż obok i szumi coraz głośniej, odbijając się od skalnych progów i kamieni.

Już po chwili pojawia się pierwszy wodospad. Woda spływa po ciemnych warstwach skał, a wokół wszystko jest wilgotne, zielone i chłodne. Mchy porastają kamienie, a nad potokiem wiszą połamane drzewa, które wyglądają tak, jakby las sam próbował zatrzymać nurt.

Idziemy dalej kamienistą ścieżką. Coraz mniej tutaj śladów cywilizacji, a coraz więcej odgłosów wody i lasu. Potok wcina się głębiej między skały, tworząc kolejne małe kaskady i wodospady. W kilku miejscach trzeba zwolnić, żeby po prostu chwilę popatrzeć na wodę spływającą po skalnych półkach.

W pewnym momencie zauważamy kaczą parę odpoczywającą na kamienistym brzegu. Zupełnie się nami nie przejmują. W tej ciszy i szumie wody wyglądają, jakby same przyszły tutaj po spokój.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Jeden z wodospadów spływa po kilku skalnych progach naraz, a przez środek leży ogromny pień drzewa. Wygląda to trochę jak scena z jakiegoś leśnego fantasy, szczególnie przy tych ciemnych skałach i jasnej wiosennej zieleni wokół.

Mijamy kolejne przewrócone drzewa. Niektóre opierają się o skały albo wiszą nad drogą pod dziwnym kątem. Widać, że natura tutaj cały czas coś zmienia i przebudowuje po swojemu.

Po drodze zauważamy też intensywnie żółte kaczeńce. Te małe plamy koloru pięknie kontrastują z ciemnymi skałami i brunatną wodą potoku.

I w końcu docieramy do miejsca, które pamiętaliśmy najlepiej. Duża skała nad wodą, z charakterystycznymi warstwami przypominającymi ogromne kamienne płyty. To właśnie tutaj siedzieliśmy kiedyś dłuższą chwilę, słuchając szumu wody i patrząc na nurt między skałami. Tym razem też zatrzymujemy się na moment. Niektóre miejsca po prostu aż proszą, żeby usiąść i nic nie robić.

Powrót
Wracamy tą samą drogą, ale wszystko wygląda już trochę inaczej. Jest później, światło zrobiło się spokojniejsze, a na ścieżce spotykamy coraz mniej ludzi. Zostaje głównie szum potoku, mokre kamienie i ta charakterystyczna cisza leśnych dolin.

Asfaltowa droga prowadzi lekko w dół, więc idzie się szybciej i spokojniej niż wcześniej. Po jednej stronie nadal płynie Wisełka, miejscami bardzo płytka i przejrzysta, z kolorowymi kamieniami widocznymi pod wodą. W jednym miejscu zauważamy kaczora stojącego niemal nieruchomo w nurcie. Wygląda, jakby w ogóle nie przejmował się światem dookoła.

Dalej mijamy wysokie skalne ściany porośnięte mchami i młodą wiosenną zielenią. Droga łagodnie zakręca między drzewami, a jasne liście buków świecą niemal neonową zielenią na tle ciemniejszych świerków. Im później, tym spokojniej robi się na trasie.

Przy jednym z osuwisk dostrzegamy salamandrę plamistą. Czarna z intensywnie żółtymi plamami wygląda niemal nierealnie na tle jasnej ziemi i korzeni. Zatrzymujemy się od razu, bo takie spotkania zawsze robią na nas ogromne wrażenie.

Powrót mija szybciej niż się spodziewaliśmy. Może dlatego, że większość trasy prowadzi lekko z górki, a może po prostu dlatego, że przez cały spacer byliśmy tak pochłonięci wodą, skałami i lasem, że trudno było myśleć o czasie.
Łącznie wychodzi około 7 kilometrów spokojnego spaceru. Bez wielkich podejść, bez spektakularnych widoków z góry, a mimo to to jedna z tych tras, które zostają w głowie na długo.
Kawa z widokiem
Po spacerze jedziemy jeszcze do Wisły. To jedno z tych miejsc, do których regularnie wracamy przy każdym urlopie w okolicy. W Rezydencji Prezydenta znajduje się tzw. Zamek Dolny, a w nim kawiarnia z widokiem na jezioro i okoliczne wzgórza.
Na miejscu jest też niewielki plac zabaw i siłownia na świeżym powietrzu, ale my jak zwykle kierujemy się prosto po kawę i ciasto. Siadamy przy oknie i przez chwilę po prostu patrzymy przed siebie. Przy lepszej pogodzie na pewno byśmy nie ominęli siłowni na dworze, zadbana i dobrze wyposażona, zwykle pusta.

Widok jest naprawdę piękny. Jezioro z góry wygląda spokojnie i ciemno, otoczone lasami i pojedynczymi domami rozsianymi po zboczach. Nad wszystkim wiszą ciężkie chmury. Dzisiaj jest bardzo ponuro, momentami niemal burzowo, ale właśnie taki klimat lubimy najbardziej.

Ciepła kawa, kawałek ciasta i góry za oknem. Czasami tyle wystarczy, żeby poczuć, że naprawdę jest się na urlopie.
Zapora Jezioro Czerniańskie
Wracając autem zatrzymujemy się jeszcze przy zaporze w Wiśle Czarnem. To tylko krótki przystanek, ale trudno przejechać obok obojętnie, szczególnie kiedy jezioro jest tak spokojne i ciemne.

Idziemy kawałek wzdłuż zapory i patrzymy na Jezioro Czerniańskie otoczone lasami i wzgórzami. Woda jest prawie nieruchoma, tylko momentami marszczy ją wiatr. Nad wszystkim wiszą ciężkie chmury, a chłodne powietrze sprawia, że nie chce się zatrzymywać na długo.

Latem to miejsce pewnie wygląda zupełnie inaczej, bardziej wakacyjnie i jasno. Dzisiaj jest surowo, cicho i trochę melancholijnie. I chyba właśnie dlatego tak nam się podoba. Niestety nie zrobiliśmy zdjęć, ale mamy je z naszego poprzedniego spaceru, sprzed dwóch dni.
Mała Zapora – wodospad w Wiśle Czarne
Jedziemy jeszcze kawałek dalej i zatrzymujemy się przy hotelu Aries. Obok znajduje się parking i początek szlaku na Cieńków, ale wiele osób przyjeżdża tutaj głównie dla niewielkiego wodospadu, który miejscowi czasem nazywają „małą Niagarą”.

Na miejscu rzeczywiście jest niewielka zapora i spływająca po niej woda, tworząca mały wodospad. Na zdjęciach w internecie wygląda bardziej okazale, dzisiaj wody jest dość mało, więc całość wydaje się spokojniejsza niż się spodziewaliśmy. Mimo to ludzie co chwilę zatrzymują się przy barierkach, patrzą na wodę i robią zdjęcia.

W oddali po jeziorze spokojnie pływają łabędzie, a wokół znowu dominuje ten chłodny, lekko ponury klimat wiszących nad górami chmur. To bardziej krótki przystanek niż duża atrakcja, ale dobrze pasuje do takiego powolnego dnia w okolicy Wisły.

Nasza perspektywa
Co cieszy
- szum Wisełki praktycznie przez cały spacer
- skalne ściany i bardziej „wąwozowy” klimat doliny
- kaskady i małe wodospady pojawiające się co chwilę
- intensywnie zielony wiosenny las
- bardzo klimatyczna, lekko mroczna pogoda
- spotkanie salamandry plamistej
- kaczki odpoczywające niemal na środku potoku
Co męczy
- chłód i coraz ciemniejsze chmury pod koniec dnia
- asfaltowy fragment drogi odbierający trochę „dzikości”
- sporo ludzi bliżej początku trasy
- świadomość, że przy lepszej pogodzie pewnie byłoby tu dużo bardziej tłoczno
Spacer czy wyzwanie?
Sam spacer nie jest trudny technicznie, bo większość prowadzi szeroką drogą wzdłuż potoku, ale przez cały czas coś się dzieje. Po boku pojawiają się skalne ściany, wodospady, zielone drzewa i jest co oglądać.
To raczej miejsce na spokojne chłonięcie atmosfery. Co chwilę zatrzymywaliśmy się przy wodzie, skałach albo po prostu patrzyliśmy na las. Sama trasa ma około 7 kilometrów i nadaje się nawet na mniej intensywny dzień w górach.
Najbardziej podobało nam się to, że mimo popularności miejsca nadal można tu poczuć spokój. Szczególnie im później robiło się na szlaku.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak. Sama Dolina Wisełki ma w sobie coś, co bardzo nas uspokaja. Nie ma tutaj wielkich atrakcji co kilka minut ani spektakularnych panoram, ale jest woda, skały i las, który momentami wygląda jak wyjęty z jakiegoś spokojnego filmu fantasy.
To miejsce bardziej się chłonie niż „zwiedza”. Można po prostu iść wzdłuż potoku, słuchać szumu wody i patrzeć jak zmienia się światło między drzewami. I chyba właśnie za ten klimat najbardziej polubiliśmy tę dolinę.
Parking
- Parking na przeciwko remizy – płatny parking. Płacić można kartą w parkomacie obok remizy. Jest to dosyć duży parking, ale w weekendy i w sezonie letnim bardzo szybko się zapełnia. Polecamy przyjechać wcześnie rano, lub popołudniem kiedy ruch na szlaku jest już trochę mniejszy.
- Leśne miejsce postojowe – bezpłatny parking leśny. Należy zjechać w lewo i w dół z drogi głównej. Znajduje się jakieś 500 metrów od wejścia na trasę. Niestety również potrafi się szybko zapełnić.
Mapa

Trasa: Parking – Kontynuujemy dalej drogą asfaltową – Wystarczy trzymać się drogi głównej i nie przekraczać sporadycznych mostów żeby pozostać na trasie – Po około 3 kilometrach szlak skręca z drogi asfaltowej w drogę gruntową (na skrzyżowaniu są aż trzy znaki) – Po około 500 metrach dochodzimy do kaskad – Powrót do parkingu tą samą drogą.
Cywilizacja
- Remiza – w remizie znajduje się restauracja a na prawo od niej stragany z pamiątkami.
- Droga asfaltowa- na poboczu drogi co jakiś czas można spotkać ławeczki, a w pierwszej połowie trasy są punkty gastronomiczne, czasami są dostępne w weekendy, czasami nie, zależy od pory roku i decyzji właścicieli, my najczęściej widujemy je zamknięte. Organizowane są też tutaj kuligi zimą.





















































Dodaj komentarz