spacer z historią wydobycia ropy naftowej
Wspomnienia z trasy
Zanim tu przyjechaliśmy, trafiamy w internecie na kilka faktów, które od razu nas zaciekawiają. Muzeum znajduje się na terenie najstarszej na świecie nadal działającej kopalni ropy naftowej. Zachowały się tu dwa oryginalne szyby z XIX wieku, a cały teren zajmuje ponad 20 hektarów. To brzmi bardziej jak rozległy park niż klasyczne muzeum, więc postanawiamy zobaczyć to na własne oczy. Trafiamy tu w niedzielny, kwietniowy poranek, jeszcze przed sezonem turystycznym.
Początek
Już na starcie okazuje się, że muzeum jest częściowo w remoncie, więc wjazd prowadzi od drugiej strony. Wjeżdżamy przez bramę i pierwsze skojarzenie jest trochę zaskakujące, to wygląda bardziej jak ogrodzony las niż muzeum. Parking, obok toalety, plac zabaw, wiaty ze stolikami. Jest chłodno, ludzi niewiele, za to ptaki słychać bardzo wyraźnie.

W kasie dostajemy mapkę i informację o aplikacji z audioprzewodnikiem, którą pobieramy. Mamy zacząć od obelisku i rozdziału numer 7. Przechodzimy przez bramki i ruszamy leśnymi alejkami. Jest spokojnie, trochę jak na spacerze, a nie w muzeum.
Obelisk
W końcu docieramy do kamiennego obelisku. To właśnie tutaj Ignacy Łukasiewicz w 1872 roku postawił pomnik upamiętniający założenie kopalni. Prosty, kamienny, ale symboliczny, początek całej historii tego miejsca.

Obok znajdują się tabliczki z informacjami i kody QR, które prowadzą do dodatkowych materiałów. To pierwszy moment, kiedy widać, że to muzeum można zwiedzać na różne sposoby, trochę „na żywo”, trochę cyfrowo.
Kopanki
Dalej zaczyna się to, co robi największe wrażenie, najstarsze szyby naftowe. Oba mają zakaz robienia zdjęć, więc by je zobaczyć warto zerknąć na stronę muzeum lub odwiedzić osobiście.

Pierwsza kopanka „Franek” z 1860 roku. Wysoka konstrukcja, ale nie można tu robić zdjęć, więc zostaje tylko obserwacja i zapamiętanie. Studnia została wykopana ręcznie do głębokości 20 metrów i, co najbardziej zaskakujące, do dziś napełnia się ropą.
Obok kopanka „Janina”, jeden z najstarszych szybów na świecie, który przez prawie 140 lat był eksploatowany przemysłowo. Najpierw ręcznie, potem pogłębiany metodą udarową. Zachowały się oryginalne elementy konstrukcyjne.

Między drzewami rozstawione są kolejne urządzenia, wiertnice, konstrukcje z lokomobilą, fragmenty dawnych instalacji. Ścieżki prowadzą od jednego obiektu do drugiego, a audioprzewodnik podpowiada, gdzie iść dalej.
CPN
W pewnym momencie trafiamy na coś zupełnie innego, napis CPN i ciężarówkę z cysterną. To jak podróż w czasie.

Dystrybutory z różnych lat, a sama stacja paliw jest typu „górskiego”, z charakterystycznym, mocno nachylonym dachem.

W środku znajdujemy zdjęcia, pamiątki i sprzęt związany z działalnością Centrali Produktów Naftowych. Wśród eksponatów trafiamy nawet na godło Lublina, całkiem nieoczekiwany akcent. Jest tu dużo do oglądania i w końcu pojawia się więcej ludzi.

Dom Ignacego Łukasiewicza
Z zewnątrz wygląda niepozornie, niski, drewniany budynek. Ale w środku okazuje się znacznie większy, niż się wydaje. Przechodzimy przez kolejne pomieszczenia.

Sala stylizowana na XIX-wieczną aptekę, laboratorium z alembikiem i holograficzną inscenizacją, w której Łukasiewicz opowiada o destylacji ropy.

Jest też ekspozycja geologiczna, próbki skał, rdzenie wiertnicze, skamieliny, a nawet „róża pustyni” przywieziona z Algierii.


Obok galowe mundury górnicze, dworski salonik i jedna z najciekawszych części, kolekcja lamp naftowych. Różnorodne, od prostych po bogato zdobione, kolorowe. To jeden z najcenniejszych zbiorów w Europie.

Warsztat i kuźnia
Wchodzimy do kolejnych budynków i od razu zmienia się klimat. Ciemno, intensywny zapach, trochę ciężkie powietrze. Zatrzymujemy się tylko na chwilę. W warsztacie znajdują się stare maszyny i narzędzia, tokarnia, urządzenia do produkcji elementów pomp. Jest też inscenizacja holograficzna.

W kuźni widzimy piec i wagonik, narzędzia i urządzenia wykorzystywanych przy wydobyciu ropy.
Kopalnia z lat 60.
Na uboczu, wśród drzew, znajduje się większa ekspozycja z lat 60. Wygląda to bardziej jak działająca instalacja niż muzeum, zbiorniki, konstrukcje, urządzenia. Można chodzić między nimi i przyglądać się z bliska.Obok znajdują się też narzędzia wiertnicze.

Kieraty pompowe
Na terenie muzeum jest ich kilka. Mniejszy mieści się w ceglanym budynku. Największy jaki znaleźliśmy był w drewnianym budynku, zaraz obok kotłowni. Lektor opowiada o historii i funkcji maszyny, a my chodzimy wokół i próbujemy wyobrazić sobie jej działanie. Do kotłowni też zaglądamy.

Kiwony i wiertnice
Na zewnątrz trafiamy na alejkę z kiwonami, pompami i sprężarkami. Stoją wzdłuż ścieżki, jeden za drugim, jakby tworzyły własną historię rozwoju technologii. Przystajemy, czytamy, słuchamy.

Wcześniej widzieliśmy też różne wiertnice, m.in. typ „Bitków” z 1923 roku, a także konstrukcje projektowane przez polskich inżynierów, jak „SM4” czy „OP 1200” z lat 50.

Prewenter „Karlino 1”
Jedna z bardziej poruszających historii. Prewenter z otworu „Karlino 1”, urządzenie, które miało zabezpieczać odwiert w razie niekontrolowanego wypływu ropy lub gazu.

W tym przypadku doszło do wybuchu i pożaru. Temperatura była tak wysoka, że nie dało się podejść do instalacji. Prewenter został odstrzelony z odległości około 80 metrów, a gaszenie pożaru trwało ponad cztery tygodnie. To moment, w którym widać, jak bardzo niebezpieczna była ta praca.
Spacer po terenie
Poza konkretnymi ekspozycjami, to miejsce po prostu dobrze się „chodzi”. Jest dużo przestrzeni, alejki prowadzą w różnych kierunkach, można odbijać, wracać, zatrzymywać się. Są ławki, mały staw, drzewa, miejsca do odpoczynku.

Audioprzewodnik prowadzi, ale nie narzuca tempa. Można spędzić tu spokojnie kilka godzin. W sezonie działa podobno restauracja, ale tym razem wszystko jest jeszcze przed sezonem.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- ogrom przestrzeni i możliwość zwiedzania bez pośpiechu
- połączenie natury i przemysłu
- audioprzewodnik, który prowadzi przez ekspozycje muzealne
- różnorodność technologiczna, od XIX wieku po współczesność
Co męczy
- ilość informacji, momentami trudno wszystko przyswoić
- część obiektów niedostępna przez remont
- intensywny zapach w niektórych budynkach
- odległości między ekspozycjami, jeśli chce się zobaczyć całość wystaw trzeba przejść kilka kilometrów (nam wyszło ok 4)
- brak toalet w środku, są zlokalizowane przed kasami biletowymi
- w niedzielne popołudnie parking szybko się zapełniał, jak przyjechaliśmy rano to nikogo nie było
Spacer czy wyzwanie?
To zdecydowanie spacer ale długi i wymagający intelektualnie, zwłaszcza w kontekście utrzymania skupienia. Duży zbiór maszyn, instalacji, budynków, dużo informacji na tabliczkach i suchych faktów, co powoduje pewne „przeładowanie” wiedzą.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak, bo to miejsce ma tyle warstw, że za jednym razem trudno je „ogarnąć”. I mamy wrażenie, że przy kolejnej wizycie można zobaczyć zupełnie inne rzeczy. Remont sprawił, że mamy ochotę zobaczyć brakujące ekspozycje.
Parking
- Parking przy muzeum – My trafiliśmy na remont części ekspozycyjnej. Z racji tego został wyznaczony tymczasowy parking na tyłach muzeum. Sam parking jest bezpłatny i całkiem duży, ale w weekendy szybko się zapełnia.
Mapa

Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy się do kasy biletowej – Po zakupieniu biletów wchodzimy przez bramę muzeum – Dalsze zwiedzanie najlepiej zacząć od obelisku, który znajduje się kawałek na wprost od wejścia, a następnie kontynuować wraz z audio-przewodnikiem – Zwiedzanie kończymy wychodząc tą samą drogą, którą przyszliśmy.
Cywilizacja
- Parking – na przeciwko parkingi znajdują się toalety. Za nimi jest plac zabaw.
- Na terenie muzeum znajdują się liczne ławeczki, a także w samym centrum jest park.
























































Dodaj komentarz