Skansen Archeologiczny Karpacka Troja w Trzcinicy


od archeologii do zrekonstruowanej osady




Wspomnienia z trasy

O Karpackiej Troi w Trzcinicy dowiedzieliśmy się z Muzeum Podkarpackiego (!!), przy kasie biletowej był plakat z reklamą tego miejsca. Jesteśmy zaskoczeni, że nie mignęło nam na social mediach w ostatnim czasie, a szkoda, bo to bardzo interesujące miejsce.

Do Karpackiej Troi w Trzcinicy przyjeżdżamy w sobotni poranek. Jest pochmurno, niebo zdecydowanie sugeruje, że później może zacząć padać, ale na razie pogoda pozwala spokojnie zwiedzać. Samochodów i turystów nie ma zbyt wielu, co szczególnie docenimy później, kiedy ruszymy na teren rekonstrukcji.

Zanim jednak zobaczymy chaty i wały obronne, zaczynamy od części muzealnej. Pierwszym punktem programu jest około półgodzinny film. I przyznajemy, kiedy słyszymy, ile trwa, spodziewamy się, że może nam się trochę dłużyć.

Pół godziny archeologii

Okazuje się jednak, że film jest naprawdę dobrym wprowadzeniem do tego, co za chwilę będziemy oglądać. Zamiast samej listy dat poznajemy historię prac archeologicznych prowadzonych w Trzcinicy, odkrytych tutaj kultur oraz sposobów badania i późniejszej rekonstrukcji dawnego grodu.

Szczególnie interesuje nas pokazanie samej pracy archeologów i wykorzystania współczesnych technologii. Dzięki temu możemy zobaczyć, w jaki sposób na podstawie fragmentów konstrukcji i przedmiotów znalezionych w ziemi próbuje się odtworzyć miejsce istniejące tutaj przed setkami, a nawet tysiącami lat.

Dowiadujemy się też, że osada nie istniała w jednej niezmiennej formie. Przez kolejne stulecia była niszczona, opuszczana i ponownie zabudowywana, a po dawnych mieszkańcach pozostawały następne warstwy śladów odkrywane później przez archeologów.

Początkowe obawy o półgodzinny film szybko więc znikają. Co więcej, dopiero później przekonamy się, że naprawdę warto było go obejrzeć.

Dioramy i drobiazgi sprzed wieków

Po filmie przechodzimy do sali wystawowej. Jest tutaj dość ciemno, dzięki czemu podświetlone gabloty i kolorowe elementy ekspozycji od razu przyciągają wzrok. Muzyka również dodaje klimatu, kojarzy nam się z tą w Muzeum Narodowe na zamku w Lublinie w części archeologicznej (link!!!).

Najbardziej podobają nam się dioramy przedstawiające dawnych mieszkańców przy codziennych czynnościach. W jednej scenie widzimy pracę na polu, w innej pochówek, w kolejnych zwyczajne życie osady. Zamiast próbować wyobrazić sobie wszystko na podstawie opisów, dostajemy niewielkie scenki z ludźmi, budynkami i przedmiotami, uszeregowane od najstarszych historycznie do najmłodszych.

I oczywiście zaglądamy też do gablot. Są naczynia, paciorki i mnóstwo niewielkich przedmiotów odnalezionych podczas badań archeologicznych. Jak zwykle właśnie takie drobiazgi potrafią zatrzymać nas na dłużej. Patrzymy na kolejne ozdoby i próbujemy wypatrzeć szczegóły, dobrze się przy tym bawiąc. Sebrna pochwa sztyletu, bardzo ozdobna przyciąga naszą uwagę. W Europie znaleziono ich tylko kilka. Jest figurka idola, niewielka o obłych kształtach i srebrna ozdoba, pochodząca ze skarbu znalezionego tutaj, zawierającego ponad 500 przedmiotów.

Po obejrzeniu wystawy przychodzi jednak czas na tę część Karpackiej Troi, na którą czekamy najbardziej. Wychodzimy na zewnątrz.

Dwie osady obok siebie

Zwiedzanie skansenu rozpoczynamy od dwóch rzędów zabudowań. Po jednej stronie znajdują się rekonstrukcje chat związanych z słowiańską kulturą, po drugiej z otomańską kulturą. Dzięki temu możemy od razu porównywać zastosowane konstrukcje i wyposażenie.

Jedne budynki powstały z wykorzystaniem drewna i gliny, inne są w całości drewniane. Zaglądamy właściwie wszędzie, gdzie tylko możemy. W środku znajdują się piece, drewniane podłogi, ławy, skóry, zioła oraz nieliczne przedmioty związane z codziennym życiem mieszkańców. I właśnie takie zestawienie podoba nam się najbardziej.

Nie oglądamy jednej samotnej chaty z podpisem, ale możemy przechodzić pomiędzy kolejnymi budynkami i sami zauważać różnice. Po wcześniejszym filmie wiemy też trochę lepiej, dlaczego rekonstrukcje wyglądają właśnie w taki sposób.

Piec chlebowy i kuźnia

Idziemy dalej i mijamy piec chlebowy, a chwilę później zaglądamy do zrekonstruowanej wczesnośredniowiecznej kuźni. W środku znajduje się wyposażenie pokazujące, jak mogła wyglądać praca dawnego rzemieślnika. Naszą uwagę przyciągają specyficzne podwójne miechy, które nam przypominają harmonijki.

Nad nami tymczasem zbierają się coraz ciemniejsze chmury. Zaczyna wyglądać na to, że nasze spokojne zwiedzanie może za chwilę zostać przerwane przez deszcz, więc trochę przyspieszamy. Przed nami jest jeszcze spora część skansenu. I sporo schodów.

W górę

Zaczynamy podejście na wzniesienie. Schodów jest dużo, a różnicę wysokości zdecydowanie czuć w nogach.

Po chwili docieramy jednak do pierwszego niewielkiego punktu widokowego i fragmentu zrekonstruowanych umocnień. Oczywiście wchodzimy wyżej popatrzeć jak świat wygląda zza palisady.

Później idziemy dalej i trafiamy na kolejne dwie chaty słowiańskie. Naprzeciwko stoją ławki, a obok znajduje się duża tablica informacyjna, więc można tutaj na chwilę odpocząć przed dalszą częścią zwiedzania.

My zerkamy przede wszystkim na niebo. Jeszcze nie pada. Miejscami dostrzegamy tabliczki ścieżki przyrodniczej, ale niestety większość opisywanych gatunków roślin jest wycięta…

Wały, chaty i kolejne punkty widokowe

Im wyżej jesteśmy, tym bardziej podoba nam się ta część Karpackiej Troi. Pojawiają się kolejne rekonstrukcje wałów obronnych, chaty i niewielkie punkty widokowe. Jeśli gdzieś można wejść, oczywiście sprawdzamy, co widać w środku lub z góry.

Szczególnie zapamiętujemy jedną z chat z mocno omszałym dachem. Otoczona wysokimi drzewami, przy pochmurnym niebie wygląda trochę baśniowo, jakby zamiast rekonstrukcji archeologicznej była fragmentem scenografii z filmu fantasy.

Tutaj prawie nie spotykamy innych zwiedzających. Możemy spokojnie zaglądać do chat, chodzić wzdłuż umocnień i zatrzymywać się tam, gdzie coś nas zainteresuje. Po szybkim zwiedzaniu kilku ostatnich muzeów takie tempo zdecydowanie nam odpowiada.

Film zaczyna mieć sens

Spacerując po kolejnych fragmentach grodu, przypominamy sobie rzeczy, o których jeszcze niedawno słuchaliśmy podczas filmu. To, co wcześniej było rekonstrukcją pokazaną na ekranie, teraz stoi przed nami. Możemy zobaczyć układ zabudowań, konstrukcję wałów, miejsce zakopania skarbu, studnie, ukształtowanie terenu przypominające fosę.

I właśnie tutaj doceniamy decyzję, żeby najpierw pokazać zwiedzającym film, a dopiero później wypuścić ich na teren skansenu. Bez tego chaty nadal byłyby ciekawe, ale brakowałoby nam kontekstu. Nie rozumielibyśmy też rozmieszczenia poszczególnych elementów rekonstrukcji, a ukształtowanie terenu tutaj wiele zmienia pod względem obronności miejsca.

Wieża widokowa

Przechodzimy obok kolejnych chat i fragmentów wałów, aż w końcu docieramy do wieży widokowej. Konstrukcja jest bardzo wysoka, ale wygląda stabilnie, więc oczywiście wchodzimy na górę.

Tutaj pogoda przypomina nam o sobie ze zdwojoną siłą. Mocno wieje, chmury robią się coraz cięższe i naprawdę wygląda na to, że za chwilę zacznie padać.

Za to z góry możemy spojrzeć na okolicę oraz cały teren, który przed chwilą przemierzaliśmy. Dopiero z tej perspektywy dobrze widać również samo położenie grodziska na wzniesieniu. Robimy zdjęcia, rozglądamy się jeszcze przez chwilę i schodzimy.

Prawie sami w grodzie

Najbardziej podoba nam się właśnie zewnętrzna część Karpackiej Troi. Im dalej od głównego budynku, tym mniej spotykamy ludzi, aż w końcu przez sporą część spaceru mamy rekonstrukcje właściwie tylko dla siebie.

Do tego pochmurna pogoda tym razem działa na korzyść miejsca. Omszałe dachy, drewniane konstrukcje, zieleń i ciemniejsze niebo tworzą zdecydowanie ciekawszy klimat niż pełne sierpniowe słońce. Nawet jeśli cały czas trochę zastanawiamy się, czy zdążymy przed deszczem.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • film, który okazał się znacznie ciekawszy, niż się spodziewaliśmy,
  • dioramy przedstawiające sceny z życia dawnych mieszkańców,
  • paciorki, naczynia i inne drobne znaleziska archeologiczne,
  • możliwość porównywania różnych typów rekonstruowanych chat,
  • rozbudowana zewnętrzna część skansenu,
  • wały obronne i niewielkie punkty widokowe,
  • wieża widokowa,
  • możliwość spokojnego zaglądania właściwie wszędzie.

Co męczy

  • sporo schodów i podejścia na wzniesienie,
  • coraz mocniejszy wiatr w górnej części skansenu, na wieży widokowej wiało już naprawdę mocno,
  • pogoda zapowiadająca deszcz, przez którą momentami przyspieszaliśmy.

Spacer czy wyzwanie?

Dolna część jest bardzo spokojna, natomiast żeby zobaczyć rekonstrukcje znajdujące się wyżej, trzeba pokonać sporo schodów i trochę wysokości. Sporo dróg jest wyłożonych kamieniem, przy mokrej pogodzie są naprawdę śliskie.

Warto nie kończyć zwiedzania na części muzealnej i dolnej osadzie. To właśnie górna część grodziska podoba nam się najbardziej.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak, szczególnie gdybyśmy trafili na organizowane tutaj wydarzenie albo pokazy dawnego rzemiosła. Niestety festiwal odbywał się tydzień wcześniej, a my o nim nie wiedzieliśmy…

Podczas zwykłego zwiedzania najbardziej spodobało nam się połączenie części archeologicznej z rekonstrukcjami. Chętnie zobaczylibyśmy Karpacką Troję również wtedy, gdy zrekonstruowane chaty i warsztaty trochę bardziej „ożywają”.


Parking


Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Zwiedzanie zaczynamy od sali kinowej z której przechodzimy do sali z gablotami. Po zwiedzeniu sali przechodzimy na zewnątrz. Tutaj najlepiej kierować się strzałkami, które oprowadzą nas po całym obiekcie. W najdalszym punkcie parku znajduje się wieża widokowa.


Cywilizacja

  • Budynek muzeum – znajduje się tutaj kasa biletowa i sklepik z pamiątkami. Jest również dostęp do bezpłatnych toalet.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz