Trzy Korony ze Sromowiec Niżnych


klasyk Pienin, który potrafi zaskoczyć




Wspomnienia z trasy

Wrzesień przywitał nas w Pieninach zdecydowanie bardziej letnio niż jesiennie. Dzień wcześniej postawiliśmy na spokojniejsze zwiedzanie i odwiedziliśmy okoliczne zamki (Zamek w Czorsztynie oraz Zamek Dunajec w Niedzicy), a kolejny dzień miał być jeszcze bardziej odpoczynkowy. Bez większych ambicji, bez konkretnego górskiego celu, raczej coś krótkiego i niespiesznego.

Tyle że rano pogoda wyglądała zbyt dobrze. Błękitne niebo, słońce, dobra widoczność i ani jednej sensownej wymówki, żeby zostać na dole. Popatrzyliśmy więc na Trzy Korony i nasz plan odpoczynku dość szybko przestał istnieć. Skoro już jesteśmy w Pieninach, a warunki trafiły się niemal idealne, szkoda byłoby nie wykorzystać takiego dnia.

Nie spodziewaliśmy się jednak, że będzie to trasa pełna aż takich kontrastów. Zaczęło się od słońca, zielonych polan i widoku na charakterystyczne pienińskie skały. Później zniknęliśmy w chłodniejszym, zacienionym lesie, pojawiły się kamienie, korzenie i coraz coraz więcej schodów. A na końcu spokojna leśna wędrówka zamieniła się w metalowe schody i pomosty poprowadzone wysoko pomiędzy skałami.

Trzy Korony okazały się więc dokładnym przeciwieństwem naszego pierwotnego planu na ten dzień. I zdecydowanie nie żałujemy.

W stronę Trzech Koron

Początek trasy od razu zrobił na nas wrażenie. Szlak prowadził wąwozem pomiędzy wysokimi, jasnymi skałami, które miejscami wyrastały niemal pionowo po obu stronach ścieżki. Do tego szum płynącej obok wody i przyjemny cień. Po ciepłym, słonecznym początku dnia i gwarze przy schronisku wejście w chłodniejszy wąwóz było naprawdę przyjemną zmianą.

Skały, woda i gęsta zieleń sprawiały też, że od pierwszych metrów było tu zdecydowanie bardziej „górsko”, niż mogłaby sugerować szeroka początkowo ścieżka. Skały przywodziły nam na myśl Jurę Krakowsko Częstochowską i Ojcowski Park Narodowy.

Dalej wąwóz stopniowo przeszedł w las, a właśnie takie fragmenty górskich tras lubimy najbardziej. Drzewa dawały cień, słońce przebijało pomiędzy liśćmi, a ścieżka prowadziła coraz wyżej. Pojawiły się kamienie, korzenie, a przede wszystkim drewniane stopnie, dużo drewnianych stopni. Miejscami ciągnęły się jeden za drugim i skutecznie przypominały, że choć idziemy przez przyjemny, zacieniony las, wysokość sama się nie zdobędzie.

Podejście zygzakiem nie było zbyt strome, ale odczuwalne, a dzięki otoczeniu nie wydawało nam się monotonne. Raz szliśmy zwykłą leśną ścieżką, chwilę później po kamieniach, a za kolejnym zakrętem czekała następna seria stopni. Las osłaniał przed wrześniowym słońcem i sprawiał, że zamiast patrzeć na jedno długie podejście, po prostu pokonywaliśmy je kawałek po kawałku. I na tym etapie Trzy Korony nadal pokazywały nam przede wszystkim swoje zielone, zacienione i całkiem spokojne oblicze.

Przełęcz Szopka czyli chwila oddechu

Jednym z przyjemniejszych miejsc po drodze jest Przełęcz Szopka, nazywana również Chwała Bogu, położona na wysokości 779 m n.p.m. To dobry moment, żeby na chwilę zwolnić, złapać oddech i nacieszyć się bardziej otwartą przestrzenią. Patrząc na widoki zrozumieliśmy nazwę przełęczy.

Kiedy po leśnym podejściu pojawia się łąka, słońce i widok na Tatry kontrast jest naprawdę przyjemny. Jeszcze chwilę wcześniej idzie się zacienioną ścieżką pomiędzy drzewami, a nagle przestrzeń się otwiera i zamiast zielonej ściany lasu przed oczami pojawia się daleki horyzont.

Po drodze warto również zwrócić uwagę na tablice Pienińskiego Parku Narodowego. Można dowiedzieć się trochę więcej o pienińskich łąkach. Szczególnie ciekawa jest ciepłolubna łąka, czyli jedno z najbogatszych zbiorowisk roślinnych w Polsce. Są też informacje o łąkach ziołoroślowych oraz o tym, dlaczego wymagają one regularnego koszenia, aby stopniowo nie zostały zajęte przez las. Lubimy takie drobne przystanki, bo wystarczy kilka minut, żeby później trochę inaczej patrzeć na mijaną roślinność.

Coraz bliżej szczytu

Za Przełęczą Szopka szlak ponownie chowa się w lesie. I właśnie tutaj coraz mocniej zaczyna być widać drugie oblicze tej trasy. Ścieżka staje się bardziej kamienista, pojawia się coraz więcej korzeni i stopni, a podejście zaczyna być odczuwalne.

To nadal piękny las. Miejscami ścieżka prowadzi w niewielkich zagłębieniach terenu, światło przebija przez korony drzew, a na ziemi układają się długie cienie. Są fragmenty, na których można po prostu iść swoim tempem i cieszyć się otoczeniem. Są jednak również takie, gdzie zdecydowanie częściej patrzyliśmy pod nogi.

I właśnie tutaj najbardziej czuliśmy kontrast Trzech Koron. To nie jest trasa, która od początku mówi: „będzie ciężko”. Wręcz przeciwnie. Przez sporą część drogi można mieć wrażenie, że to po prostu dłuższy leśny spacer. Dopiero kolejne podejścia, kamienie i stopnie przypominają, że celem jest jednak jeden z najbardziej charakterystycznych szczytów Pienin.

Tutaj kończy się spokojny spacer

W okolicy wejścia na Trzy Korony krajobraz zmienia się kolejny raz. Pojawiają się informacje o naskalnej murawie górskiej, charakterystycznej dla skalistych partii masywu, a zwykłą górską ścieżkę stopniowo zastępuje przygotowana infrastruktura. Jest kasa biletowa i rzędy ławeczek. Pomimo sporej ilości turystów nie musimy czekać na wejście na punkt widokowy. To tutaj zaczyna się fragment, który może być zupełnie innym doświadczeniem w zależności od tego, jak czujecie się na wysokości.

Najpierw metalowa kładka, potem schody, później metalowe pomosty, barierki i kolejne stopnie prowadzące pomiędzy skałami. Ścieżka jest zabezpieczona, ale otoczenie robi się zdecydowanie bardziej przestrzenne. Widać skalne ściany, strome zbocza i coraz więcej krajobrazu znajdującego się daleko poniżej.

Jeżeli ktoś nie przepada za ekspozycją, właśnie ten fragment może okazać się znacznie większym wyzwaniem niż całe wcześniejsze podejście. Fizycznie najwięcej pracy wykonało się już wcześniej, ale głowa nagle dostaje zupełnie inne zadanie.

Wiadomo, po co się tu przyszło

Widok ze szczytu zdecydowanie wynagradza podejście. Przy dobrej pogodzie panorama jest ogromna. W dole wije się Dunajec, pomiędzy wzgórzami widać miejscowości i pola, dalej rozciągają się kolejne pasma, a na horyzoncie wyrastają Tatry.

Z góry świetnie widać również charakter samych Pienin. Skaliste fragmenty wyrastające ponad gęsty las wyglądają zupełnie inaczej niż podczas oglądania ich z dołu. Dopiero tutaj można zobaczyć, jak niewielkie odległości dzielą strome wapienne skały, zalesione wzgórza, dolinę rzeki i łagodniejsze tereny rozciągające się dalej.

Przy bezchmurnym niebie panorama ciągnie się naprawdę daleko. Można próbować rozpoznawać kolejne miejsca albo po prostu na chwilę przestać szukać czegokolwiek konkretnego i patrzeć. Trudno byłoby powiedzieć, że Trzy Korony są przereklamowane. Ten widok rzeczywiście jest wyjątkowy.

Powrót do lasu

Wracamy wyznaczoną drogą aż do kasy biletowej, a później ponownie schodzimy pomiędzy drzewa i robi się spokojniej. Znikają metalowe pomosty, skalna ekspozycja i szerokie panoramy. Zostają korzenie, ziemia, kamienie, zapach lasu i światło przechodzące pomiędzy gałęziami.

Po intensywniejszej końcówce wejścia taki powrót do lasu był dla nas bardzo przyjemny. Znów można było bardziej skupić się na samym spacerze, zamiast na wysokości czy kolejnych stopniach.

Wracając, spotykamy już zaskakująco mało osób i trasa robi się znacznie spokojniejsza, chociaż zejście miejscami jest jednak całkiem konkretne. Trafiają się strome fragmenty, niewielkie wąwozy i odcinki z luźną, osypującą się ziemią, więc trzeba trochę bardziej uważać, gdzie stawiamy stopy. Są też kamienie, korzenie i oczywiście kolejne stopnie. Mimo tego schodzi nam się zaskakująco dobrze, kolana nie cierpią tak, jak czasem zdarza się na długich, stromych zejściach.

Stopniowo tracimy wysokość, aż w końcu docieramy do połączenia z żółtym szlakiem, którym wcześniej podchodziliśmy. W ten sposób zamykamy naszą pętlę.

Po drodze zaglądamy jeszcze do schroniska. Spodziewaliśmy się większego tłumu, tymczasem wcale nie jest tak źle i można spokojnie chwilę odpocząć. Całe wejście zajęło nam około 2 godzin, a zejście mniej więcej godzinę. Ostatecznie zamiast planowanego odpoczynku wyszła nam więc całkiem konkretna, ale bardzo przyjemna pętla.

Jeszcze trochę Pienin na zakończenie

Na tym jednak nie kończymy. Wracając, zaglądamy jeszcze do budynku Pienińskiego Parku Narodowego, gdzie znajduje się niewielka ekspozycja. Po kilku godzinach spędzonych na szlaku fajnie zobaczyć Pieniny z trochę innej perspektywy.

Oglądamy przede wszystkim dużą makietę Pienin, na której możemy odnaleźć miejsca, przez które przed chwilą wędrowaliśmy. Jest też diorama prezentująca zwierzęta żyjące na terenie parku oraz niewielka część etnograficzna ze strojami ludowymi i dawnymi przedmiotami codziennego użytku. Nie jest to wielkie muzeum, ale jako krótki przystanek po zejściu ze szlaku sprawdza się bardzo dobrze. I ma toalety!


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • Ogromna różnorodność trasy – las, polany, skały, łąki i otwarte panoramy.
  • Widoki na Tatry już podczas podejścia – nie trzeba czekać na sam szczyt, żeby pojawiły się pierwsze nagrody.
  • Panorama z Trzech Koron – Dunajec wijący się daleko w dole, Pieniny, pola, miejscowości i Tatry na horyzoncie.
  • Dużo cienia na trasie – przy słonecznej pogodzie zdecydowanie robi różnicę.
  • Leśne fragmenty – szczególnie te spokojniejsze, prowadzące wśród wysokich drzew i korzeni.
  • Tablice przyrodnicze – lubimy, kiedy spacer przy okazji pozwala dowiedzieć się czegoś o miejscu.
  • Przełęcz Szopka – dobre miejsce na chwilę odpoczynku i zmianę krajobrazu.
  • Zmieniający się charakter szlaku – tutaj naprawdę trudno się nudzić.

Co męczy

  • Dużo podejścia – trasa nie jest ekstremalna, ale wysokość trzeba zdobyć i nogi zdecydowanie to czują.
  • Kamienie, korzenie i stopnie – szczególnie w drugiej części wejścia.
  • Końcowa liczba schodów – kiedy wydaje się, że szczyt jest już tuż-tuż, nadal zostaje trochę pracy.
  • Metalowe pomosty i ekspozycja – dla osób z lękiem wysokości końcówka może być znacznie trudniejsza psychicznie niż fizycznie.
  • Popularność miejsca – Trzy Korony nie są raczej miejscem, do którego wybiera się po całkowitą samotność. Przy większym ruchu końcowy fragment może być dodatkowo mniej komfortowy.

Spacer czy wyzwanie?

Coś pomiędzy, ale zdecydowanie bliżej górskiej wycieczki niż zwykłego spaceru. Technicznie na większości trasy nie ma nic szczególnie trudnego. Nie potrzeba wspinaczki, a najbardziej eksponowane miejsce zabezpieczone jest metalowymi schodami, pomostami i barierkami. Jednocześnie są podejścia, sporo nierównego podłoża, kamienie, korzenie i naprawdę dużo stopni.

Największym zaskoczeniem może być jednak nie wysiłek fizyczny, a końcówka. Ktoś, kto bez problemu przejdzie całą leśną część trasy, może dopiero na metalowych pomostach odkryć, że wysokość robi na nim większe wrażenie, niż się spodziewał.

Dla osoby regularnie chodzącej po górach będzie to raczej przyjemna, niezbyt długa górska wycieczka. Dla kogoś przyzwyczajonego głównie do łagodnych leśnych tras, to już konkretne małe wyzwanie.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak, ale niekoniecznie szybko. Trzy Korony zdecydowanie warto zobaczyć przynajmniej raz. Panorama jest fantastyczna, sama trasa bardzo różnorodna, a charakterystyczne pienińskie skały oglądane z góry robią ogromne wrażenie. Rozumiemy, dlaczego to jeden z najbardziej znanych szczytów Pienin.

Jednocześnie są miejsca, do których wracamy przede wszystkim dla ciszy, lasu i możliwości niespiesznego chodzenia bez konkretnego celu. Trzy Korony są trochę inne. Tutaj jest wyraźny cel, popularny punkt widokowy i finał, do którego zmierza większość osób na szlaku.

Chętnie zobaczylibyśmy jednak tę trasę w zupełnie innych warunkach. Jesienny las, chłodniejszy dzień, trochę mgły pomiędzy pienińskimi szczytami… To mogłoby być już zupełnie inne doświadczenie.


Parking

  • W miejscowości dostępnych jest mnóstwo parkingów. W zdecydowanej większości są to parkingi płatne.

Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Początek trasy nie posiada oznaczeń. Kierujemy się dalej drogą asfaltową i po minięciu budynku parku narodowego skręcamy w prawo – Mijamy schronisko i kierujemy się daje drogą w las – Przechodzimy przez wąwóz – Po dojściu do przełęczy skręcamy w prawo – Dochodzimy do kasy i po zakupie biletu wchodzimy na punkt widokowy – Wracamy z punktu widokowego i skręcamy w prawo – Po dojściu do przełęczy skręcamy ponownie w prawo – Dochodzimy do schroniska i kierując się dalej prosto dochodzimy do parkingu.


Cywilizacja

  • Parking – dostępne są sklepiki z pamiątkami i punkty gastronomiczne.
  • W budynku PPN znajdują się toalety.
  • Schronisko – dostęp do płatnych toalet i gastronomii.
  • Trasa – Co jakiś czas dostępne są ławeczki. A część podejścia odbywa się po stopniach z bali i kamieni.

Linki


Podobne miejsca

Jedna odpowiedź na “Trzy Korony ze Sromowiec Niżnych”

  1. […] byliśmy na Trzech Koronach. Było pięknie, ale po kilku godzinach na szlaku i całkiem solidnej dawce podejść na wieczór […]

    Polubienie

Dodaj komentarz