krótki spacer wśród skał, mostków i szumu wody




Wspomnienia z trasy

Rano byliśmy na Trzech Koronach. Było pięknie, ale po kilku godzinach na szlaku i całkiem solidnej dawce podejść na wieczór szukaliśmy już czegoś zupełnie innego. Bez zdobywania szczytów, bez ambitnego planu i najlepiej bez kolejnych kilometrów mocno odczuwalnych w nogach. Chcieliśmy po prostu jeszcze trochę pobyć na zewnątrz. Wybór padł na Wąwóz Homole i okazało się, że właśnie takiego spaceru potrzebowaliśmy.Tutaj zamiast patrzeć daleko przed siebie, patrzyliśmy głównie na to, co było tuż obok: jasne skały, wodę przepływającą pomiędzy kamieniami, niewielkie kaskady, korzenie, mostki i wysokie ściany wąwozu. I chyba właśnie dzięki temu ten krótki wieczorny spacer zapamiętaliśmy tak dobrze.

Początek

Przy wejściu znajdują się stoły, wiata i tablice informacyjne. Kiedy przyszliśmy, trochę osób jeszcze tutaj odpoczywało, ale na samej trasie nie odczuwaliśmy już większego tłoku. Późniejsza pora zdecydowanie miała swoje zalety.

Od początku wiadomo też, że nie będzie to spacer po równiutkiej alejce. Pod nogami szybko pojawia się jasna, kamienista droga, a po chwili zaczyna towarzyszyć nam woda. Najpierw niewielki wodospad, później potok płynący obok ścieżki i coraz więcej kamieni. Po ciepłym dniu różnicę temperatur czuliśmy niemal od razu. W cieniu skał i drzew zrobiło się przyjemnie chłodno, a szum wody tylko potęgował to wrażenie.

Skały, woda i coraz węższy świat

Im dalej wchodziliśmy w wąwóz, tym ciekawiej robiło się dookoła. Z jednej strony płynął potok, z drugiej wyrastały wysokie skały, a miejscami ściany znajdowały się właściwie tuż przy trasie. Jasny kamień pojawiał się nie tylko nad nami, ale również pod stopami. Czasem szliśmy po drobniejszych kamieniach, chwilę później po większych, wygładzonych fragmentach skały.

Tutaj trudno iść szybko. Nie dlatego, że trasa jest szczególnie wymagająca, ale dlatego, że co chwilę pojawia się coś, przy czym chce się zatrzymać. Niewielka kaskada. Woda przeciskająca się między wielkimi głazami. Odbicie nieba w spokojniejszym fragmencie potoku. Wysoka ściana skalna oświetlona późnym słońcem. Nic dziwnego, że z niecałych trzech kilometrów wróciliśmy z absurdalną liczbą zdjęć.

Najbardziej podobał nam się właśnie kontrast między surowymi, jasnymi skałami a zielenią. W niektórych miejscach nad głową zostaje tylko wąski fragment błękitnego nieba, w innych wąwóz otwiera się szerzej i skały można zobaczyć w pełnym słońcu. Do tego przez niemal cały czas gdzieś obok płynie albo przynajmniej słychać wodę.

Mostki nad Kamionką

Charakterystycznym elementem trasy są metalowe mostki przerzucone nad potokiem. Pierwszy, drugi, a później kolejne. Raz woda płynie po jednej stronie ścieżki, za chwilę przechodzimy nad nią i mamy ją po drugiej. Dzięki temu nawet na tak krótkim odcinku krajobraz cały czas się zmienia.

Same mostki są kratownicowe i może nie należą do najbardziej naturalnych elementów krajobrazu, ale mają swój urok. Pozwalają też spojrzeć z góry na potok, kamienie i niewielkie rozlewiska. W niektórych miejscach woda tylko spokojnie sączyła się między skałami, w innych tworzyła małe kaskady i szumiała znacznie głośniej.

Dla nas właśnie ten dźwięk był jednym z najprzyjemniejszych elementów spaceru. Po porannym wejściu na Trzy Korony i ciepłym wrześniowym dniu tutaj mogliśmy po prostu zwolnić. Chłód wąwozu, cień, szum wody i mnóstwo zieleni zrobiły swoje.

Nie cały czas jest płasko

Wąwóz Homole jest krótką trasą, ale nie oznacza to, że przez cały czas spaceruje się po płaskim terenie. Kamieniste podłoże wymaga trochę uwagi, szczególnie w pobliżu potoku. Są korzenie, większe głazy i nierówne fragmenty ścieżki.

W końcu pojawiają się również metalowe schody. I tych schodów jest już trochę więcej. Po porannych Trzech Koronach nasze nogi zdecydowanie je zauważyły. Nie jest to jednak długie podejście, a schody pozwalają szybko zdobyć wysokość i wyjść z najgłębszej części wąwozu.

W tym miejscu charakter spaceru zaczyna się zmieniać. Szum wody stopniowo zostaje niżej, skały nie otaczają nas już tak szczelnie, a ścieżka prowadzi bardziej przez las. Po intensywnym początku robi się spokojniej.

Kamienne Księgi

Docieramy w końcu do kolejnej charakterystycznej formacji czyli Kamiennych Ksiąg. Warstwowe skały rzeczywiście wyglądają trochę tak, jakby ktoś ułożył obok siebie gigantyczne kamienne tomy. Po drodze pełnej pionowych ścian i luźnych głazów jest to kolejna zupełnie inna forma skały.

W pobliżu znajdują się również stoły piknikowe, więc można tutaj zrobić dłuższą przerwę. My zatrzymujemy się przede wszystkim na zdjęcia. Późne słońce zaczyna już coraz mocniej zmieniać światło, a znajdujące się dalej polany i skały mają zupełnie inny charakter niż zacienione wnętrze wąwozu.

Idziemy jeszcze kawałek, aż docieramy do granicy rezerwatu i tablicy informacyjnej. Na ten wieczór nam wystarczy. Nie planujemy wydłużać trasy ani łączyć jej z kolejnymi szlakami. Wąwóz miał być naszym spokojnym spacerem po Trzech Koronach i dokładnie takim pozostał.

Tą samą drogą, ale trochę inaczej

Wracamy dokładnie tą samą trasą. Zwykle wolimy pętle, ale tutaj powrót wcale nam nie przeszkadza. Wąwóz oglądany z przeciwnego kierunku wygląda trochę inaczej, a poza tym tym razem robimy już zdecydowanie mniej przystanków na zdjęcia.

Schody pokonujemy w dół, wracają mostki, potok i wysokie skalne ściany. Znów robi się chłodniej i coraz głośniej słychać wodę. Wieczorem jest też spokojniej niż wtedy, gdy zaczynaliśmy spacer. I właśnie w takim wydaniu Wąwóz Homole spodobał nam się najbardziej – bez pośpiechu, bez potrzeby zdobywania czegokolwiek, po prostu jako krótka trasa pomiędzy wodą, skałami i lasem.

Rezerwat przyrody

Wąwóz Homole jest częścią rezerwatu przyrody utworzonego w 1963 roku w celu ochrony niezwykłego krajobrazu Małych Pienin oraz tutejszej przyrody żywej i nieożywionej. W 2026 roku jego powierzchnię powiększono prawie dwukrotnie.

Wąwóz ma miejscami nawet 120 metrów głębokości, a jego dnem płynie potok Kamionka, tworzący niewielkie kaskady pomiędzy wapiennymi skałami. Chronione są tutaj również cenne zbiorowiska roślinne, w tym murawy naskalne i kserotermiczne.

Przy wejściu warto zatrzymać się przy tablicach. Szczególnie spodobało nam się zdjęcie wąwozu z 1937 roku. Dawniej okolica była wykorzystywana do wypasu owiec i wyglądała znacznie bardziej surowo i otwarcie. Dzisiaj wąwóz jest dużo bardziej zielony i zalesiony, więc porównanie robi naprawdę duże wrażenie.

Co ciekawe, według tablicy nazwa „Homole” oznaczała miejsce wygodne i bezpieczne do wypasu młodych owiec, wpędzone do wąwozu nie mogły się łatwo zgubić.

A jak z tłumami?

Wąwóz Homole zdecydowanie nie należy do miejsc, w których przez cały dzień można liczyć na ciszę. Kiedy przejeżdżaliśmy tędy wcześniej, ludzi było naprawdę dużo, a parkingi były pełne. Sami musieliśmy trochę poczekać, aż zwolni się miejsce.

Dlatego ostatecznie wybraliśmy się do wąwozu dopiero wieczorem i był to bardzo dobry pomysł. Na trasie spotykaliśmy już niewiele osób, zrobiło się spokojniej, a nisko padające słońce pięknie oświetlało wapienne ściany. Jeśli zależy Wam na spokojniejszym spacerze, późniejsze godziny zdecydowanie warto rozważyć.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • ciągły szum potoku i niewielkich kaskad,
  • przyjemny chłód wąwozu w ciepły dzień,
  • ogromne jasne ściany skalne,
  • bardzo dużo zieleni,
  • mostki przerzucone nad wodą,
  • różnorodność na naprawdę krótkiej trasie,
  • Kamienne Księgi,
  • możliwość zrobienia krótkiego spaceru bez planowania większej górskiej wyprawy,
  • piękne późnopopołudniowe światło na skałach,
  • mnóstwo miejsc, przy których chce się zatrzymać z aparatem.

Co męczy

  • kamieniste i nierówne podłoże wymaga patrzenia pod nogi,
  • metalowych schodów jest trochę więcej, niż można oczekiwać po określeniu „krótki spacer”,
  • po wcześniejszej górskiej trasie podejście schodami było już wyraźnie odczuwalne,
  • przy większym ruchu wąskie fragmenty i mostki mogą być mniej przyjemne.

Spacer czy wyzwanie?

Dystans jest niewielki, a sama trasa nie wymaga szczególnej kondycji, jednak kamienie, korzenie, nierówne podłoże i spora porcja metalowych schodów sprawiają, że nie nazwalibyśmy jej zupełnie bezwysiłkową. W naszym przypadku, po porannych Trzech Koronach, była idealnym kompromisem: nogi jeszcze trochę popracowały, ale zdecydowanie nie mieliśmy poczucia, że wybraliśmy się na drugą górską wyprawę tego samego dnia.

Największą zaletą jest dla nas stosunek długości trasy do tego, ile dzieje się po drodze. Na około trzech kilometrach dostajemy skały, potok, kaskady, mostki, las, schody i ciekawe formacje skalne.

Trasę można połączyć z Doliną Białej Wody, lub zrobić pętlę wracając ulicami, nas jednak żadna z tych opcji nie przekonała.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak, szczególnie jesienią albo w bardziej mokrym sezonie, teraz podczas suszy niewiele było wody. Mimo to najbardziej zapamiętaliśmy szum wody, chłód pomiędzy skałami i ogrom jasnych ścian wyrastających ponad ścieżką. Chętnie zobaczylibyśmy to miejsce przy wyższym stanie wody, a jeszcze bardziej ciekawi nas, jak wygląda otoczone jesiennymi kolorami.

I zdecydowanie ponownie wybralibyśmy późniejsze godziny. W takim spokojniejszym wydaniu ten wąwóz bardzo pasuje do naszego sposobu zwiedzania.


Parking


Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Parking – Po wyjściu z parkingu skręcamy w lewo i po przejściu kilkudziesięciu metrów po lewej będzie wejście do wąwozu – Przez wąwóz prowadzi tylko jedna droga – Po dojściu do polany i znaku rezerwatu zawracamy do parkingu.


Cywilizacja

  • Parking – dostępny jest sklepik z pamiątkami i punkt gastronomiczny.
  • Na trasie znajdują się stalowe mostki i schody z kratownicy.
  • Polana – dostępne są ławeczki i stoły.

Linki


Podobne miejsca

Jedna odpowiedź na “Wąwóz Homole w Pieninach”

  1. […] pierwszy tydzień września, poniedziałkowe popołudnie. W okolicach Wąwozu Homole wciąż stała masa samochodów, a turystów zdecydowanie nie brakowało. My pojechaliśmy kawałek […]

    Polubienie

Dodaj komentarz