kładki, torfowisko i Tatry na horyzoncie




Wspomnienia z trasy

Tego dnia mieliśmy już za sobą poranne wyjście Sokolicę (link). Szukaliśmy czegoś zdecydowanie spokojniejszego: krótkiego, płaskiego i najlepiej prowadzącego przez las. Rezerwat Bór na Czerwonem pod Nowym Targiem pasował do tego planu idealnie. Około dwóch kilometrów, praktycznie bez przewyższeń, las, drewniane kładki i torfowisko. Po pienińskich podejściach brzmiało jak odpoczynek.

Był początek września, a słońce mocno grzało, powietrze było ciężkie i duszne, nawet w lesie trudno było znaleźć prawdziwą ulgę od upału. Mimo wszystko już pierwsze metry pokazały nam, że trafiliśmy w miejsce bardzo „nasze”.

Początek ścieżki

Już przy wejściu dowiadujemy się, że Bór na Czerwonem nie jest po prostu niewielkim torfowiskiem ukrytym na obrzeżach Nowego Targu. To obszar wodno-błotny o znaczeniu międzynarodowym, objęty Konwencją Ramsarską. Wraz z pozostałymi torfowiskami wysokimi Kotliny Orawsko-Nowotarskiej tworzy jeden z największych kompleksów tego typu w Europie.

Samo torfowisko jest pozostałością procesów rozpoczętych tysiące lat temu. Kotlina została ukształtowana przez zlodowacenia tatrzańskie, a po ustąpieniu lodowców w zagłębieniach zaczęła gromadzić się woda. Proces powstawania torfu w rezerwacie rozpoczął się około 7 tysięcy lat temu.

Co ciekawe, torf przyrasta niezwykle wolno. Według informacji na tablicach w Borze na Czerwonem jego warstwa zwiększa się zaledwie o około milimetr rocznie, a w niektórych częściach torfowiska osiąga niemal 5 metrów grubości. Pod platformą widokową ma około 3,5 metra.

Szeroka droga przez las

Ruszyliśmy więc szeroką, szutrową drogą. Pod butami charakterystycznie chrzęściły drobne kamyczki, a po obu stronach wyrastały wysokie sosny. Las był jeszcze intensywnie zielony i właściwie nic nie sugerowało, że kalendarz powoli zaczyna odliczać dni do jesieni. Tylko miejscami światło wpadające między proste pnie miało już trochę cieplejszy odcień.

Trasa jest tutaj bardzo wygodna i niemal zupełnie płaska. Tego dnia jedynym problemem była temperatura. Liczyliśmy, że pod drzewami zrobi się chłodniej, ale nawet tutaj było duszno i gorąco. Słońce przebijające przez korony drzew potrafiło naprawdę mocno przygrzać. Po drodze mijaliśmy ławki, na których odpoczywali inni spacerowicze, oraz kolejne tablice. Jedna opowiada o formach ochrony przyrody, inna o założycielu rezerwatu.

Rezerwat został utworzony w 1925 roku, zaledwie siedem lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, dzięki czemu należy do najstarszych rezerwatów przyrody w kraju. Poznajemy trzy osoby szczególnie związane z jego powstaniem: Edwarda Lubicza-Niezabitowskiego, Władysława Szafera i Józefa Rajskiego. Pierwszy badał tutejsze torfowiska i już w latach 20. XX wieku zwracał uwagę na konieczność ich ochrony. Władysław Szafer był jednym z najważniejszych polskich przyrodników i propagatorów ochrony przyrody, a Józef Rajski był burmistrzem Nowego Targu, który również zaangażował się w utworzenie rezerwatu.

Wchodzimy na kładkę

W pewnym momencie dochodzimy do rozwidlenia. Po prawej znajduje się niewielki mostek i przebiega trasa nordic walking, my jednak skręcamy w lewo. Tutaj zaczyna się to, po co przede wszystkim przyjechaliśmy, czyli drewniana kładka prowadząca przez torfowisko.

Szare deski przecinają zielony las i stopniowo wyprowadzają nas na coraz bardziej otwartą przestrzeń. I jeśli lubicie drewniane kładki tak jak my, jest spora szansa, że właśnie ten fragment będzie Waszym ulubionym.

Las zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Sosny stają się rzadsze, między nimi pojawiają się trawy i torfowiskowa roślinność, a słońce dociera już niemal wszędzie. Zieleń wygląda pięknie, ale jednocześnie bardzo wyraźnie widać, jak sucho jest dookoła. Po naszych tegorocznych spacerach po torfowiskach niestety zaczyna to być coraz bardziej znajomy widok.

Mijamy kolejną ławkę i tablicę poświęconą florze. Warunki nie są tutaj łatwe, bo podłoże jest kwaśne, ubogie w składniki odżywcze i zawiera niewiele azotu. Rośliny musiały więc znaleźć własne sposoby na przetrwanie. Można tu spotkać m.in. sosnę drzewokosą, rosiczkę okrągłolistną, bagno zwyczajne, borówkę bagienną, wełniankę pochwowatą, modrzewnicę zwyczajną i żurawinę błotną.

Szczególnie ciekawa jest oczywiście rosiczka. Niedobory składników odżywczych uzupełnia, chwytając drobne owady. Inne rośliny współpracują z grzybami, wytwarzają substancje chroniące je przed zjedzeniem albo tworzą gęste kępy. Niestety żadnej nie znaleźliśmy.

Platforma widokowa

Na końcu dochodzimy do drewnianej platformy widokowej. Przy wejściu znajduje się kolejna tablica, tym razem poświęcona torfowisku wysokiemu. Charakterystyczne dla Podhala i Orawy torfowiska wysokie mają formę kopuł wyniesionych ponad otoczenie. Po opadach woda spływa z nich na boki, tworząc podmokłą strefę nazywaną okrajkiem.

Po pokonaniu kilkunastu schodków przed nami rozciąga się szerokie torfowisko. Niskie sosny, trawy i krzewinki tworzą ogromną otwartą przestrzeń, a jej granicę wyznacza ciemniejsza ściana lasu. W gorącym powietrzu roślinność zdaje się niemal falować.

Jeszcze dalej pojawiają się Tatry. Ich poszarpana linia rysuje się na horyzoncie ponad lasem. Przy bezchmurnym niebie widok jest naprawdę świetny i zdecydowanie nie spodziewaliśmy się, że podczas tak krótkiego i łatwego spaceru dostaniemy aż taką panoramę.

Zatrzymujemy się na chwilę. Na platformie są ławki, więc można spokojnie usiąść i popatrzeć przed siebie. Tyle że tego dnia „spokojnie” nie oznaczało „długo”. Na otwartej przestrzeni nie było właściwie żadnego cienia, a wrześniowe słońce smażyło jak w środku lata.

Wracamy… ale jeszcze nie do końca

Z platformy wróciliśmy tą samą kładką do rozwidlenia. Moglibyśmy już skierować się w stronę wejścia, ale zauważyliśmy jeszcze drugi fragment drewnianej ścieżki. Oczywiście musieliśmy sprawdzić, dokąd prowadzi.

Druga kładka jest zdecydowanie starsza i w znacznie gorszym stanie. Jest węższa, miejscami nierówna, część desek się rusza, niektóre są uszkodzone albo ich brakuje. Trawy podchodzą niemal pod samą drewnianą ścieżkę. Z jednej strony ten fragment ma dużo bardziej dziki klimat, z drugiej zdecydowanie trzeba patrzeć pod nogi.

Właśnie tutaj było też znacznie spokojniej. Większość osób wybierała główną kładkę i platformę widokową, więc im dalej odchodziliśmy, tym mniej ludzi spotykaliśmy.

Rozlewiska ukryte w lesie

Starsze kładki doprowadziły nas do kolejnej części rezerwatu i chyba największej niespodzianki tego spaceru czyli niewielkich leśnych rozlewisk.

Wody było bardzo mało. Część terenu niemal zupełnie wyschła, co po raz kolejny przypomniało nam, jak suche było tegoroczne lato. Tam, gdzie woda jeszcze została, tworzyły się niewielkie ciemne oczka otoczone intensywnie zielonymi kępami traw.

Jedno z nich było pokryte czymś przypominającym rzęsę. Woda była ciemna i mętna, a nad jej powierzchnią uwijały się ważki. Było je nie tylko widać, ale też słychać.

Drugie wyglądało zupełnie inaczej. W spokojniejszej i bardziej przejrzystej wodzie odbijały się wysokie sosny, a pomiędzy nimi pojawiały się jasne plamy słońca. To właśnie tutaj najbardziej chciało nam się zatrzymać. Cisza, woda, wysokie trawy, drzewa i światło wpadające pomiędzy pnie tworzyły jeden z tych niewielkich leśnych zakątków, które często podobają nam się bardziej niż główna atrakcja.

Choć „cisza” jest tutaj trochę umowna. Rezerwat znajduje się niedaleko lotniska i co jakiś czas bardzo wyraźnie słyszeliśmy samoloty. Przy tak spokojnym otoczeniu ich dźwięk trudno było zignorować.

Jeszcze kawałek przez las

Nieco dalej trafiliśmy na nową drewnianą wiatę z kolejną tablicą, która opisuje mieszkańców rezerwatu. Lista jest całkiem imponująca. Wśród ptaków wymieniono m.in. cietrzewia, bociana czarnego, dzięcioła czarnego i uszatkę błotną, a wśród ssaków sarnę, lisa, zająca szaraka, wilka szarego, a nawet niedźwiedzia brunatnego. Są też mniejsi mieszkańcy, których zdecydowanie łatwiej przeoczyć, m.in. kumak górski i żmija zygzakowata.

My podczas spaceru nie mieliśmy szczęścia do większych zwierząt. Za to nad wodą przelatywały się ważki i właśnie one zostały naszym najbardziej charakterystycznym „zwierzęcym” wspomnieniem z Boru na Czerwonem.

Mostkiem przeszliśmy na drugą stronę i znaleźliśmy się przy leśnej drodze będącej częścią tras nordic walking. Sieć ścieżek jest tutaj większa i przez chwilę mieliśmy ochotę po prostu pójść dalej w las. Temperatura szybko wybiła nam jednak ten pomysł z głowy.


Nasza perspektywa

Co cieszy

  • drewniane kładki prowadzące przez las i podmokłe fragmenty rezerwatu,
  • dużo zieleni, mchów i charakterystycznych kęp roślinności torfowiskowej,
  • woda między drzewami i piękne odbicia lasu,
  • mnóstwo ważek nad wodą,
  • dobrze przygotowane tablice edukacyjne – sporo informacji o torfowisku, roślinach, zwierzętach i historii rezerwatu,
  • platforma widokowa i zupełnie inna perspektywa na otwartą część torfowiska.

Co męczy

  • miejscami kładki są już trochę nierówne i wysłużone,
  • otwarta część torfowiska przy słonecznej pogodzie daje niewiele cienia,
  • sama trasa jest krótka, dla jednych będzie to zaleta, ale jeśli ktoś przyjedzie tu z nastawieniem na dłuższą wycieczkę, może poczuć niedosyt,
  • przy platformie i najpopularniejszych fragmentach trasy może być mniej kameralnie niż na leśnej części spaceru.

Spacer czy wyzwanie?

Zdecydowanie spacer. To jedna z najłatwiejszych tras, jakie można wybrać w okolicy Nowego Targu. Nasza wersja miała około 2 km, prowadziła praktycznie cały czas po płaskim, a główna część trasy wiedzie szeroką szutrową drogą i wygodną drewnianą kładką.

Nie ma tutaj stromych podejść, kamienistych zejść ani technicznych fragmentów. Po porannej Sokolicy różnica była wręcz ogromna.

Nieco więcej uwagi wymaga jedynie starsza część kładek prowadząca w stronę rozlewisk. Deski są tam miejscami uszkodzone, nierówne i ruchome, dlatego warto patrzeć pod nogi. Jeśli zależy Wam wyłącznie na łatwym spacerze, można zostać przy głównej kładce i platformie widokowej.

W słoneczny dzień warto też pamiętać, że torfowisko jest bardzo odsłonięte. Las daje trochę cienia, ale platforma i znaczna część kładek znajdują się w pełnym słońcu. My trafiliśmy na wyjątkowo gorący wrześniowy dzień i temperatura okazała się największym wyzwaniem całej trasy.

Czy chcielibyśmy wrócić?

Tak. I chyba najbardziej chcielibyśmy zobaczyć to miejsce w zupełnie innych warunkach. Bór na Czerwonem bardzo trafił w nasze klimaty. Las, torfowisko, drewniane kładki, tablice przyrodnicze, niewielkie rozlewiska i możliwość spokojnego spacerowania bez zdobywania kolejnego szczytu, trudno o bardziej „nasz” zestaw.

Tym razem największym przeciwnikiem była pogoda. Początek września zafundował nam temperaturę bardziej pasującą do środka lata, a suchość była widoczna szczególnie przy rozlewiskach. Chętnie wrócilibyśmy więc tutaj po deszczach albo jesienią, kiedy zrobi się chłodniej, las zacznie zmieniać kolory, a na kładkach będzie można spędzić trochę więcej czasu bez uciekania przed słońcem.

Zostały nam też trasy nordic walking. Patrzyliśmy na prowadzące dalej w las drogi z dużą ochotą, ale po Sokolicy i dwóch kilometrach w upale rozsądek wygrał. Tym razem.


Parking


Mapa

szczegóły mapy

Trasa: Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy się w prawo i przechodzimy wzdłuż ogrodzenia – Po kilkudziesięciu metrach ukaże się tablica informacyjna – Idziemy dalej ścieżką aż dojedziemy do skrzyżowania – Skręcamy w lewo na kładkę – Wieża widokowa – Wracamy do skrzyżowania i ponownie skręcamy w lewo – Dochodzimy do altanki – Możemy przejść się dalej na wprost kładką lub zawrócić do parkingu – Powrót tą samą trasą.


Cywilizacja

  • Parking – tuż obok parkingu znajduje się restauracja.
  • Trasa – na początku trasy dostępna jest toaleta mobilna. Wzdłuż całej trasy rozstawione są ławeczki.
  • Kładka – na końcu jednej z kładek znajduje się punk widokowy a na nim ławeczki. Na drugiej kładce znajduje się wiata turystyczna.

Linki


Podobne miejsca

Dodaj komentarz