ścieżka, którą łatwo można zgubić
Wspomnienia z trasy
Po słonecznym i zdecydowanie zbyt ciepłym dniu poprzedniego dnia tym razem pogoda postanowiła pokazać nam zupełnie inną twarz Podhala. Było pochmurno, chłodno i szaro, a wcześniej padał deszcz. Czyli teoretycznie całkiem przyjemne warunki na spacer. Tylko że w przypadku torfowiska deszcz oznacza też jedno, że będzie mokro. Bardzo mokro.
Na Ścieżkę Baligówka wybraliśmy się około południa. Zaczęliśmy w okolicy bacówki, skąd ruszyliśmy szeroką szutrową drogą prowadzącą przez łąki. Nad nami wisiały ciężkie, szare chmury, trawy były jeszcze mokre po deszczu, a dookoła było zaskakująco spokojnie.
Szutrowa droga
Pierwszy fragment jest bardzo łatwy. Idziemy szeroką, wygodną drogą przez otwartą przestrzeń, a następnie na chwilę wchodzimy pomiędzy drzewa.

Tutaj zmienia się też otoczenie. Zamiast otwartych łąk mamy las, a razem z nim przede wszystkim odgłosy ptaków. Poza nimi właściwie niewiele słychać.

Zaraz za niewielkim fragmentem lasu trafiamy na miejsce obsługi rowerów, mapę oraz właściwy początek ścieżki wraz z tabliczką.
Torfowisko Baligówka
To torfowisko należy do największych i najstarszych torfowisk Kotliny Orawsko-Nowotarskiej. Z tablicy edukacyjnej dowiadujemy się, że jego powierzchnia wynosi około 112 ha.
Miejsce przez lata było jednak silnie przekształcane przez człowieka. Prowadzono tutaj eksploatację torfu, a także osuszano teren. Dzisiaj podejmowane są działania mające ograniczyć odpływ wody i poprawić warunki dla torfowiska.

To ważne również dlatego, że takie miejsca są ogromnymi magazynami węgla i wody. Torfowiska pomagają zatrzymywać wodę w krajobrazie, a tym samym łagodzą skutki zarówno suszy, jak i gwałtownych opadów.
Są też siedliskiem wielu gatunków roślin i zwierząt. Na Baligówce można spotkać między innymi rosiczkę, żurawinę błotną, bagno zwyczajne, modrzewnicę zwyczajną czy wełniankę, a także zwierzęta związane z terenami podmokłymi.
Tylko gdzie właściwie jest ścieżka?
Początkowo idzie nam całkiem dobrze. Fragment terenu jest wykoszony, więc mniej więcej wiemy, którędy prowadzi trasa. Wokół rozciągają się łąki i wysokie trawy, a na horyzoncie pojawiają się pojedyncze skupiska drzew.

Docieramy do jednej z tablic edukacyjnych poświęconej znaczeniu torfowisk. Można z niej dowiedzieć się między innymi, że torfowiska są swoistą księgą historii środowiska, kolejne warstwy torfu przechowują informacje o zmianach klimatu, roślinności, faunie, a nawet działalności człowieka sprzed tysięcy lat.

Pełnią też funkcję naturalnych zbiorników retencyjnych i są ważnym korytarzem ekologicznym dla zwierząt przemieszczających się pomiędzy Tatrami, Gorcami i Babią Górą. Czytamy, robimy zdjęcia i ruszamy dalej. I tutaj robi się trochę mniej wygodnie. Trawa jest coraz wyższa, miejscami sięga nam do kolan, a ścieżka staje się coraz mniej oczywista. Idziemy przed siebie, wypatrując kolejnych tablic, bo to właśnie one zaczynają być naszymi najlepszymi punktami orientacyjnymi.
Bociany i podmokłe łąki
Przy kolejnej tablicy możemy przeczytać o bocianach i ich żerowiskach. O ile bocian biały chętnie korzysta z otwartych łąk i terenów położonych blisko człowieka, o tyle bocian czarny prowadzi znacznie bardziej skryty tryb życia. Gniazduje przede wszystkim w rozległych kompleksach leśnych, szczególnie w pobliżu podmokłych terenów. Na jego liście pokarmowej znajdują się między innymi ryby, płazy, owady i skorupiaki. My żadnego bociana nie spotykamy. Za to coraz dokładniej poznajemy podmokły charakter Baligówki.

Coraz bardziej mokro
W pewnym momencie wchodzimy na niewielkie wzniesienie, próbując znaleźć dalszy przebieg trasy. Ścieżki właściwie nie widać. W oddali dostrzegamy jednak kolejną tablicę. Skoro jest tablica, to przecież jakoś trzeba do niej dojść, prawda? Schodzimy więc w jej kierunku. I szybko okazuje się, że to już zupełnie inna zabawa niż wcześniejszy spacer po wykoszonej części torfowiska.

Trawa sięga nam do kolan, podłoże jest nasiąknięte wodą, a buty zaczynają zapadać się w mokrym gruncie. Roślinność momentalnie moczy spodnie i nogi. Do tego nie mamy już najmniejszej pewności, gdzie właściwie przebiega ścieżka.
Tablica stoi praktycznie w środku torfowiska, otoczona wysoką roślinnością. Docieramy do niej, ale tutaj zaczynamy się zastanawiać, czy dalsze szukanie trasy ma jeszcze sens.
Torfowisko bez kładek
I właśnie tego najbardziej nam tutaj brakowało. Po wielu spacerach po torfowiskach na Polesiu jesteśmy przyzwyczajeni do drewnianych kładek. Pozwalają przejść przez najbardziej podmokłe fragmenty, a przy okazji chronią delikatne siedliska przed wydeptywaniem. Na Baligówce kładek nie ma, w kilku miejscach pojawiają się rozłożone deski.

Dopóki roślinność jest wykoszona, da się jeszcze domyślić, którędy należy iść. Kiedy jednak wchodzimy w niewykoszoną część, ślad praktycznie znika. Po wcześniejszym deszczu dodatkowym problemem jest stojąca pod roślinnością woda i grząskie podłoże.

W pewnym momencie uznajemy więc, że wystarczy. Zawracamy. Nie przechodzimy całej Ścieżki Baligówka i tym razem zupełnie nam to nie przeszkadza. Spacer ma być przyjemnością, a brodzenie przez mokre torfowisko i zgadywanie, gdzie znajduje się dalsza trasa, przestało nią być.
Spokój? Zdecydowanie
Jeśli jest coś, czego Baligówce odmówić nie można, to spokoju. Na początku spotkaliśmy kilku grzybiarzy, później właściwie zostaliśmy sami. Nie było tłumów, rozmów innych turystów ani ciągłego mijania kolejnych osób.

Były za to mokre trawy, szare niebo, wiatr przesuwający chmury, odgłosy ptaków i ogromna otwarta przestrzeń. Trochę surowo. Trochę dziko. I zdecydowanie inaczej niż na przygotowanych dla turystów ścieżkach przez torfowiska, które znamy z innych części Polski.
Jeszcze jeden przystanek po drodze
Wracając, kątem oka zobaczyliśmy z samochodu spokojną taflę wody, odbijające się w niej drzewa i ciężkie, ciemne chmury. Oczywiście trzeba było się zatrzymać. Tak zupełnie bez planu trafiliśmy nad Zalew w Krauszowie.

Nie robiliśmy już żadnego dłuższego spaceru. Zeszliśmy tylko nad wodę i chwilę postaliśmy na drewnianym molo. Było cicho, prawie bezwietrznie, a pochmurne niebo odbijało się w zalewie jak w lustrze.

Taki krótki, nieplanowany przystanek na zakończenie dnia, kilka minut patrzenia na wodę i można było jechać dalej.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- Spokój – poza kilkoma grzybiarzami praktycznie nikogo tutaj nie spotkaliśmy.
- Otwarta przestrzeń – ogromne łąki i torfowiska pod ciężkim, pochmurnym niebem miały swój klimat.
- Tablice edukacyjne – sporo informacji o torfowiskach, ich znaczeniu, zwierzętach oraz dawnym życiu na Podhalu.
- Przyroda – wysokie trawy, podmokły teren, niewielkie skupiska drzew i ptaki słyszane w lesie.
Co męczy
- Brak wyraźnej ścieżki – w niewykoszonej części momentami naprawdę trudno było stwierdzić, którędy należy iść.
- Bardzo mokry teren – po deszczu zapadaliśmy się w podmokłym gruncie, a wysoka roślinność szybko przemoczyła nam nogi.
- Brak kładek – szczególnie na najbardziej podmokłych fragmentach zdecydowanie by się przydały.
- Oznakowanie – w pewnym momencie zamiast podążać ścieżką, szukaliśmy kolejnej tablicy i traktowaliśmy ją jako wskazówkę, gdzie iść dalej.
Spacer czy wyzwanie?
Teoretycznie spacer, teren jest płaski i nie wymaga kondycyjnie. W praktyce po deszczu zrobiło się trochę bardziej terenowo. Wysokie, mokre trawy sięgały nam do kolan, podłoże miejscami się zapadało, a tam, gdzie trasa nie była wykoszona, trudno było nawet stwierdzić, którędy prowadzi.
Ostatecznie zawróciliśmy i nie przeszliśmy całej ścieżki. Przy suchej pogodzie zapewne byłoby znacznie łatwiej, ale po deszczu zdecydowanie przydadzą się nieprzemakalne buty.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Chyba tak, ale w bardziej suchym okresie. Baligówka jest ciekawa przyrodniczo i bardzo spokojna, ale podczas naszej wizyty warunki sprawiły, że nie udało nam się przejść całej ścieżki. I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje ten spacer: torfowisko było świetne, ścieżka trochę mniej.
Parking
- Parking przy bacówce – szerszy odcinek drogi tuż przed zakazem wjazdu przy którym można zostawić samochód.
Mapa

Trasa: Parking – Z parkingu kierujemy drogą w głąb pól – Po około 400 metrach dochodzimy do wiaty turystycznej – Za wiatą skręcamy w prawo. Nam nie do końca udało się znaleźć trasę i kierowaliśmy się głównie na widoczne tabliczki – Po około 300 metrach szlak zaczął ginąć wśród traw i postanowiliśmy zawrócić – Powrót tą samą drogą do parkingu.
Cywilizacja
- Parking – w pobliskiej bacówce można zakupić oscypki i pamiątki.
- Ścieżka dydaktyczna – na początku znajdują się wiaty turystyczne a w nich stoły i ławeczki.









Dodaj komentarz