Spacer przez rozlewiska, ciszę i spotkanie, którego się nie spodziewaliśmy
Wspomnienia z trasy
Sobota, końcówka kwietnia. Rano jest jeszcze chłodno, ale wiemy, że za kilka godzin zrobi się naprawdę ciepło, nawet 18 stopni. Wiosna dopiero się rozkręca, jest już trochę zieleni, ale nadal więcej pustych i szarych przestrzeni niż liści. Szukamy czegoś bardzo spokojnego, takiego miejsca, gdzie można po prostu iść i nic nie musi się dziać.
Parking
Dojeżdżamy drogą z płyt, obok starego budynku dawnego PGR-u. Samochód lekko podskakuje, więc zwalniamy, bardziej skupieni na drodze niż zwykle. Na ścianie budynku widzimy napis „coraz bliżej prawdy” i zatrzymujemy się na chwilę, trochę rozbawieni, trochę zaskoczeni. Nie wiemy, o jakiej prawdzie mowa ani czy w ogóle chcemy ją tutaj znaleźć.

Parkujemy. Zaraz po nas dojeżdżają jeszcze dwa auta. Nie spieszymy się dzisiaj, więc przepuszczamy innych turystów przodem. Ptaki słychać głośno i wyraźnie, niczym koncert. Na parkingu znajduje się tabliczka o niedźwiedziach z poradami jak się należy zachować w przypadku ich spotkania. Patrzymy na nią trochę dłużej niż zwykle, po nagłośnionych medialnie wypadkach z udziałem niedźwiedzi zgłoszonych całkiem niedaleko. Jest też tablica z lokalnymi atrakcjami, część tych miejsc już znamy, w tym Wołtuszową i ścianę Olzy. Mniejsza tabliczka obok zawiera informacje, że znajdowała się tutaj Pierwsza Linia Straży Granicznej w latach 1928-1939.
Krzyże i rzeka
Na początku idziemy szeroką, jasną drogą prowadzącą między drzewami. Wije się delikatnie, kontrastując z ciemnym lasem po bokach. Jest spokojnie, słychać tylko ptaki i własne kroki. Mijamy stosy drewna, tabliczkę szlaku konnego i pierwszy krzyż nieco schowany między drzewami.

Z czasem robi się jaśniej i cieplej, słońce zaczyna już naprawdę mocno grzać. W pewnym momencie dociera do nas dźwięk wody. Idziemy po mostku, a pod nim rzeczka szumi spokojnie. Szlak prowadzi nas ciągle lekko pod górę.

Za mostkiem teren zaczyna się otwierać. Pojawiają się łąki, rozlewiska, jest więcej światła. Trochę jak na Polesiu, miękko, szeroko, spokojnie.

Po prawej stronie widzimy wijącą się rzekę, paśnik dla zwierząt i zieloną trawę, która aż prosi, żeby się zatrzymać. Schodzimy nieco bliżej wody, robimy zdjęcia i przez chwilę po prostu stoimy.

Wracamy na drogę. Kolejne krzyże się pojawiają, niektóre pełne, inne już tylko z postumentem, jakby zostały tu po czymś, co dawno minęło. Czytaliśmy, że na tych terenach znajdowała się wioska. Teraz zostały tylko krzyże.

Mijamy fragment wyciętego lasu, drzewa wyglądają na zniszczone przez korniki. Przypominają te z Gór Stołowych. Obok stoją tabliczki tłumaczące ich cykl życia i sposób w jaki niszczą świerki. Co ciekawe, nowe sadzonki znajdują się zaraz obok starych pni.

Rezerwat
Docieramy do szlabanu i tabliczki rezerwatu. Znowu pojawia się ostrzeżenie, że tutaj mieszkają niedźwiedzie. Przed nami rozpościera się przestrzeń. Tylko my, słońce, wiatr i szeroka droga prowadząca przez łąki i podmokłe tereny. Tu naprawdę trudno się zgubić, to właściwie jedyna wyraźna ścieżka. Oznaczenia czasem się pojawiają ale nie są zbyt wyraźne, co wcale nie przeszkadza.

Mijamy kolejne krzyże, a właściwie same postumenty, krzyży brakowało. Kawałek dalej docieramy do zbiorników wodnych. Geometryczne, sztuczne, przeciwpożarowe, a jednak zaskakująco dobrze wpisane w krajobraz. Niebo odbija się w wodzie, żaby poruszają taflą, a wiatr tworzy drobne fale. Przystajemy popatrzeć.

Dalej droga prowadzi lekko pod górę. Po prawej znów mamy rzekę, a przed nami skrzyżowanie szlaków. Idziemy dalej prosto. W dole widać rozlewiska, meandrującą rzekę i wodę błyszczącą w słońcu. Trudno uchwycić to na zdjęciu przez rosnące drzewa, ale niesamowicie cieszy to ludzkie oko.

Cmentarz i rozlewiska
Na przewyższeniu docieramy do cmentarza żołnierzy radzieckich z czasów II wojny światowej. Wchodzimy po schodkach na jego teren. Znajdują się tu ziemne mogiły, oznaczone płaską płytą z czerwoną gwiazdą. Na niektórych stoją znicze.

Tabliczka przed cmentarzem ma oznaczenie zabytku, pojawia się też informacja o nieistniejącej już cerkwi. Mamy też wzmiankę o Jasielu, czyli wsi, której już nie ma. Powstała w 1559 roku na prawie wołoskim, przez wieki była łemkowską osadą. Po wojnach i wysiedleniach w ramach Akcji „Wisła” zniknęła, zostawiając po sobie tylko historię i krajobraz, który dziś wygląda spokojnie, jakby nic się tu nie wydarzyło. To zaskakujące, jak szybko cywilizacja ginie w objęciach natury.

Wracamy na trasę. Kawałek dalej przechodzimy przez kolejny mostek, a w oddali dostrzegamy opuszczony budynek. Po przeciwnej stronie znajduje się duże rozlewisko, prawdopodobnie stworzone przez bobry, bo widać małe tamy i ślady na okolicznych drzewach.

Woda płynie szybciej w jednym miejscu, intensywnie szumiąc, aż zatrzymuje się spokojniej na brzegach porośniętych roślinnością i pokrytych rzęsą wodną. Przystajemy, patrzymy robimy zdjęcia.

Idziemy dalej zadowoleni z widoków, ciszy, relaksu. W oddali dostrzegamy linię lasu, a przed nią rozlewisko i trochę niższych drzewek, niezbyt jeszcze zielonych. Krajobraz wydaje się tam być szaro beżowy, przetykany ciemnymi pniami drzew.

Stajemy i patrzymy.. Nieruchomy pień drzewa po chwili się porusza. Chwilę nam zajmuje przetworzenie tej informacji. To nie pień. To niedźwiedź. Stoi na czterech łapach, spokojnie węszy i rozgląda się po okolicy. Jest daleko. Z tej odległości wydaje się mniejszy, niż można by się spodziewać. Stoimy chwilę, a potem decydujemy się iść dalej, nie dostrzegamy zagrożenia w obecnej sytuacji. On jest daleko, zajęty swoimi sprawami, a my nie zamierzamy wchodzić mu w drogę.

Pole biwakowe
Idziemy jeszcze kawałek otwartą przestrzenią, aż zaczyna się pojawiać więcej drzew. Droga robi się bardziej leśna. Prawie omijamy pomnik kurierów z lat 1939–1944, ukryty lekko z boku, na niewielkiej polance, otoczony drzewami. Znicze i kwiaty przypominają, że to miejsce nie jest tylko przyrodą, jest też miejscem ważnym historycznie.


Dalej mijamy kolejne rozlewisko i w końcu docieramy na pole biwakowe. Są ławki, wiaty, miejsce na ognisko. Dostrzegamy mostek, a za nim jeszcze jeden pomnik, tym razem poległych w walkach z bandami UPA.

Las jest już bardzo blisko, otacza nas z trzech stron. Zaczynamy bardziej nasłuchiwać, mając wrażenie, że coś słyszymy. Może to wiatr, a może pomruki niedźwiedzia. Pomimo, że polanka wygląda uroczo i spokojnie, to nie zostajemy na niej długo. Wypijamy wodę i wracamy tą samą drogą. Idziemy lekko z górki, mijają nas rowerzyści i rodziny z dziećmi, a gdy docieramy do parkingu, jest już prawie pełen.

Nasza perspektywa
Co cieszy
- ogrom przestrzeni i otwarte przestrzenie
- rozlewiska i meandrująca rzeka
- cisza i dźwięki natury
- mała ilość ludzi na początku trasy
- naturalność miejsca
- zwierzęta, w tym bobry, ptaki
- tabliczki informacyjne
Co męczy
- brak większej ilości cienia na otwartych odcinkach
- rosnąca liczba ludzi w późniejszych godzinach
- lekki niepokój związany z obecnością niedźwiedzi
- momentami mało urozmaicona, szeroka droga
- wiatr potrafi nieźle się w tej okolicy rozpędzić
Spacer czy wyzwanie?
To spokojny spacer, ale z charakterem. Długo, szeroko, bez trudnych podejść, ale z poczuciem przestrzeni i dzikości (niedzwiedzi), które nie pozwala całkowicie się rozluźnić.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak. To jedno z tych miejsc, gdzie nie chodzi o konkretny punkt, tylko o całą drogę. Najchętniej znowu rano albo poza sezonem, kiedy jest ciszej i spokojnie, ale najlepiej wtedy, kiedy niedźwiedzie mają trochę mniej spraw na głowie.
Parking
- Parking leśny – bezpłatny i całkiem spory parking. Ostatnie kilkaset metrów trzeba przejechać po drodze z płyt betonowych.
Mapa

Trasa: Parking – Wychodzimy z parkingu i skręcamy w prawo – Idziemy cały czas szeroką droga gruntową – Po prawej będziemy mijali zbiorniki przeciwpożarowe a zaraz za nimi jest granica rezerwatu ze szlabanem – Kontynuujemy wędrówkę aż do polany biwakowej – Wracamy tą samą drogą aż do parkingu.
Cywilizacja
- Parking – za parkingiem znajduje się ogrodzony teren na którym przygotowano wiatę biwakową wraz ze stołem i ławeczkami, a także miejsce na ognisko.
- Pole biwakowe – jest tutaj kryta wiata noclegowa. Po przeciwnej stronie znajdują się wiaty turystyczne z stołami i ławkami. Zostały wydzielone miejsca na ognisko. Po przeciwnej stronie drogi, wśród drzew jest toaleta.














































































Dodaj odpowiedź do Ściana Olzy w Rudawce Rymanowskiej – Nie tacy znowu turyści Anuluj pisanie odpowiedzi