klimatyczny Rezerwat Wisła, męczące podejście w rezerwacie Barania Góra i widoki z wieży tuż przed nadejściem ulewy
Wspomnienia z trasy
Według nas Barania Góra ma wyjątkowy talent do przyciągania deszczowej pogody. Dwa lata temu robiliśmy tutaj pętlę w mżawce, deszczu i mgle. Rok temu schodziliśmy z okolic szczytu gonieni przez burzę. Tym razem prognozy również nie napawały optymizmem.
Rano, w piątek po Bożym Ciele, spodziewaliśmy się tłumów. Ku naszemu zaskoczeniu na parkingu stoi zaledwie kilka samochodów. Na razie świeci słońce, ale ciemniejsze chmury już krążą nad Beskidem Śląskim, a prognozy zapowiadają opady na popołudnie.
Rezerwat Wisła
Początek trasy prowadzi asfaltową drogą przez Rezerwat Wisła. Drugi koniec rezerwatu Wisła – Dolina Białej Wisełki i Kaskady Rodła odwiedziliśmy niedawno. Tutaj trasa wygląda podobnie, asfaltowa szeroka droga o niewielkim nachyleniu.

Ten fragment bardzo nam się podoba. Po obu stronach szumią potoki tworzące liczne kaskady, miniaturowe wodospady. Woda przelewa się po kamieniach, błyszczy w porannym słońcu i skutecznie odciąga naszą uwagę od marszu. Co chwilę zatrzymujemy się na zdjęcia, obserwowanie nurtu albo czytanie tablic ścieżki przyrodniczej. Mamy wrażenie, że spóźniamy się na wejście na szczyt bo cała masa turystów nas już wyprzedziła.

Mamy wrażenie, że ten odcinek jest nawet ciekawszy niż Dolina Białej Wisełki. Jest bardziej dziki i naturalny. Nie ma tu zabudowań, miejsc na kuligi czy licznych punktów usługowych. Są za to mokre od nocnego deszczu rośliny, kwitnące kwiaty i nieustanny szum wody.

Tabliczki informacyjne urozmaicają nam drogę, czytamy, że Biała i Czarna Wisełka wraz z Malinką tworzą rezerwat wodny pstrąga potokowego, Barania Góra jest domem dla głuszców. Możemy nawet zobaczyć mini komiks z nimi prezentującymi ich ubarwienie, sposób ich śpiewu, co ciekawe w jednej z faz przestają siebie słyszeć.

Czytamy tez o występującym tu borze jodłowo-świerkowym, dzięciołach, które wspierają lasy, o tym, że mogą występować tu żmije zygzakowate, a drzewo jodły lub świerka może rozkładać się ok 80 lat.

Przysłop pod Baranią Górą
Po około pięciu kilometrach asfalt się kończy. Szlak odbija w las i od razu robi się stromiej. Kamienista droga prowadzi pod górę między drzewami, a nasze nogi muszą przyzwyczaić się do zupełnie innego podłoża. Co ciekawe, bardziej zmęczył nas wcześniejszy asfalt niż ten leśny fragment.

Przez jakiś czas idziemy praktycznie sami. Zastanawiamy się, czy w schronisku będzie tłoczno, skoro na trasie spotkaliśmy tak niewiele osób. Liczymy, że wcześniejszy tłum już poszedł dalej. Las kończy się szeroką szutrową drogą. Tutaj ruch robi się nieco większy. Pojawiają się rodziny z dziećmi, z wózkami i spacerowicze korzystający z łatwiejszego dojścia do schroniska (ale dłuższego).

Coraz częściej spoglądamy jednak w niebo. Nad górami zbierają się ciemne chmury, a wierzchołki świerków wyglądają niemal czarno na ich tle. Jest tutaj izba leśna do zwiedzenia, niestety zamknięta w dni powszednie, otwarta jedynie w weekendy. Szkoda, bo Izba Leśna we Floriance nam się podobała, ciekawi jesteśmy, co jest w tej tutaj.

W schronisku robimy krótki postój na kawę i ciasto. Ludzi jest zaskakująco mało. Odpoczywamy chwilę i ruszamy dalej, zanim pogoda postanowi pokrzyżować nam plany. Znaleźliśmy na ścianie informację o nieistniejącej już skoczni narciarskiej, wzniesionej w 1927-1928 roku, a w 1977 roku rozebranej. Przyczyniła się do popularyzacji sportów zimowych. Ciekawi jesteśmy gdzie stała, teraz nie ma po niej śladu.
Rezerwat Barania Góra
Odcinek okazał się dokładnie tak kamienisty, jak go zapamiętaliśmy. Kamienie są obłe, śliskie i często ruszają się pod nogami. Trudno znaleźć wygodny rytm marszu. Co chwilę trzeba uważać na kostki i kolana, a po pewnym czasie bardziej niż zmęczenie odczuwa się frustrację i niewygodę podłoża.

Wchodzimy na teren rezerwatu. Wokół stoją martwe i połamane drzewa, które nadają temu miejscu surowy charakter. Przy ciemnych chmurach wiszących nad lasem wygląda to momentami wręcz ponuro.

Co zaskakujące, przez dłuższy czas nie spotykamy prawie nikogo. Szlak jest niemal pusty. My natomiast coraz częściej spoglądamy na niebo i zastanawiamy się, czy zdążymy przed deszczem.

Lawirujemy między kamieniami, a gdy tylko pojawia się bardziej miękka ścieżka obok głównego traktu, od razu z niej korzystamy. Każdy fragment bez kamieni wydaje się błogosławieństwem, nawet jeśli trzeba wymijać wystające korzenie i powalone drzewa.

Po drodze mijamy Wierch Równiański i Wisełkę. Zauważamy coś nowego, na drzewach pojawiły się niewielkie tabliczki z nazwami. Nie pamiętamy ich z poprzednich wizyt.

Jednym z mniej przyjemnych fragmentów okazują się drewniane bale ułożone na podmokłym terenie. Są śliskie i niewygodne. Po kilku krokach zgodnie stwierdzamy, że chyba wolelibyśmy już zwykłe błoto.

Im wyżej, tym chmury stają się ciemniejsze. Jagody są jeszcze zielone, ale widać, że do ich sezonu nie zostało już wiele czasu. W końcu docieramy do miejsca, gdzie łączy się drugi szlak. Pojawia się więcej turystów i zaczyna się ostatnie podejście na szczyt.

Drogę uprzyjemniały nam kolejne tablice informacyjne, o Polanie Przysłup, powyżej której znajduje się rezerwat ścisły i przy dobrej pogodzie widać z niej słowacką Małą Fatrę, o rysiach, które na karpackich terenach mają bardziej widoczne cętki, niż na niższych terenach, o Włochatkach, które zbierają pożywienie w swoich „spiżarniach”, czyli dziuplach po dzięciołach.
Wieża widokowa
Na szczyt docieramy przed deszczem. Nie zastanawiając się długo, od razu wchodzimy na wieżę widokową. To nasza pierwsza okazja, żeby zobaczyć panoramę z tego miejsca. Rok wcześniej wszystko zasłaniała mgła, a dwa lata wcześniej wieża była remontowana.


Konstrukcja nie jest wysoka. Żółta kratownica wyrasta ponad drzewa i oferuje szeroki widok na okoliczne pasma. Nad górami wiszą jednak ciężkie szare chmury, które skutecznie odbierają krajobrazowi wiosenną lekkość.

Na wieży jest sporo ludzi. Wszyscy obserwują nie tyle same szczyty, co pogodę, która wygląda coraz groźniej. Schodzimy na dół i jeszcze przez chwilę odpoczywamy. Czytamy na tabliczce, że wieżę wybudowano 1991 roku i ma 15 m wysokości.

Ku naszemu zdziwieniu część osób rozkłada się na trawie i spokojnie leży mimo zimnego wiatru oraz nadciągającego deszczu. My nie ryzykujemy. Ruszamy w drogę powrotną. Tabliczka informuje, że do schroniska można dojść w 35 minut. Nawet idąc bardzo sprawnie nie jesteśmy w stanie osiągnąć tego czasu.

Powrót w deszczu
Przez dłuższą chwilę wydaje się, że może jednak uda nam się wrócić na sucho. Niestety nie udaje się. Gdy docieramy do okolic schroniska, deszcz rozpadał się na dobre. Początkowo jest to zwykła mżawka, nie zniechęcająca wcale do marszu w dół, a dodająca orzeźwienia, ale z czasem robi się coraz intensywniej. Droga, którą kilka godzin wcześniej pokonywaliśmy w słońcu, szybko zamienia się w spływający wodą, śliski asfalt.

Wracamy dokładnie tą samą trasą. Kaskady są jeszcze głośniejsze niż rano, a woda spływa po kamieniach z większą siłą. Do samochodu docieramy już solidnie przemoczeni.Barania Góra po raz kolejny udowadnia nam, że na słoneczne panoramy musimy jeszcze trochę poczekać.
Nasza perspektywa
Co cieszy
- piękne kaskady i szum wody w Rezerwacie Wisła
- dziki charakter doliny
- liczne tablice ścieżki przyrodniczej
- niewielka liczba ludzi na trasie
- klimatyczny las w rezerwacie
- możliwość wejścia na wieżę widokową
- widoki na beskidzkie szczyty i nadciągające chmury
- schronisko na Przysłopie
Co męczy
- bardzo długi asfaltowy początek trasy
- kamieniste podejście w rezerwacie
- niestabilne, ruszające się pod nogami kamienie
- śliskie drewniane bale na podmokłych odcinkach
- ciągłe uważanie na kostki i kolana
- powrót w ulewnym deszczu
Spacer czy wyzwanie?
Trasa przez Dolinę Czarnej Wisełki nie jest szczególnie stroma ani techniczna, ale jej długość i asfalt potrafią zmęczyć bardziej, niż można się spodziewać.
Największym wyzwaniem jest odcinek przez Rezerwat Barania Góra. Kamienie są niewygodne, śliskie i wymagają ciągłej uwagi. Dla osób z wrażliwymi kolanami lub kostkami może to być bardziej męczące niż samo podejście.
Całe wyjście to raczej kilkugodzinny górski spacer.
Czy chcielibyśmy wrócić?
Tak. Choć po trzech wizytach zaczynamy podejrzewać, że Barania Góra nie istnieje bez deszczu.
Lubimy tę trasę za wodę, dziki charakter doliny i spokojniejsze fragmenty rezerwatu. Chętnie wrócimy tu jeszcze kiedyś, choć może następnym razem spróbujemy sprawdzić, czy na Baranią Górę da się wejść również przy słonecznej pogodzie. Na razie nie mamy na to żadnych dowodów.
Parking
- Miejsce postojowe – duży i bezpłatny parking tu przed zakazem wjazdu. Mimo swojego rozmiaru potrafi się szybko zapełnić.
Mapa

Trasa: Parking – Z parkingu idziemy w las, tuż obok znaku zakazu wjazdu – Idziemy cały czas szlakiem czarnym który biegnie drogą asfaltową – Po około 5 km skręcamy w lewo w las kierując się na szlak czerwony – Dochodzimy do schroniska na Przysłopie – Mijamy schronisko i kierujemy się pod górę po kamienistej drodze, dalej wypatrując oznaczeń szlaku czerwonego – Dochodzimy do wieży widokowej na Baraniej Górze – Powrót tą samą drogą.
Cywilizacja
- Szlak czarny – na tym odcinku znajdują się dwie zadaszone wiaty turystyczne.
- Schronisko – restauracja i toalety.
- Izba Leśna – do zwiedzania w weekendy.















































Dodaj komentarz